Choć może brzmieć to paradoksalnie, zespół sędziowski Marciniaka z Listkiewiczem i Adamem Kupsikiem w roli asystentów oraz Tomaszem Kwiatkowskim na VAR-ze jest dziś jednym z najlepszych towarów eksportowych polskiej piłki. To oni znakomicie poprowadzili spektakularny finał sprzed czterech lat w Katarze, w którym Argentyna po rzutach karnych pokonała Francję. Emocji było wtedy aż nadto, polscy sędziowie zapracowani byli po pachy, ale według wielu ekspertów i komentatorów wszystkie decyzje, które podjęli, były trafne. Nic więc dziwnego, że z dużymi nadziejami wrócili na mundial w Ameryce Północnej.
"Na finał nie było szans"
Marciniak i jego zespół tym razem dostali mecze fazy grupowej między Argentyną a Algierią (3:0) oraz Egiptu z Iranem (1:1).
Kiedy brakowało ich w obsadach kolejnych spotkań fazy pucharowej, w Polsce rosła nadzieja, że Marciniak i spółka dostaną jeden z najważniejszych meczów mundialu. W mediach nieśmiało zaczął się przewijać nawet temat finału. Polscy sędziowie zostali prawie do końca turnieju, ale musieli obejść się smakiem.
- Jest niedosyt. My jako sędziowie mamy takie podejście jak sportowcy. Chcemy zawsze jak najwięcej, jak najlepsze mecze i zawsze dochodzić jak najdalej. Swoje dwa mecze sędziowaliśmy na dobrym poziomie. Tak jak Adam Małysz zawsze chciał oddać dwa dobre skoki, tak my te skoki oddaliśmy. Później sprawy były niezależne od nas, ale brak meczu w fazie pucharowej to jest coś, czym jesteśmy zawiedzeni - komentuje w rozmowie z TVN24+ Listkiewicz.