"Nie wykluczam, że pan Berczyński będzie przesłuchiwany przez prokuratorów"

TVN24

Zbigniew Ziobro stwierdził, że nie wyklucza, by Berczyński został przesłuchanytvn24
wideo 2/35

Minister sprawiedliwości był pytany na konferencji po posiedzeniu rządu, czy w związku z wezwaniem Donalda Tuska do prokuratury nie należałoby wezwać także Wacława Berczyńskiego na przesłuchanie. Zbigniew Ziobro zastrzegł, że nie dyktuje prokuratorom, kogo przesłuchać, ale nie wykluczył, że w związku z przetargiem na śmigłowce śledczy wezwą również byłego przewodniczącego podkomisji smoleńskiej.

Ziobro podkreślał po wtorkowym posiedzeniu rządu, że obowiązkiem prokuratury jest wyjaśnianie spraw, które są przedmiotem zainteresowania organów ścigania. - To normalna, standardowa procedura - powiedział. Dodał, że Jarosław Kaczyński, który pełnił urząd premiera około roku, był później wielokrotnie przesłuchiwany w charakterze świadka i "nigdy nie robił z tego powodu żadnego wydarzenia, żadnego prześladowania".

"Trudno, żebym dyktował i rozkazywał, kiedy mają kogo przesłuchiwać"

Pytany o ewentualne przesłuchanie Wacława Berczyńskiego Ziobro przypomniał, że w sprawie przetargu na śmigłowce jest prowadzone postępowanie. - Prokuratura Regionalna w Szczecinie bada wszystkie wątki. Nie wykluczam, że przez prokuratorów będzie przesłuchiwany pan Berczyński, jak i wiele innych osób - powiedział minister.

- Trudno, żebym dyktował i rozkazywał, kiedy mają kogo przesłuchiwać (prokuratorzy - przyp. red.), bo to by rodziło podejrzenia, że ma cel polityczny, a nie ma. (...) Prokuratorzy rządzą się swoimi prawami i w każdym wypadku, kiedy uznają, że kogoś należy przesłuchać, to czynią to zgodnie ze swoim przekonaniem - dodał.

Ziobro przyznał jednocześnie, że sam był przesłuchany w kilku sprawach. - Pani premier będzie chyba przesłuchana, czy była przesłuchana też. Każdy z nas czasami jest przesłuchiwany, bo podejmujemy bardzo ważne decyzje. Nawet w trakcie pełnienia urzędu - powiedział minister i prokurator generalny.

Berczyński "wykończył" caracale?

W połowie kwietnia ówczesny szef podkomisji do ponownego zbadania katastrofy smoleńskiej Wacław Berczyński w wywiadzie dla "Dziennika Gazety Prawnej" przyznał, że to on "wykończył" caracale. Przedstawiciele rządu i politycy PiS zapewniali, że Berczyński nie miał nic wspólnego z negocjacjami offsetowymi. Po wywiadzie Berczyński zrezygnował z kierowania podkomisją smoleńską i przewodniczenia radzie nadzorczej Wojskowych Zakładów Lotniczych nr 1 w Łodzi, gdzie według zapowiedzi Airbusa miała powstać linia montażowa carcali. Według Macierewicza rezygnacja Berczyńskiego wynikała "ze względów osobistych, głównie rodzinnych i zdrowotnych".

Po wypowiedzi Berczyńskiego o "wykańczaniu" caracali PO zawiadomiła Prokuraturę Regionalną w Szczecinie o możliwości popełnienia przez niego przestępstwa. Od listopada 2016 roku prowadzone jest tam pod nadzorem Prokuratury Krajowej śledztwo dotyczące organizacji postępowania przetargowego na śmigłowce i odstąpienia od zawarcia kontraktu na zakup maszyn. Prokurator krajowy Bogdan Święczkowski komentował wówczas, że jest "bardzo zdziwiony wystąpieniem posłów partii opozycyjnej, dlatego że przecież prokuratura w ramach wielkiego śledztwa dotyczącego przetargów na caracale zajmuje się także tym niewielkim wątkiem związanym z odstąpieniem od negocjacji offsetowych".

Siemoniak: przetarg był rzetelny, warunki były takie same

Pierwotnie śledztwo wszczęła Prokuratura Okręgowa w Warszawie, która uchyliła decyzję z 2015 roku o odmowie wszczęcia śledztwa po zawiadomieniu złożonym przez PiS. Posłowie tej partii uważali, że wymagania przetargowe jednoznacznie wskazywały wyłącznie na wybór Airbusa. Według polityków Prawa i Sprawiedliwości przestępstwa mogli się dopuścić ówczesny szef MON Tomasz Siemoniak, wiceminister obrony narodowej Czesław Mroczek (dziś posłowie PO) oraz osoby im podległe. Siemoniak wiele razy podkreślał, że przetarg był rzetelny, a warunki dla wszystkich oferentów były takie same.

W lutym 2017 roku MON rozpisało postępowanie na 16 śmigłowców - po osiem w wersjach bojowego poszukiwania i ratownictwa (CSAR) dla Wojsk Specjalnych oraz do zwalczania okrętów podwodnych (ZOP), wyposażonych dodatkowo w sprzęt medyczny pozwalający na prowadzenie akcji poszukiwawczo-ratowniczych.

MON rozpoczyna negocjacje

Pod koniec marca resort obrony poinformował, że zamierza kupić osiem śmigłowców dla Wojsk Specjalnych oraz cztery (z opcją na cztery następne) maszyny do zwalczania okrętów podwodnych, zdolnych także do prowadzenia akcji ratowniczych na morzu. W poniedziałek Inspektorat Uzbrojenia MON informował, że ocenił wstępne oferty w postępowaniu na śmigłowce dla sił specjalnych, które resort zamierza pozyskać w pierwszej kolejności, i rozpoczyna negocjacje ze wszystkimi oferentami: konsorcjum PZL Mielec i Sikorsky Aircraft Corporations (należące do amerykańskiego koncernu Lockheed Martin), WSK "PZL-Świdnik" (należące do włoskiej grupy Leonardo) oraz konsorcjum Airbus Helicopters i Heli Invest. Te same podmioty konkurowały w postępowaniu, w którym wybrano caracale.

Autor: mw//now / Źródło: PAP