Miał skłamać ws. zabójcy Pawła Adamowicza. Ruszył proces ochroniarza finału WOŚP

TVN24

Dariusz S. stanął przed sądemtvn24
wideo 2/45

Przed gdańskim sądem ruszył proces ochroniarza odpowiedzialnego za zabezpieczenie finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy w Gdańsku, podczas którego nożownik śmiertelnie ranił prezydenta Gdańska. Dariusz S. oskarżony jest o składanie fałszywych zeznań i nakłanianie do tego innych.

Proces ruszył w środę przed Sądem Rejonowym Gdańsk-Południe.

Dariusz S. - pracownik Agencji Ochrony Tajfun, która 13 stycznia br. zabezpieczała imprezę, tuż po zdarzeniu zeznał, że nożownik, który zaatakował Adamowicza, wszedł na scenę posługując się plakietką z napisem "Media". Ochroniarz przekazał policjantom identyfikator, którym rzekomo miał się posłużyć napastnik.

Funkcjonariusze ustalili jednak, że ochroniarz kłamał, a próbując podtrzymać swoją wersję, nakłaniał też do kłamstwa kolegę z agencji. W środę przed sądem Dariusz S. przyznał się do winy.

- Przyznaję się do wszystkich zarzucanych czynów, ale, wysoki sądzie, nie chciałbym próbować wyjaśniać tego, co się stało, bo po prostu nie potrafię. Spanikowałem i to się stało - mówił w środę na sali rozpraw.

"Mam kłopoty z pamięcią, wynika to z mojej choroby"

Sąd odczytał jego wcześniejsze zeznania, złożone jeszcze w prokuraturze. Wynika z nich, że S. od wielu lat cierpi na liczne przewlekłe schorzenia, w tym neurologiczne, kardiologiczne, pulmonologiczne oraz bezdech senny.

- Na co dzień korzystam z respiratora, który oddycha za mnie podczas snu – mówił w odczytanych zeznaniach mężczyzna.

Wyjaśniał, że od 2010 roku leczy się też psychiatrycznie.

- Mam naprawdę kłopoty z pamięcią, wynika to z mojej choroby – mówił w zeznaniach dodając, że "nie pamięta, jak się nazywa ta choroba". Wyjaśniał, że często – aby czegoś nie zapomnieć, zapisuje na kartkach to, co ma robić w danym dniu. Twierdził, że zdarza się, iż nie pamięta kiedy, z kim się spotkał i "często nie rejestruje różnych zdarzeń".

- Lekarz mi mówił, że to jest brak koncentracji – zeznawał.

"Trzymałem na rękach prezydenta, który umierał"

Z kolejnych jego wyjaśnień wynikało, że w dniu, kiedy doszło do zabójstwa, "spanikował". Powiedział, że "trzymał na rękach prezydenta, który umierał".

- Dzwoniła do mnie córka z pytaniem, czy to ja zabiłem prezydenta – mówił dodając, że tego wieczora "ludzie bili się z nami (ochroniarzami-red.), krzyczeli".

- To wszystko było dla mnie bardzo stresujące. (…) Ta sytuacja mnie przerosła – powiedział w odczytanych zeznaniach, w których dodał, że dzień po zabójstwie "wylądował w szpitalu". - Mówiono, że dostałem ataku paniki - dodał. W odczytywanych wyjaśnieniach zaznaczał, że gdy kolega z agencji, w czasie rozmowy uświadomił mu, że nie widział u napastnika identyfikatora, sam prosił o ponowne przesłuchanie, w trakcie którego zmienił zeznania. Gdy sąd odczytywał wcześniejsze zeznania S., oskarżony płakał.

Prokuratura: chciał ukryć zaniedbania

W środę w sądzie przesłuchiwany był także kolega Dariusza S., który potwierdził, że mężczyzna poprosił go o zeznania potwierdzające przedstawioną przez oskarżonego wersję. Po zeznaniach kolegi, S. przeprosił go za to, że zwrócił się do niego z prośbą o nieprawdziwe zeznania. W środę przed sądem zeznania składali też inni pracownicy agencji Tajfun. Ich wyjaśnienia zostały utajnione. Stało się tak na prośbę prokuratora, który argumentował, że ich upublicznienie mogłoby zaszkodzić prowadzonemu ciągle śledztwu, w sprawie zabójstwa prezydenta Gdańska. Zdaniem prokuratury Dariusz S., kłamiąc w sprawie identyfikatora, chciał "ukryć zaniedbania w zakresie zabezpieczenia imprezy". Oszustwo wykryto m.in. dzięki badaniom DNA: na plakietce z napisem "Media" nie znaleziono materiału genetycznego należącego do nożownika.

Nie miał pozwolenia na broń

Akt oskarżenia w tej sprawie skierowała do sądu Prokuratura Okręgowa w Gdańsku w lipcu tego roku.

- Oskarżonemu zarzucono złożenie nieprawdziwych zeznań oraz podżeganie innej osoby do złożenia fałszywych zeznań w postępowaniu karnym dotyczącym zabójstwa prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza, które miało miejsca 13 stycznia 2019 roku podczas koncertu Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy – informowała wówczas Grażyna Wawryniuk z Prokuratury Okręgowej w Gdańsku.

Dariusz S. był dyrektorem do spraw bezpieczeństwa i BHP w Agencji Ochrony "Tajfun", która odpowiadała za bezpieczeństwo uczestników finału Wielkiej Orkiestry Świętej Pomocy w Gdańsku. Podczas koncertu był on także na miejscu jako jeden z ochroniarzy.

W trakcie kulminacyjnego momentu koncertu na scenę wbiegł Stefan W. i zadał ciosy nożem prezydentowi Gdańska, który zmarł w wyniku odniesionych ran.

Przesłuchiwany tuż po zdarzeniu Dariusz S. twierdził, że przekazał policjantom identyfikator z napisem "Media", który rzekomo miał mieć na sobie napastnik i który miał ułatwić mu wejście na scenę.

- Jak ustalono, faktycznie nie miało to miejsca – stwierdziła po skierowaniu aktu oskarżenia Wawryniuk.

Jak dodała, Dariusz S. najpierw dwukrotnie miał zeznać nieprawdę – 15 stycznia zaprzeczył, że w ogóle widział ten identyfikator i że przekazał go policjantom. Z kolei dwa dni później twierdził, że nie pamięta okoliczności przekazania identyfikatora, a o tym, że to on miał go dać policjantom, miał dowiedzieć się od innego pracownika ochrony.

Śledczym udało się ustalić, że w trakcie dwóch dni pomiędzy przesłuchaniami miał namawiać wskazywanego przez siebie pracownika firmy do składania fałszywych zeznań, które miałyby potwierdzić jego wersję. Dariusz S. został zatrzymany 21 stycznia 2019 roku.

- Dariusz S. początkowo nie przyznawał się do popełnienia zarzucanych mu czynów, ale ostatecznie złożył wyjaśnienia, przyznając się w nich do złożenia fałszywych zeznań oraz podżegania do składania fałszywych zeznań. Tłumaczył, że cała sytuacja go przerosła – mówiła Wawryniuk.

Dodatkowo w trakcie przeszukania mieszkania Dariusza S. znaleziono broń oraz amunicję, na którą zatrzymany nie miał pozwolenia. Za to wszystko grozi mu 8 lat więzienia.

Zamordowany prezydent

13 stycznia br. roku prezydent Gdańska Paweł Adamowicz został zaatakowany nożem przez 27-letniego Stefana W. podczas finału WOŚP w Gdańsku. Samorządowiec trafił do szpitala, gdzie następnego dnia zmarł. Urna z prochami Adamowicza spoczęła w kaplicy św. Marcina w bazylice Mariackiej w Gdańsku.

Adamowicz miał 53 lata, prezydentem Gdańska był od 20 lat. W samorządzie gdańskim zasiadał od początku jego powstania w 1990 r., w latach 1994-98 był przewodniczącym Rady Miasta Gdańska.

Jeśli chcielibyście nas zainteresować tematem związanym z Waszym regionem - czekamy na Wasze sygnały/materiały. Piszcie na Kontakt24@tvn.pl.

Autor: MAK/ ks / Źródło: TVN24/PAP

0