Aresztowany w sprawie pożaru w escape roomie odmawia składania wyjaśnień

TVN24

Miłosz S. usłyszał zarzuty po śmierci nastolatek w escape roomie (wideo archiwalne)tvn24
wideo 2/36

28-letni Miłosz S., któremu prokuratura postawiła zarzuty w związku z pożarem w escape roomie w Koszalinie, nadal odmawia składania wyjaśnień. Mężczyzna został aresztowany na trzy miesiące, grozi mu osiem lat więzienia. W pożarze zginęło pięć 15-latek, które nie miały drogi ucieczki.

- Podejrzany nadal odmawia składania wyjaśnień. Nie ma deklaracji ze strony podejrzanego, jego obrońców co do chęci na wykonanie czynności z jego udziałem – poinformował we wtorek Ryszard Gąsiorowski, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Koszalinie.

Jednocześnie dodał, że do prokuratury nie wpłynęło od podejrzanego ani od jego obrońców zażalenie na postanowienie sądu rejonowego o zastosowaniu środka zapobiegawczego w postaci trzymiesięcznego tymczasowego aresztowania.

Natomiast rodzice zmarłych nastolatek złożyli w prokuraturze wnioski, w których stwierdzają, że będą reprezentować ich prawa.

- Jednocześnie wskazują, że powołali pełnomocników procesowych do udziału w tym postępowaniu. Wnioski obejmują także prośbę o informowanie przez prokuraturę o terminach czynności, które będą realizowane w przyszłości, by rodziny i ich pełnomocnicy mogli ewentualnie zgłosić swój udział w tych czynnościach – powiedział Gąsiorowski.

Dodał, że prokurator prowadzący postępowanie przystąpił do przesłuchań rodziców zmarłych dziewcząt. Prokuratura dysponuje opinią biegłego z zakresu medycyny sądowej sporządzoną po badaniach sekcyjnych pięciu 15-latek, które zginęły 4 stycznia w escape roomie w Koszalinie. Opinia jednoznacznie wskazuje na to, że przyczyną śmierci pokrzywdzonych było zatrucie tlenkiem węgla.

W tej sprawie zlecona została także opinia z zakresu pożarnictwa. Śledczy czekają również na opinię ekspertów z laboratorium kryminalistycznego.

Miłosz S. obsługiwał też inne escape roomy

Według ustaleń prokuratury to 28-letni Miłosz S. z Poznania faktycznie organizował i prowadził escape room w Koszalinie należący do jego babci. Zajmował się zawodowo obsługą tego typu pokoi zagadek.

Prokuratura postawiła mu zarzut umyślnego stworzenia niebezpieczeństwa wybuchu pożaru w escape roomie i nieumyślnego doprowadzenia do śmierci pięciu osób, które w nim zginęły. Podejrzany został aresztowany tymczasowo na trzy miesiące. Grozi mu do 8 lat więzienia.

Do tragicznych wydarzeń doszło 4 stycznia. W escape roomie w Koszalinie zginęło pięć 15-letnich dziewcząt, uczennic klasy 3d Gimnazjum nr 9, obecnie SP nr 18. Według wstępnych ustaleń prokuratury przyczyną pożaru w pomieszczeniu obok tego, w którym przebywały dziewczęta, był ulatniający się gaz z butli gazowej (butle zasilały w paliwo piecyki w budynku).

Ogień miał uniemożliwić Radosławowi D., 25-letniemu pracownikowi escape roomu, dotarcie do nastolatek. Mężczyzna został poparzony, nie otworzył dziewczętom drzwi. One same mogły to zrobić dopiero po rozwiązaniu ostatniej zagadki. W obiekcie nie było dróg ewakuacyjnych.

Jeszcze w szpitalu Radosław D. został przesłuchany w charakterze świadka. Zeznawały też właścicielka domu przy ul. Piłsudskiego 88 w Koszalinie oraz wynajmująca od niej pomieszczenia, w których działał escape room, gdzie doszło do tragedii. Na tym etapie postępowania, jak poinformował rzecznik prokuratury, nie było podstaw, by którejś z tych osób stawiać zarzuty.

Pogrzeb 15-latek odbył się 10 stycznia. Spoczęły obok siebie na cmentarzu komunalnym w Koszalinie.

Jeśli chcielibyście nas zainteresować tematem związanym z Waszym regionem - czekamy na Wasze sygnały/materiały. Piszcie na Kontakt24@tvn.pl.

Autor: MAK/gp / Źródło: PAP/TVN24