Znaleziony w Tatrach mówi: nie wiem. Policja: stoimy w miejscu

Polska

Aktualizacja:
FAKTY TVN, PAP/Grzegorz MomotNieznana tożsamość mężczyzny znalezionego w Tatrach

Na pytanie o imię odpowiada "nie wiem", a pytany czy coś go boli mówi nieprzytomnie "dobrze, dobrze teraz". Mężczyzna znaleziony w Tatrach 10 lutego nie mówi kim jest, nie chce wyjaśnić, co robił w szałasie podczas ostrych mrozów, ani ile dni tam spędził. - Na razie stoimy w miejscu - mówi podinsp. Kazimierz Pietruch z zakopiańskiej policji.

Z mężczyzną, choć jest przytomny, trudno nawiązać kontakt. - Wykonano tomografię głowy, która nie wykazała żadnych uszkodzeń więc trudno określić jaka jest przyczyna takiego zamknięcia tego człowieka - tłumaczy dr Piotr Drenda, ordynator oddziału chirurgii w Szpitalu Powiatowym im. dr T. Chałubińskiego w Zakopanem.

Pacjent NN

- Dla mnie wygląda na Zygmunta - powiedziała jedna z pielęgniarek ze szpitala, w którym przebywa znaleziony w Tatrach mężczyzna. Nad kartą z wykresem temperatury napisano NN, nazwisko nieznane. Mężczyznę odnalazł w piątek patrol leśniczych. Był w szałasie pasterskim w rejonie Doliny Olczyskiej. Śmigłowcem przetransportowano go do szpitala. Do szpitala trafił wychłodzony, wygłodzony, z odmrożeniami. Lekarze wierzą, ze uratują mu stopy. Próbują nawiązać kontakt i dociec dlaczego stracił pamięć.

Tylko dźwignie głowę, pokuka 5 minut, potem spuści i tylko tyle. Wołamy go, imiona różne, ale nie reaguje. pacjent Janusz Gubała

Pacjenci z sali też pomagają, w telewizji wybierają komedie. Czy reaguje, uśmiecha się wtedy? - Nie, tylko dźwignie głowę, popatrzy 5 minut, potem spuści i tylko tyle - opowiada Janusz Gubała, pacjent Szpitala Powiatowego w Zakopanem. Koledzy ze szpitalnej sali próbowali nawiązać z mężczyzną kontakt. - Wołamy go, imiona różne, ale nie reaguje - dodaje pan Janusz.

Poszukiwanie rodziny

To nie są odosobnione przypadki, kiedy w tatry uciekają osoby z problemami swoimi. Grzegorz Lorek

oGdyby odezwał się ktoś z bliskich mężczyzny, zagadkę udałoby się rozwiązać. Tak jak w przypadku pana Aleksandra. Trzy lata temu z zanikiem pamięci trafił do przytułku dla bezdomnych. Gdy w mediach opublikowano jego wizerunek, z zagranicy zadzwonił syn. Telefon wszystko zmienił. - Jak na wiosnę kry sie pojawiają, pęka lód, w moim umyśle takie były zawirowania - mówił w listopadzie 2009 roku pan Aleksander. Zaginionemu wróciła pamięć, on sam wrócił do domu.

Źródło: Fakty TVN

Źródło zdjęcia głównego: FAKTY TVN, PAP/Grzegorz Momot