Szkołę zniszczył pożar, nauczyciele zbierają na jej odbudowę. "To całe nasze życie"

TVN24

Pracownicy szkoły zbierają na remont i zakup zniszczonego sprzętutvn24
wideo 2/2

Dyrekcja szkoły, w której uczą się głównie dzieci z autyzmem z województwa zachodniopomorskiego, liczy straty po wtorkowym pożarze. Już jednak wiadomo, że będzie potrzeba ogromnych pieniędzy, by zapewnić dzieciom warunki do nauki. Personel szkoły już zaczął zbierać pieniądze.

- To całe nasze życie – mówi nauczycielka Marta Czaboryk o szkole specjalnej w Radowie Wielkim w powiecie łobeskim, w której we wtorek wybuchł pożar. Ogień strawił górną kondygnację dopiero co wyremontowanego budynku, a akcja gaśnicza dopełniła zniszczeń.

W szkole uczy się 130 dzieci, które dojeżdżają z kilku powiatów województwa zachodniopomorskiego. To jedyne takie miejsce w tej okolicy, gdzie dzieci z niepełnosprawnościami ruchowymi, intelektualnymi i autyzmem mogą się kształcić. Nie tylko się uczą, ale mają tam rehabilitację, logopedę i różne inne terapie.

Szkoła bez uczniów

Jak mówi dyrektorka szkoły Aleksandra Klimaszewska, spaliła się aula, sale dydaktyczne i gabinety. Zniszczony został też niedawno zakupiony sprzęt specjalistyczny warty 60 tysięcy złotych, m.in. komputery i tablety. Na szczęście nikt nie został poszkodowany - wszyscy ewakuowali się jeszcze przed przyjazdem straży pożarnej.

Zniszczenia są jednak na tyle poważne, że na razie szkoła jest zamknięta dla uczniów. – Wznowimy pracę dopiero 2 stycznia. Chcemy zapewnić odpowiednie warunki do edukacji i mamy nadzieję, że wszystko wskoczy na odpowiedni tor – zapewnia Klimaszewska.

Fundacja, która prowadzi szkołę, ma jeszcze drugi budynek w Siedlicach. Część zajęć może zostać tam przeniesiona.

"Chcemy, żeby wróciły do nas nasze dzieci"

Tymczasem personel szkoły zdecydował, że trzeba już rozpocząć zbiórkę pieniędzy na odbudowę. Dziś pracownicy ustawili się pod budynkiem i z trzymanych w dłoniach kartek z wydrukowanymi na nich liczbami utworzyli numer konta, na który można wpłacać datki na odbudowę placówki.

- Jest nam bardzo przykro. To dziesięć albo i więcej lat naszego życia – mówi nam Czaboryk. – Liczymy na pomoc dobrych ludzi. Chcemy wrócić do pracy i chcemy, żeby wróciły do nas nasze dzieci – dodaje.

Jeszcze nie wiadomo, ile dokładnie wyniosą straty. W środę zniszczenia oceniał inspektor budowlany.

Jeśli chcielibyście nas zainteresować tematem związanym z Waszym regionem - czekamy na Wasze sygnały/materiały. Piszcie na Kontakt24@tvn.pl.

Autor: eŁKa/gp / Źródło: TVN24 Szczecin