TVN24 | Pomorze

Autobusy i tramwaje nie wyjechały na ulice Bydgoszczy. Trwa protest pracowników, prezydent miasta zaprosił na rozmowę

TVN24 | Pomorze

Autor:
MAK//rzw
Źródło:
TVN24/PAP
Autobusy nie wyjechały na ulice Bydgoszczy. Prezydent miasta zaprosił strajkujących na rozmowy (24.06.2022)
Autobusy nie wyjechały na ulice Bydgoszczy. Prezydent miasta zaprosił strajkujących na rozmowy (24.06.2022)
wideo 2/7
Autobusy nie wyjechały na ulice Bydgoszczy. Prezydent miasta zaprosił strajkujących na rozmowy

Tramwaje i większość autobusów nie wyjechały od rana na ulice Bydgoszczy. Pracownicy rozpoczęli protest. Nazywają go strajkiem, choć miasto uznało, że jest to strajk nielegalny. Domagają się między innymi odwołania prezesa Miejskich Zakładów Komunikacyjnych i podwyżek płac o tysiąc złotych. Prezydent miasta zaprosił strajkujących na rozmowę.

Protest w Miejskich Zakładach Komunikacyjnych w Bydgoszczy rozpoczął się w piątek o trzeciej rano. Pracownicy przyszli do pracy, nie wyjechali jednak na ulicę. - Jest to każdego indywidualna decyzja o tym, że nie wyjedzie na linię. Pracownicy przychodzą, odhaczają się, pobierają dokumenty, natomiast na linię nie wyjeżdżają - wyjaśnia reporterowi TVN24 Andrzej Arndt, przewodniczący Związku Zawodowego Pracowników Komunikacji Miejskiej, który - jak podkreśla - występuje jako członek załogi.

Pracownicy domagają się między innymi odwołania prezesa MZK, wzrostu wynagrodzenia o tysiąc złotych oraz złagodzenia wysokości kar dyscyplinarnych nakładanych na kierowców i motorniczych. Pracownicy wnioskują również o zmniejszenie wysokości możliwych potrąceń premii za przewinienia z 30 proc. do 10 proc. - Praktycznie nie ma kierowców i motorniczych, którzy nie byli karani za choćby nieumyślne przewinienia. Przy tak wysokich potrąceniach na wypłatę pracownik może dostać na rękę 2,5 tysiąca złotych - mówi Arndt.

Protest kierowców w Bydgoszczy TVN24

Jak dodaje, ich stawki prawie równają się z najniższą krajową.

- Od lat trwa konsultacja związkowa z pracodawcą, a później z ratuszem, jako właścicielem spółki, o wynagrodzenia. Dzisiaj jesteśmy naszymi wynagrodzeniami najbardziej zbliżeni do najniższej krajowej, nie do średniej krajowej, nawet nie pośrodku, zbliżamy się do najniższej krajowej. Praca jest bardzo ciężka. O pierwszej w nocy wstajemy, o wpół do drugiej, wracamy po pierwszej w nocy, w mieście jeździmy dużymi autobusami. Kto ma prawo jazdy ten wie, co to jest - twierdzi.

Prezydent Bydgoszczy zaprosił delegację na rozmowę

Jak mówił Arndt przed godziną 13, nikt z urzędników nie wyszedł, żeby z nimi porozmawiać.

- Mogliśmy spotkać się o trzeciej w nocy, o czym informowaliśmy parę dni wcześniej. Chociaż raz taki urzędnik zobaczyłby, co znaczy przyjść na godzinę trzecią do pracy, kiedy my przychodzimy tak 15-20 lat - komentuje. - To, że dzisiaj społeczeństwo nie widzi autobusów ani tramwajów na linii do tej pory, a mamy godzinę wpół do pierwszej, pełną odpowiedzialność ponosi z tego tytułu ratusz - dodał.

Po godzinie 13 prezydent Bydgoszczy zaprosił strajkujących na rozmowę do ratusza.

"Przepracowaliśmy ponad 20 tysięcy nadgodzin, to są kierowcy, odpowiadają za ludzkie życie"

Arndt twierdzi, że nawet gdyby nie doszło do strajku, byłby problem z kierowcami - już 30 zwolniło się z pracy, a kilkunastu, chociaż jeszcze pracuje, złożyło już wypowiedzenia.

- Przy tych brakach 30 kierowców, pozostali kierowcy, aby wykonać 'wozokilometry", musieli robić to w nadgodzinach. Na koniec maja w Bydgoszczy przepracowaliśmy już ponad 20 tysięcy nadgodzin. To są kierowcy, odpowiadają za ludzkie życie, muszą być wypoczęci. Jak być wypoczętym przy takiej ilości nadgodzin - dodaje.

Protestujący o pracy kierowców i motorniczych
Protestujący o pracy kierowców i motorniczych 24.06| W Bydgoszczy z powodu strajku w Miejskich Zakładach Komunikacyjnych nie kursują tramwaje i większość autobusów. Załoga domaga się m.in. odwołania prezesa firmy i podwyżek płac o tysiąc złotych.TVN24

Władze MZK i ZDMiKP: strajk jest nielegalny

Na stronie Miejskich Zakładów Komunikacyjnych oraz Zarządu Dróg Miejskich i Komunikacji Publicznej podano, że w ocenie tych instytucji jest to strajk nielegalny. ZDMiKP argumentuje, że zgodnie z prawem powinny być przeprowadzone m.in. mediacje lub strajk ostrzegawczy. Twierdzi, że toczy się spór między załogą MZK a zarządem spółki dotyczący wynagrodzeń, a miasto Bydgoszcz nie jest stroną tego sporu. Zaznaczono również, że miasto reguluje płatności na rzecz MZK zgodnie z zawartymi umowami, w których są określone stawki jednostkowe za tzw. wozokilometr.

W komunikacie napisano, że w ubiegłym roku zostało zawarte porozumienie pomiędzy zarządem spółki, związkami zawodowymi i miastem, w którym określono zasady ustalenia stawek jednostkowych od roku 2023.

"Warunki te są realizowane, czego wyrazem jest prowadzona korespondencja między miastem a zarządem MZK" - zaznaczono.

Strajk może się przedłużyć na kolejne dni

W Bydgoszczy nie kursują tramwaje i autobusy obsługiwane przez MZK. Normalnie jeździ tylko mniejsza część autobusów obsługiwana przez firmę Irex Trans. Na stronie ZDMiKP znajdują się informacje, które linie nie kursują, a które funkcjonują normalnie.

Arndt przyznaje, że strajk może się przedłużyć na kolejne dni.

Autor:MAK//rzw

Źródło: TVN24/PAP

Źródło zdjęcia głównego: TVN24

Pozostałe wiadomości