Pomorze

Pomorze

Na trzy miesiące aresztowani zostali dwaj 16-latkowie, ktorzy w lipcu uciekli ze schroniska dla nieletnich w Chojnicach. Młodociani pobili wtedy strażnika i nauczyciela zawodu ze schroniska. Strażnik zmarł w szpitalu. Nauczyciel miał połamane żebra.

Można tam kupić prawie wszystko: od świeczników po książki, meble, kubki, ubrania, płyty, zabawki czy obrazy... Garażowa wyprzedaż w gdańskiej Oliwie to raj dla poszukiwaczy starych cacek.

- W każdym miejscu, 24 godziny na dobę - zachwala związek komunikacyjny Zatoki Gdańskiej. Bilet na gdańską komunikację kupisz i skasujesz przez telefon. Jak to zrobić?

Konwencjonalnej broni w Bałtyku jest dużo, to pewne. O tej chemicznej, zatapianej zarówno przez Niemców, jak i przez Sowietów, krążą legendy. Aby je rozwiać, na morze wyruszył statek badawczy z załogą złożoną z marynarzy i naukowców. Dotarł do tajemniczych obiektów, które mogą być pociskami z iperytem. Na statku był reporter "Polski i świata".

Kończy się najważniejsza część budowy wiaduktu Trasy Słowackiego nad torami kolejowymi, obok PGE Areny - montaż ostatniej, 130-tonowej rury, która zepnie konstrukcję 262-metrowej przeprawy.

Rośnie wysokość nagrody za informacje, które przyczynią się do zatrzymania sprawcy napadu na kantor w Gronowie. Najpierw 10 tys. zł na ten cel przeznaczył warmińsko-mazurski komendant policji. Następnie właściciele kantorów z pobliskiego Braniewa zaoferowali się zapłacić za to 20 tys. zł. Kolejne sumy pieniędzy na ten cel chcą przekazać właściciele kantorów z całej Polski, którzy dzwonią na policję.

Przez blisko dwa miesiące koczował przed gdańskim ratuszem. Domagał się spotkania z prezydentem Adamowiczem, bo nie mógł pogodzić się z nakazem eksmisji jego i chorej żony. Nie doczekał się. W środę Wojciech Dąbrowski spakował swój namiot i transparenty.

Prokuratura sprawdzi, czy Powiatowe Centrum Pomocy Rodzinie w Pucku działało prawidłowo. PCPR umieściło w rodzinie zastępczej piątkę dzieci. Dwoje z nich, jak ustaliła prokuratura, zmarło na skutek przemocy opiekunów. - Nie umiem powiedzieć, co zawiodło - mówi dyrektor Centrum, Beata Kryszak. Jak dodaje, nie ma nic do zarzucenia ani sobie, ani swoim pracownikom.

Rodzina Anny Walentynowicz nie rozpoznała podczas czwartkowej sekcji w zwłokach drugiej ofiary katastrofy smoleńskiej, ekshumowanej z cmentarza w Warszawie, swojej bliskiej. W środę, po ekshumacji szczątków, które miały należeć do legendarnej działaczki Solidarności, jej syn stwierdził kategorycznie, że "nie jest to jego mama". - O ile w środę syn i wnuk byli pewni, że na stole sekcyjnym nie znajduje się ciało Anny Walentynowicz, to dzisiaj nie mogą ani potwierdzić, ani zaprzeczyć, że badane w czwartek ciało należy do niej - powiedział pełnomocnik rodziny mec. Stefan Hambura.