Prezydent Karol Nawrocki wybrał w poniedziałek na stanowisko pierwszego prezesa Sądu Najwyższego obecnego prezesa Izby Karnej SN Zbigniewa Kapińskiego. Zastąpi on na tym stanowisku Małgorzatę Manowską, której kadencja właśnie upływa. Urząd obejmie 27 maja.
Decyzję prezydenta komentował we wtorek na antenie TVN24 Bartłomiej Przymusiński, prezes Stowarzyszenia Sędziów Polskich "Iustitia". - Pan Kapiński sam o sobie powiedział, że jest doskonałym przykładem neosędziego. Nic dodać, nic ująć. Jest osobą, która uzyskała to stanowisko dzięki przejściu przez upolitycznioną Krajową Radę Sądownictwa i niczego dobrego się po nim nie spodziewam - mówił.
Ocenił, że "dziś, jeżeli w ogóle możemy mówić o przyszłości Sądu Najwyższego, to jedyne, co można byłoby zrobić, to zbudować ten sąd na nowo". - Z tym składem osobowym, z takim prezesem, niczego dobrego po Sądzie Najwyższym się nie spodziewam - powtórzył Przymusiński.
Wspomniał o czasie trwania postępowań i ocenił, że "to wygląda bardzo niepokojąco".
Przymusiński: to zasadne pytanie, które należałoby postawić panu Kapińskiemu
W jego ocenie pierwszym prezesem SN powinien być "nie tylko znakomity prawnik, za którym stoi jego droga zawodowa, ale także osoba, co do której walorów etycznych nie ma wątpliwości, która może być autorytetem dla innych osób, która potrafi odróżnić to, czy bierze udział w legalnych procedurach, czy w procedurach łamiących konstytucję". - Osoba, która nie zamyka oczu na to, że dochodzi do naruszania podstawowych zasad niezależności sądownictwa - kontynuował. - Tego, niestety, nie mogę powiedzieć o panu Kapińskim - dodał.
Przypomniał też, że przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka w Strasburgu "za każde orzeczenie wydane z udziałem neosędziów, jeżeli zostanie złożona skarga, przyznawane jest zadośćuczynienie - około dziesięć tysięcy euro".
- Myślę, że to jest zasadne pytanie, które należałoby postawić panu Kapińskiemu. Czy dalej będzie udawał, że nie ma problemu? Że nic się nie stało? Jaką on ma propozycję rozwiązania tego systemowego problemu, że polski Sąd Najwyższy niemal już prawie w całym składzie, bo jest ponad sześćdziesiąt procent neosędziów w tym składzie Sądu Najwyższego, nie może kierować pytań do najważniejszego trybunału Unii Europejskiej? - mówił.
Wybór Kapińskiego
Zgodnie z obowiązującymi przepisami, pierwszego prezesa SN powołuje prezydent na 6-letnią kadencję spośród pięciorga kandydatów wybranych przez Zgromadzenie Ogólne SN. Na stanowisko pierwszego prezesa SN można być ponownie powołanym tylko raz.
Procedura wyłonienia kandydatów na nowego pierwszego prezesa rozpoczęła się w lutym tego roku. Ze względu na brak potrzebnego kworum, kandydatów udało się wyłonić dopiero za trzecim podejściem. Łącznie więc procedura wyboru rozłożyła się na cztery dni. Trzeciego dnia udało się uzyskać wymagane kworum, lecz posiedzenie przerwano ze względu na nieobecność jednego z potencjalnych kandydatów na pierwszego prezesa SN.
Ostatecznie 27 lutego Zgromadzenie Ogólne SN przegłosowało kandydatury przedłożone prezydentowi. Poza Zbigniewem Kapińskim byli to: Paweł Czubik, Tomasz Demendecki, Aleksander Stępkowski i Mariusz Załucki. Wszyscy to tak zwani neosędziowie, czyli sędziowie powołani do Sądu Najwyższego po 2017 roku - po reformie wymiaru sprawiedliwości z czasów rządów PiS. W Zgromadzeniu Ogólnym SN nie brali udziału tzw. starzy sędziowie.