Żółw w foliowej torbie trafił na śmietnik, wcześniej ktoś się nad nim znęcał

TVN24

Zwierzę trafiło na śmietnik Urszuli Gryglickiej | Akwarium w Gdyni
wideo 2/12

Z popękaną skorupą i w czarnym foliowym worku trafił na śmietnik. Stamtąd do Akwarium Gdyńskiego, gdzie troskliwie zajęli się nim specjaliści. Porzucony żółw czerwonolicy przechodzi kwarantannę i szuka nowego, bezpiecznego domu.

Pracownicy sortowni śmieci Eko Dolina znaleźli żółwia czerwonolicego. - To było bestialstwo. Ktoś go wrzucił do czarnego foliowego worka - opowiada pani Agnieszka z Eko Doliny.

Już na pierwszy rzut oka było widać, że zwierzę sporo przeszło. Żółw na razie trafił do Akwarium Gdyńskiego. Badania tylko potwierdziły wcześniejsze podejrzenia.

- Ma liczne ślady świadczące o tym, że właściciel nie taktował go we właściwy sposób. Na razie zwierzę dochodzi do siebie pod okiem naszych akwarystów. Po przejściu kwarantanny zostanie ulokowane w jednym ze zbiorników na zapleczu hodowlanym - opowiada Grażyna Niedoszytko z Akwarium w Gdyni.

Pracownicy Akwarium liczą, że nieszczęśnik znajdzie nowy domu. Dlatego na razie nie nadali mu imienia. - Zostawiamy to osobie, która zapewni mu odpowiednie warunki - dodaje Niedoszytko.

Żółw czerwonolicy to gatunek inwazyjny w Polsce. To oznacza, że żyjąc na wolności zagraża naszemu rodzimemu żółwiowi błotnemu.

To nie jest rozwiązanie

Akwarium udzieliło pomocy i schronienia żółwiowi, ale jak podkreśla rzecznik, placówka nie ma warunków, by przyjmować porzucone zwierzęta.

A te powoli stają się plagą. Zwłaszcza te tropikalne, takie jak gady.

- Są trzy grupy ludzi, którzy kupują zwierzęta. Do pierwszej należą pasjonaci, którzy je hodują i wiele czasu poświęcają na to, by dużo się dowiedzieć o swoich podopiecznych. Druga grupa to ci, którzy nie mogą mieć psów i kotów, więc wybierają gady i zazwyczaj dobrze je traktują. Niestety największą grupę tworzą ci, którzy ulegają modzie i zupełnie nie zastanawiają się nad swoim wyborem - opowiada Bartłomiej Gorzkowski z Egzotarium w Lublinie.

Kwarantanna wkrótce się skończy
Urszula Gryglicka | Akwarium Gdyńskie

I tak do małych ciasnych mieszkań trafiają węże boa, ptaszniki, żółwie, legwany czy jeże pigmejskie. Ich właściciele jeszcze nie wiedzą, że ich nowe "maskotki" wkrótce urosną i będą trzy razy większe. Nie sprawdzili, że będą musieli kupić wielkie terrarium, na które nie mają miejsca. Nie zadali sobie też trudu, by doczytać, że jeż pigmejski jest aktywny w nocy i wtedy będzie hałasował. Kiedy zwierzęta już im się znudzą wypuszczają je na wolność albo podrzucają do ogrodów zoologicznych.

- Jeśli zauważymy takie zwierzę na wolności, to warto poinformować policję lub straż miejską. Zawsze jest jakiś cień szansy, że uda się znaleźć właściciela, a ten odpowie za porzucenie zwierzęcia - dodaje Gorzkowski.

"Nie jesteśmy z gumy"

Do lublińskiego Egzotarium trafiło do tej pory około 50 zwierząt. To jedyna taka w Polsce placówka, która pomaga zwierzętom tropikalnym. Służą radą, pomagają w leczeniu, nie raz przygarniają porzuconych nieszczęśników. Ale i ich możliwości są ograniczone.

- Zamiast wyrzucać zwierzę, można się do nas zgłosić po pomoc. Ale mu też nie jesteśmy z "gumy". Utrzymujemy się w dużej mierze z darowizn i z 1 procenta, a pomagamy zwierzętom z całej Polski i nie tylko - mówi Gorzkowski.

Jeśli chcielibyście nas zainteresować tematem związanym z Waszym regionem - czekamy na Wasze sygnały/materiały. Piszcie na Kontakt24@tvn.pl.

Autor: aa/gp / Źródło: TVN24 Pomorze