Pomorze

Chciał wrócić do domu, pojedzie do Gostynina. "Wampir z Bytowa" nie wyjdzie na wolność

Pomorze

[object Object]
19.06.2017 | Wampir z Bytowa kończy karę 25 lat więzienia, ale trafi do ośrodka w GostyninieJan Błaszkowski | Fakty TVN
wideo 2/12

Miał inne plany. W grudniu zamierzał opuścić więzienne mury i cieszyć się wolnością. Już wiadomo, że ich nie zrealizuje. Leszek P., "wampir z Bytowa", po 25 latach więzienia trafi do zamkniętego ośrodka w Gostyninie. Sąd Apelacyjny właśnie oddalił jego apelację.

Leszek P. to jedna z najbardziej elektryzujących postaci. W latach 90. twierdził, że zabił kilkadziesiąt kobiet. Ostatecznie skazano go tylko za jedno morderstwo i gwałt.

W grudniu tego roku wampir z Bytowa kończy odbywać karę 25 lat więzienia. To oznacza, że zgodnie z prawem będzie mógł wtedy opuścić więzienne mury.

Dlatego od kilku miesięcy trwały starania, by tak się nie stało. Dyrektor zakładu karnego, w którym odsiadywał karę, zwrócił się w tej sprawie do sądu. Chciał, by ten uznał P. za szczególnie niebezpieczną osobę i na podstawie tzw. ustawy o bestiach umieścił go w zamkniętym ośrodku w Gostyninie.

I tak się stało. Sąd Okręgowy w Gdańsku poprosił o opinie biegłych. Na podstawie ich opinii 19 czerwca br. postanowił umieścić "wampira z Bytowa" w zamkniętym ośrodku.

Nie wróci na wolność

I na tym pewnie zakończyłaby się sądowa batalia. Gdyby nie pełnomocnik Leszka P., który na jego życzenie odwołał się od tej decyzji. Jak uzasadnił apelację? Tego nie zdradził, bo sprawa toczyła się zamkniętymi drzwiami.

Dziś sprawą wampira z Bytowa zajął się Sąd Apelacyjny w Gdańsku. Tym razem Leszek P. nie pojawił się już na sali. Dziennikarze nie mogli uczestniczyć w rozprawie, bo ta znów toczyła się zamkniętymi drzwiami.

Sąd oddalił apelację P. Decyzja jest prawomocna. Takiego rozstrzygnięcia oczekiwała prokuratura. - To jest dla nas satysfakcjonujące. Sąd utrzymał decyzję z pierwszej instancji. Naszym zdaniem jest ona prawidłowa - powiedział Krzysztof Prochowski z Prokuratury Okręgowej w Gdańsku.

Pełnomocnik P. nie chciał mówić o tym, jak decyzję sądu ocenia jego klient. - O to trzeba już pytać jego. Sąd oddalił naszą apelację. Wskazał, że nieścisłości w opiniach nie są na tyle doniosłe, by skutkowało to zmianę orzeczenia z pierwszej instancji - powiedział Marcin Klamann.

Co pół roku osoba umieszczona w ośrodku może wnioskować o weryfikację swojego stanu zdrowia. Wówczas biegli przeprowadzają kolejne badania. Na podstawie ich opinii sąd podejmuje kolejne decyzje co do przyszłości podopiecznego ośrodka.

Apelacja Leszka P.
Apelacja Leszka P. TVN24 Pomorze

"Powinien być leczony"

Pierwsze posiedzenie w sprawie przyszłości P. odbyło się 6 czerwca br., ale wówczas sąd nie ogłosił orzeczenia. Na wniosek jego pełnomocnika wszystko działo się za zamkniętymi drzwiami. Na salę sądową doprowadzono również osadzonego. "Pokazał się" publicznie po raz pierwszy od 18 lat.

Tym razem zrobił to niechętnie. Przez cały czas zasłaniał twarz dłońmi, a na głowie miał czarną wełnianą czapkę. Wówczas sąd przesłuchał sześciu biegłych, którzy badali go w Gostyninie. Wśród nich był seksuolog dr Wiesław Czernikowski. - Jest to osoba, która dalej powinna być leczona - powiedział reporterowi Faktów na sądowym korytarzu.

CZYTAJ WIĘCEJ W MAGAZYNIE TVN24

Ile osób zabił?

Do dziś nikt nie wie, ile zabójstw ma na swoim koncie Leszek P. W śledztwie chętnie przyznawał się do wielu zbrodni i o nich opowiadał. Liczba szokowała. Na początku lat 90. media okrzyknęły go "Wampirem z Bytowa" i "hurtownikiem śmierci".

W 1992 r. oskarżono go o brutalny gwałt. Wpadł, bo zapamiętała go ofiara. 24 listopada 1992 r. P. został skazany za ten gwałt na dwa lata więzienia w zawieszeniu. Dopiero wtedy wzbudził zainteresowanie śledczych. Miesiąc później P. zatrzymano pod zarzutem morderstwa.

Ostatecznie zarzucono mu 17 morderstw, dwa gwałty i uprowadzenie dziecka. Psychiatrzy uznali, że może stanąć przed sądem.

P. udało się udowodnić tylko zabójstwo Sylwii R., za co skazano go na 25 lat więzienia. To była wtedy maksymalna kara, obowiązywało bowiem moratorium na karę śmierci, a dożywocia ówczesny Kodeks karny jeszcze nie przewidywał. P. nie starał się o warunkowe zwolnienie z więzienia. Mógł to robić po 15 latach, czyli od 2007 roku.

Na wolność miał wyjść 11 grudnia 2019 roku, po odsiedzeniu 25 lat za zabójstwo i dwóch lat za gwałt. Później okazało się, że może wyjść wcześniej, już 11 grudnia tego roku. Dyrektor Zakładu Karnego w Starogardzie Gdańskim dopatrzył się w aktach, że zabójca, zanim odbył karę za zabójstwo 17-latki z Darskowa, odsiedział już dwa lata za gwałt.

Jeśli chcielibyście nas zainteresować tematem związanym z Waszym regionem - czekamy na Wasze sygnały/materiały. Piszcie na Kontakt24@tvn.pl.

Autor: aa\mtom / Źródło: TVN24 Pomorze

Źródło zdjęcia głównego: tvn24

Pozostałe wiadomości