Otwarte serce i portfel Polaka. Chce pomagać, ale na seicento się przejechał

Polska

tvn24Zebrał 150 tysięcy złotych na seicento. Krakowska prokuratura umorzyła śledztwo ("Polska i Świat" z 26.09.2019)

Polacy chętnie udzielają się charytatywnie - mają otwarte serca i portfele. Czasami zanim wpłacimy pieniądze na "szczytny" cel, warto się upewnić, że trafią one rzeczywiście do osoby potrzebującej. Nie stało się tak w przypadku zbiórki pieniędzy rzekomo na nowy samochód dla mężczyzny, który zderzył się z kolumną premier Beaty Szydło. Organizator zbiórki, zamiast przelać pieniądze na konto pana Sebastiana, przekazał je własnej żonie. O tym, że jednak warto pomagać w materiale magazynu "Polska i Świat".

ZOBACZ CAŁY PROGRAM "POLSKA I ŚWIAT" W TVN24 GO >

Internauta chciał zebrać pięć tysięcy złotych dla uczestnika słynnego wypadku z udziałem samochodu przewożącego premier Beatę Szydło – Zebrał 150 tysięcy i przelew rzeczywiście poszedł - ale nie do Sebastiana Kościelnika, a do żony organizatora zbiórki.

Janusz Hnatko z Prokuratury Okręgowej w Krakowie wyjaśnił, że w tym przypadku "nie mamy do czynienia z przestępstwem karnym".

- Możemy mówić jedynie o nagannym zachowaniu tego mężczyzny, który organizuje zbiórkę, a następnie wykorzystuje ją na własne potrzeby – dodał. Wszystko odbyło się zgodnie z prawem, więc prokuratura śledztwo umorzyła.

Dlatego tak ważne jest, by dokładnie zweryfikować osobę lub fundację, która organizuje zbiórkę.

Pomoc na wagę złota

Często taka pomoc jest na wagę złota. Przekonała się o tym 99-letnia pani Ewa, której złodzieje, podający się za pracowników spółdzielni mieszkaniowej, ukradli cztery tysiące złotych.

Polacy zebrali dla mieszkanki Bielska-Białej ponad sto razy tyle. Teraz zakupy, leki i opieka lekarska nie stanowią już problemu. - Opieka lekarska to jest w pierwszej kolejności. Czyli mamy już lekarza, mamy osobę, która zajmie się słuchem pani Ewy i wszystkie potrzeby życiowe ona ma już zapewnione – mówi Ewelina Kliś z fundacji "Serce dla Maluszka".

Zbiórki takie jak inna - na operację Gabrysi - ratują z kolei życie. Zabieg w Stanach Zjednoczonych, jedyna dla niej szansa na walkę z rzadkimi wadami serca i płuc - kosztował cztery miliony złotych.

- Chyba nie ma większego szczęścia, kiedy możemy wierzyć, że ten cud, który jest z nami od 15 lat, ten cud to nasza Gabrysia, może trwać nadal – mówi jej mama.

Cztery miliony złotych zebrane na operację dla Gabrysi to i tak stosunkowo niewiele w porównaniu ze zbiórką na wirtualną puszkę Pawła Adamowicza. Wstrząśnięci zamordowaniem prezydenta Gdańska Polacy przelali do niej prawie 16 milionów złotych.

Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy poinformowała, że z tego dofinansowania cieszą się konkretne trójmiejskie placówki.

- Pieniądze zostały wysłane dla czterech szpitali i jednego hospicjum, począwszy od tak dużych urządzeń jak tomograf komputerowy, rezonans magnetyczny, kończąc na drobnych urządzeniach – mówi Jerzy Owsiak z WOŚP.

Ale nie zawsze chodzi o miliony. W łódzkim Cieszęcinie jeszcze dwa lata temu strażacy musieli wóz ciągać sami albo pożyczać od sąsiada traktor.

To już historia. Dzięki pomocy samorządu i internetowej zbiórce ochotnicy mają samochód. - Jesteśmy ogromnie zadowoleni z tego sukcesu – powiedział Mateusz Jankiewicz z OSP w Cieszęcinie.

Autor: asty/adso / Źródło: tvn24

Źródło zdjęcia głównego: tvn24