Jak skończyć z cierpieniem zwierząt w patoschroniskach i co utrudnia walkę? Cztery wnioski po "Debacie TVN24+"
PATOSCHRONISKA - CO SIĘ MOŻE ZMIENIĆ? DEBATA W TVN24+
Rolą schronisk powinno być zapewnienie opieki i godnych warunków dla bezdomnych zwierząt oraz pomoc w znalezieniu im nowych domów. Jak pokazały przykłady w Sobolewie, Wojtyszkach i Radysach - mogą stać się miejscem okrucieństwa i cierpienia. W jaki sposób luki prawne utrudniają walkę z zaniedbaniami w podobnych placówkach? Jak wygląda proces kontroli schronisk i gdzie kończą się możliwości urzędników?
Na te pytania udzielali odpowiedzi eksperci "Debaty TVN24+" pod tytułem "Patoschroniska. Opieka bez kontroli": Dorota Sumińska, lekarka weterynarii, publicystka i obrończyni praw zwierząt; Tadeusz Wypych, szef Biura Ochrony Zwierząt z Fundacji Koteria, oraz Joanna Rubin-Sobolewska, dziennikarka tvn24.pl, która opisała historie zaniedbań w schroniskach w TVN24+.
Przedstawiamy najważniejsze wnioski z dyskusji.
Patoschroniska to sposób na "biznes"
Goście "Debaty TVN24+" byli zgodni, że jednym z powodów funkcjonowania patoschronisk jest możliwość czerpania korzyści finansowych. Za utrzymanie schronisk odpowiada gmina, która zleca opiekę nad bezdomnymi zwierzętami wybranej placówce. Jak zwracała uwagę Joanna Rubin-Sobolewska, zwykle wybór pada na schronisko, które składa "najtańszą" ofertę, nawet jeśli schronisko jest oddalone o 100-200 kilometrów od gminy.
- Schronisko, które przyjmuje zwierzęta nawet po niższej cenie, może podpisać tych umów z różnymi gminami właściwie niezliczoną ilość - podkreśliła. Dodała, że właściciel schroniska może być jednocześnie radnym lub prowadzić inną działalność gospodarczą. - To sprawia, że do jego budżetu oczywiście trafia olbrzymia ilość pieniędzy, ale też ma wpływ na lokalną społeczność - powiedziała Rubin-Sobolewska, wskazując, że jednym z problemów patoschronisk jest mandat społeczny ich właścicieli.
Jak wygląda finansowanie pobytu zwierząt w schroniskach przez gminy? Dziennikarka tvn24.pl powiedziała, że jedną z metod jest tak zwana dniówka. To kwota, którą schronisko otrzymuje za każdy dzień pobytu zwierzęcia w placówce. Inne gminy mają też stosować jednorazową płatność. - Odłowienie [bezdomnego psa - red.] może być takie, że schronisko dostaje trzy tysiące złotych za psa, jak tylko ten pies przekroczy bramę schroniska - tłumaczyła Rubin-Sobolewska.
Z kolei Dorota Sumińska oceniła, że "sytuacja zwierząt w Polsce jest patologiczna", bo "jesteśmy krajem, gdzie za znęcanie się nad zwierzętami dostaje się pieniądze".