Przekonała prezydenta, mówiąc, że nie chce wracać do PRL. "Nie mam ochoty jeszcze raz"

TVN24

Zofia Romaszewska miała mieć duży wpływ na decyzję prezydentaTVN 24
wideo 2/37

Co sprawiło, że Andrzej Duda zdecydował się zawetować dwie z trzech ustaw PiS w sprawie sądów? Jak sam powiedział, wpływ na niego miała "przede wszystkim" rozmowa z Zofią Romaszewską. To jedna z legend czasów PRL, która z poświęceniem broniła opozycjonistów przed komunistycznym wymiarem sprawiedliwości. Miała powiedzieć prezydentowi, że nie chce wracać do czasów i państwa, w którym "prokurator w zasadzie mógł wszystko".

Prezydent wyraźnie podkreślił rolę Romaszewskiej w swoim wystąpieniu, podczas którego ujawnił zamiar zawetowania dwóch ustaw: o KRS i Sądzie Najwyższym.

- Pani Zofia powiedziała do mnie słowa, które we mnie uderzyły najbardziej, poza wszystkimi wywodami prawniczymi, o których dyskutowałem podczas weekendu. Powiedziała tak: ja żyłam w państwie, w którym prokurator miał nieprawdopodobnie silną pozycję, a w zasadzie mógł wszystko i nie chciałabym do takiego państwa wracać - relacjonował Duda.

"To w ogóle wykluczone"

Niedługo po wystąpieniu prezydenta Romaszewska rozmawiała z dziennikarzami. Stwierdziła, że "poczuła się zażenowana", kiedy Duda wymienił ją jako decydujący głos. - Mnóstwo osób go przekonywało. No ale, że jestem staruszką, to zostałam wzięta za przykład - stwierdziła.

Potwierdziła, że wypowiedziała słowa przytoczone przez prezydenta. - Owszem żyłam w takim kraju i nie mam ochoty jeszcze raz. Absolutnie - stwierdziła. - Minister sprawiedliwości i prokurator generalny nie mogą rządzić Sądem Najwyższym. To w ogóle wykluczone - dodała.

- Coś podobnego w normalnym państwie nie może mieć miejsca - podkreśliła.

Pytana, czy zamierza dalej doradzać prezydentowi, odparła: - Z całą pewnością. Zapytana o to, co stanie się dalej i jak powinny wyglądać ustawy o reformie sądownictwa, stwierdziła, że "to jeszcze długa rozmowa i wiele przemyśleń". Zaznaczyła, że bardzo jej zależy na usunięciu problemu przewlekłych postępowań, na co ma być "szczególne uczulona". - Będę na głowie stawała, żeby to się zmieniło - stwierdziła.

Zofia Romaszewska o swojej roli w decyzji prezydenta
TVN 24

Po stronie praw człowieka

Zofia Romaszewska pełni obecnie funkcję doradczyni społecznej prezydenta. Służy mu wiedzą i doświadczeniem, kiedy tego potrzebuje. Takich doradców Andrzej Duda powołał trzynastu.

Romaszewska trafiła na tę listę ze względu na niekwestionowane zasługi dla obrony praw człowieka w czasach komunizmu. Była jedną z najważniejszych osób w opozycji demokratycznej, jeśli chodzi o organizowanie pomocy dla osób prześladowanych przez wymiar sprawiedliwości PRL-u.

Działalność rozpoczęła w 1967 roku. Była wówczas młodym pracownikiem naukowym Uniwersytetu Warszawskiego i jednym z inicjatorów zbierania podpisów w obronie Adama Michnika, zawieszonego w prawach studenta. Mocniej zaangażowała się w 1976 roku, kiedy wybuchły protesty robotnicze, w tym największe w Radomiu i Ursusie.

Wraz z mężem Zbigniewem zbierała pieniądze na pomoc dla aresztowanych robotników. Zaczęli współpracować z Komitetem Obrony Robotników (KOR) i stanęli na czele Biura Interwencyjnego KOR, którego zadaniem było dokumentować łamanie praw człowieka przez władze PRL i wspierać osoby prześladowane przez wymiar sprawiedliwości.

Przez pierwsze pół roku stanu wojennego ukrywała się, ale kontynuowała działalność opozycyjną. Aresztowana w lipcu 1982 roku spędziła rok w więzieniu. Od 1986 roku działała w Komisji Interwencji i Praworządności NSZZ "Solidarność", której przewodniczył jej mąż.

Kurs na prawo

Po upadku PRL była przez dwa lata (1991-1993) sędzią Trybunału Stanu. Pracowała również w Senacie. Była wśród założycieli powołanej w 2003 roku z inicjatywy jej męża partii Suwerenność-Praca-Sprawiedliwość. W 2011 roku weszła w skład rady stowarzyszenia Solidarni 2010. PiS dwa razy wystawiało ją jako kandydata na stanowisko Rzecznika Praw Obywatelskich, ale nie otrzymała nominacji.

Związanie się ze środowiskiem PiS sprawiło, że Romaszewska poróżniła się z częścią bliskich współpracowników czasów PRL. Mówili o tym pod koniec 2016 roku w programie TVN24 "Czarno na Białym" byli opozycjoniści Ludwika i Henryk Wujec. Ich drogi zaczęły się rozchodzić już w 1992 roku, kiedy Antoni Macierewicz opublikował listę polityków, którzy mieli być współpracownikami służb PRL.

Romaszewska zawsze broniła tej decyzji i należy do osób, które negatywnie oceniają późniejsze obalenie rządu Jana Olszewskiego. Jej zdaniem uniemożliwiło to gruntowne rozprawienie się z przeszłością i stworzenie zdrowych podwalin pod III RP.

Wielokrotnie podkreślała swoje poparcie dla działalności politycznej braci Kaczyńskich.

Prezydent Andrzej Duda ogłosił weto wobec ustaw o SN i KRS. Całe wystąpienie
tvn24

Autor: mk//plw/jb / Źródło: tvn24.pl