Zakończyła się trzecia rozprawa Katarzyny W. Wśród świadków Krzysztof Rutkowski

TVN24

tvn24Proces Katarzyny W. trwa od miesiąca

Przed godziną 16. zakończyła się trzecia rozprawa Katarzyny W., która oskarżona jest o zabójstwo swojej półrocznej córki Magdy. Przed katowickim sądem zeznawał m.in. Krzysztof Rutkowski, właściciel agencji detektywistycznej.

15:49

- Nic mnie dzisiaj nie zaskoczyło podczas rozprawy. Nie poczyniono nowych ustaleń, świadkowie powtarzali to, co mówili w czasie śledztwa. Zeznania pana Rutkowskiego oceniam dobrze, to bardzo dobry świadek - mówił po rozprawie prokurator.

15:44

Sąd zakończył przesłuchiwanie świadka. Prokurator i obrońca nie mają pytań. Nie ma ich także sąd.Kolejna rozprawa odbędzie się 2 kwietnia o 9.30.

15:40

Sędzia (nie przewodniczący składu) odczytuje fragmenty zeznania świadka z października 2012: „Poznałem dziewczynę o imieniu Majka w Krakowie w mieszkaniu, które było przechodnie. Tam cały czas ktoś przychodził nocować, rotacja była wielka. Ktoś o pseudonimie Wiraż przyprowadził kiedyś Majkę, płaciła regularnie 50 złotych tygodniowo. Mało mówiła, nie wtrącała się, bardzo często zmieniała wygląd, szczególnie włosów. Pewnego dnia zniknęła na jakiś czas - dwa tygodnie. Pewnego dnia przybyła kobieta, która przedstawiła się jako matka Majki, zabrała jej rzeczy. Ja z tą Mają miałem słaby kontakt. Najlepszy kontakt miał z nią „Dandi” i „Wiraż”. Ja jej nie znałem wcześniej, ani nie kojarzyłem z niczym. Nie interesuję się, co się dzieje na świecie, nie interesują mnie plotki, więc nie wiedziałem nic o Katrzynie W. Zdarzało mi się dorywczo pracować przy ulotkach. Bywało, że nie miałem, gdzie mieszkać. Podczas kolejnego spotkania z „Dandim” zaproponował mi wspólne mieszkanie z Majką, w zamian za to, że ona płaci za wszystko. Bardzo mi to odpowiadało. Miałem tylko w razie czego przedstawiać Majkę jako swoja żonę. Znaleźliśmy tanie mieszkanie pod Białymstokiem. Właścicielce powiedziałem, że będę mieszkał tam z żoną. Wyjechaliśmy tam 14 Październiak 2012. Na drugi dzień byliśmy na miejscu. Podczas podróży rozmawialiśmy tylko o mało ważnych tematach. Na podróż ubrała się inaczej niż w Krakowie. Wprowadziliśmy się tam, zapłaciłem za trzy miesiące z góry, podpisałem umowę wynajmu. Majka zniknęła bez słowa na dwa tygodnie. Potem mówiła, że pojechała do koleżanki, ale to nie moja sprawa. Majka dawała mi pieniądze, ja robiłem zakupy, ona robiła swoje, ja swoje, mało rozmawialiśmy. Okazało się, że Majka korzystała z mojego telefonu. Mieliśmy też laptop bez internetu. Ona miał tam walizkę, nie wiem z czym, nie interesowało mnie to. Postanowiłem po cichu, że opuszczę Turoślę. Pewnego dnia przyjechali policjanci, wylegitymowali nas. Jak przyjechałem na komisariat dowiedziałem się, ze to Katrzyna W., a nie żadna Majka. Jakbym wiedział, że jest poszukiwana, na pewno bym doniósł. Słyszałem, że w tą sprawę zaangażowany był Krzysztof Rutkowski”. Marcin K.: Podtrzymuję swoje zeznania. Prokurator: Nie mam pytań. Obrońca: Nie mam pytań. Katarzyna W. Nie mam pytań.

Sędzia, przewodniczący składu: Dziękujemy panu.

15:39

Sędzia: A czy zamieszkiwał pan z oskarżoną? Marcin K.: Tak, ale nie zmienia to faktu, że rozmawiałem z nią tylko o pogodzie. Sędzia: Dopiero na policji dowiedział się pan o tym, co się stało? Marcin K.: Nie wiedziałem, jak z nią mieszkałem, że to Katarzyna W. Zwracałem się do niej per „Majka”, bo tak mi została przedstawiona. Sędzia: Coś więcej o tym wspólnym mieszkaniu? Marcin K: Mieszkaliśmy razem w Krakowie i w miejscowości pod Białymstokiem – Turośnia Dolna. Sędzia: Jak się to stało, że mieszkaliście razem i tu, i tu. Marcin K: Najemca mieszkania z Krakowa wyprowadził się i miałem okres bezdomności. Od znajomej dostałem propozycje, żeby mieszkać z „Majką”, na którą się zgodziłem. Sędzia: Jak ona się zachowywała? Marcin K.: Rozmawialiśmy o gotowaniu, o pogodzie. Nie pamiętam, o czym, normalne tematy, codzienne. Sędzia: Jak ona się zachowywała? Normalnie? Marcin K.: Zupełnie normalnie, nic w jej zachowaniu nie wzbudziło mojego zainteresowania. Sędzia: W jakich okolicznościach przestaliście razem mieszkać? Marcin K: Po zatrzymaniu „Majki” przez policję. Sędzia: Czy pan wie, dlaczego nastąpiło to zatrzymanie? Marcin K.: Nie wiem. Byłem przy tym obecny. Przyszedł ktoś około 6 rano, pokazał odznakę, spytał, czy może wejść. Spytał, czy mieszkam sam, odpowiedziałem, że nie, że z „Majką”. Chcieli nasze dowody osobiste, ja siedziałem w jednym pomieszczeniu, ona w drugim. Ją wyprowadzili, mnie chwilę później też. Trafiłem na komisariat, gdzie zeznawałem. Sędzia: Dlaczego się pan zgodził na mieszkanie z „Majką”? Marcin K: Nie miałem, gdzie mieszkać, nie miałem pieniędzy - tylko dlatego. Sędzia: Czyli żadne bliższe relacje was nie łączyły? Marcin K: Nie. Między mną a Majką nie było żadnych bliższych relacji. Sędzia: A skoro pan nie rozmawiał z panią Katarzyną W., obserwował pan, że Katarzyna W., podczas pobytu w Krakowie zmieniała wygląd? Czy to były duże zmiany? Marcin K.: Farbowała włosy kilkakrotnie, ale nie interesują mnie takie rzeczy. Sędzia: Czy posiada pan jeszcze więcej informacji? Marcin K.: Nie.

15:38

Sędzia: Pan Radosław Dz. jest za granicą, zostanie przesłuchany w innym terminie. Pojawił się za to niespodziewanie Marcin K., więc skorzystamy i przesłuchamy go. Przed sądem staje świadek Marcin K. Marcin K.: Mam 23 lata, nie mam zawodu, mieszkam w Łowiczu. Nie jestem spokrewniony z oskarżoną. Wiem, w jakiej sprawie zeznaje. Nie pamiętam, co zeznałem na policji. Sędzia: Wolelibyśmy, żeby pan sam zeznał, co panu wiadomo. Marcin K.: W sumie to mi nic nie wiadomo w tej sprawie. Po przesłuchaniu na policji, wiadomo mi, kto to jest. Sędzia: Czy zna pan tę osobę, która tu siedzi na ławie oskarżonych? Marcin K.: Znam ją z Krakowa. Sędzia: Czy może pan sprecyzować? Marcin K: Nie bardzo. Sędzia: Czy rozmawiał pan z nią? Marcin K.: Bardzo rzadko. Rozmawialiśmy o pogodzie, o tym, że pies pogryzł kota, na wszelkie tematy. Sędzia: A, czy na tematy związane z tą sprawą? Marcin K.: Nie, na żadne tematy mające związek z tą sprawą.

15:36

Sędzia odczytuje fragmenty zeznań świadka Macieja L. z postępowania przygotowawczego. Zeznania dotyczą przywiezienia rzeczy Katarzyny W. i Bartłomieja W. do mieszkania w Łodzi oraz ucieczki Katarzyny W. z tegoż mieszkania. To ten świadek powiadomił Krzysztofa Rutkowskiego, że Katarzyna W. zniknęła. Świadek podtrzymuje zeznania. Sędzia: Jedno pytanie. To była decyzja Krysztofa Rutkowskiego, żeby zgłosić zaginięcie na policji? Maciej L.: On postanowił, że trzeba zgłosić na komisariacie tę sytuację, że Katarzyny W. nie ma. Czy miało to być zaginięcie, czy coś innego, tego nie wiem. Sędzia odczytuje kolejne fragmenty zeznań tego świadka: „Zostałem wezwany do Sosnowca, żeby tam kogoś przewieźć. Ja w tej firmie jestem jedynie kierowcą. Dopiero na miejscu dowiedziałem się, że jest sprawa zaginięcia dziecka. Nie interesowałem się tym, bo mam swoje problemy osobiste. Ze względu na swoją pozycję nie jestem informowany o niczym, sam też się nie interesowałem. Rzadko ktoś także mówił przy mnie o sprawach pana Rutkowskiego”. Sędzia odczytuje ostatni fragment protokołu z postepowania przygotowawczego: „Nie wiem w jaki sposób pan Rutkowski podjał współpracę z państwem W. Ja dowiedziałem się pewnego dnia o tym, że muszę kogoś zawieźć w Sosnowcu. Byłem też w mieszkaniu Katarzyny W. Raz, czy dwa byłem w biurze, mamy tam dwa samochody. Moja umowa zlecenie polega na przewożeniu osób z punktu A do punktu B. Nie miałem żadnej wiedzy w sprawie poszukiwania dziecka, nie rozklejałem plakatów. Nic nie wiem o pełnomocnictwie państwa W. Woziłem ich też na konferencje prasowe, ale to tyle”. Maciej L.: Podtrzymuję to. Prokurator: Nie mam pytań Obrońca: Czy pan dalej współpracuje z panem Rutkowskim? Maciej L.: Tak. Obrońca: Czy przypomina pan sobie, czy gdy po raz pierwszy zobaczył, że nie ma Katarzyny W. w mieszkaniu w Łodzi, czy ktoś próbował do niej dzwonić? Maciej L.: Być może próbował dzwonić Bartek, ale nie wiem tego. Obrońca: Pamięta pan, o której godzinie była konferencja prasowa po jej zniknięciu? Maciej L.: Nie pamiętam. Obrońca: Pan zeznał, że jadąc do Sosnowca nie wiedział do jakiej sprawy? Maciej L.: Dowiedziałem się na miejscu. Ktoś powiedział, że zaginęło dziecko i trwają poszukiwania. Nie pamiętam, kto powiedział, że dziecko zaginęło. Obrońca: Sama kwestia porwania dziecka - jak się pan o tym dowiedział? Maciej L.: Informacja jakoś dotarła, że Katarzyna W. została uderzona w głowę, ktoś zabrał jej dziecko i zniknął. Potem zrobiliśmy taki przejazd na miejscu zdarzenia, straliśmy się odtworzyć te wydarzenia. Nie jestem w stanie powiedzieć, skąd to wiem. Obrońca: Czy pan otrzymał jakieś informacje albo plecenie, aby obserwować Katarzynę W. albo Bartłomieja W.? Maciej L.: Raczej nie. Ja miałem ich przewozić, a nie obserwować, rozmawiać. Nie miałem żadnego polecania od Krzysztofa Rutkowskiego, aby obserwować Katarzynę W.. Obrońca: Wspominał pan, że wiózł państwa W. do kina. Czy pamięta pan okoliczności, w jakich doszło do tego wyjazdu? Maciej L.: Wezwano nas, że jest już taka nerwówka, że muszą gdzieś wyjść. Nie pamiętam, czyj to był pomysł. Katarzyna W.: Nie mam pytań do świadka. Sędzia: Dziękujemy panu za obecność.

15:32

Fragmenty zeznań: „Jestem pracownikiem Biura Rutkowski, brałem udział jako nowy pracownik – kierowca. Nie uczestniczyłem jako ten, kto szukał, obserwował. Poza mną, kierowcą był też Maciek - kierowca. Nie wiedziałem zazwyczaj, gdzie jedziemy, po prostu wykonywałem polecenia. Nie wiem, jakie czynności miały miejsce z Katarzyną W. z udziałem szefa i Radka. Przy mnie i Maćku nikt nie rozmawiał o ważnych rzeczach. To był mój trzeci dzień w pracy. Wszystko odbywało się w Sosnowcu. Parę razy odwoziłem ich do prokuratury. Wszystkie moje wiadomości w tej sprawie pochodzą z mediów. Będąc w Sosnowcu woziłem tylko szefa. Nie wiem, jakie czynności detektywistyczne miały miejsce. Nie woziłem także świadków, nie wiem, czym zajmuje się biuro doradcze. Ogólnie się nudziłem, siedziałem w samochodzie nawet po pięć godzin. Nie brałem udziału w rozklejaniu plakatów, nie wiozłem ich do hotelu Trojak. Jeśli chodzi o dzień, w którym doszło do nagrań, to nie pamiętam za wiele. Nie wychodziłem z samochodu. Nagranie widziałem w internecie, widziałem jak się przyznała”. Sławomir Ś.: Podtrzymuję te zeznania. Prokurator: Nie mam pytań. Obrońca: Zeznał pan, że nie wiózł pan państwa W. do hotelu Trojak. W jaki sposób dotarł pan do hotelu? Sławomir Ś.: Ja do hotelu przyjechałem wprost z Mikołowa będąc wezwanym przez szefa. Mieliśmy tam trzy samochody razem z tym, którym się poruszałem. Katarzyna W: Nie mam pytań do świadka. Sędzia: Dziękujemy panu serdecznie

15:31

Świadek Sławomir Ś. przed sądem. Sławomir S. 42 lata, zawód kierowca. Zamieszały w Łodzi, niespokrewniony z oskarżoną, niekarany. Wiem, w jakiej sprawie jest świadkiem. - Nie za dużo wiem w sprawie, bo byłem tylko kierowcą i nie byłem wtajemniczany we wszystkie sprawy – oświadczył świadek. Sędzia: Ale co panu wiadomo? Sławomir Ś.: Na początku słyszałem, że zostało porwane dziecko, a potem się okazało, że zostało zamordowane i zakopane przez matkę. Sędzia: Skąd pan ma taką wiedzę? Sławomir Ś.: To był mój pierwszy dzień pracy w tej firmie. Dostałem polecenie od szefa, żeby przyjechać do Sosnowca, bo zostało porwane dziecko. I w zasadzie tyle. Sędzia: I co dalej? Sławomir Ś.: Wykonywałem polecenia szefa, jak trzeba było gdzieś pojechać, coś przewieźć, to to robiłem. Sędzia: Czy zna pan Macieja L.? Sławomir Ś.: To mój kolega z pracy, przyjechał ze mną, jeździł drugim samochodem. Sędzia: Skąd pan wie, że dziecko zostało zamordowane? Sławomir Ś.: W którymś momencie szef kazał przyjechać do hotelu, zabrać Katarzynę i jechać do parku. Tam się dowiedziałem, że dziecko jest zamordowane i zakopane. Nie pamiętam, od kogo się dowiedziałem, tego, nie wiem , czy nie od samego szefa Krzysztofa Rutkowskiego? Sędzia: Czy czegoś dowiedział się pan od Katarzyny W.? Sławomir Ś.: Nie. Sędzia: Czy pamięta pan, co dokładnie powiedział panu szef? Czy dokładnie to, że dziecko zostało zamordowane? Sławomir Ś.: Nie pamiętam, co dokładnie szef mówił na tema tego dziecka. Sędzia: Czy użył sformułowania, że dziecko zostało zamordowane? Sławomir Ś.: Nie, że zakopane zostało. Nie pamiętam, co dokładnie szef mówił o tym dziecku. Mówił, że wie, gdzie jest to dziecko, że jest zakopane, ale czy dokładnie powiedział, że jest zamordowane przez matkę, to nie wiem. Potem dowiedziałem się o tym z mediów. Sędzia: Czy pan w ogóle miał kontakt z Katarzyną W.? Sławomir Ś.: Raz przewoziłem ją wraz z mężem do prokuratury w Katowicach z Łodzi. Nie pamiętam, kiedy to było. Mogło to być w lutym. Sędzia: Czy rozmawiał pan z nimi o tym? Sławomir Ś.: Tylko szeptali, nic nie było słychać, ze mną o tym nie rozmawiali. Sędzia: Czy jeszcze pan sobie coś przypomina? Sławomir Ś.: Byłem nowym pracownikiem, nie byłem wtajemniczony w te czynności. Sędzia odczytuje wcześniejsze zeznanie świadka Sławomira Ś.

15:30

Sędzia: Czy do pana zadań należało także obserwowanie Katarzyny W., analizowanie jej zachowań, przekazywanie dalej informacji? Maciej L.: Nie. Nikt mnie o to nie prosił. Nie miałem zleconych takich zadań, byłem tylko kierowcą. Sędzia: Czy przypomina pan sobie, że Katarzyna W. mieszkała w mieszkaniu na Piotrkowskiej w Łodzi? Maciej L.: Zawoziliśmy tam meble państwa W. Prosili nas o to rodzice Bartka. Dużo tego nie było. To, co można było spakowaliśmy i zawieźliśmy na miejsce, do Łodzi. Sędzia: Czy panu wiadomo, kto jest właścicielem tego lokalu? Maciej L.: Jest tam firma pana Rutkowskiego, ale nie mam pewności. Słyszałem, że jest tam także siedziba patriot24.net. Sędzia: Wie pan od kiedy jest tam ta siedziba? Maciej L.: Nie. Sędzia: Przypomina sobie pan coś jeszcze? Maciej L.: Nie.

15:29

Sąd odczytuje wcześniejsze zeznania świadka.

15:28

Świadek podkreśla, że Katarzynę W. znał ją bardzo pobieżnie i nie rozmawiał na żadne poważne tematy. - Kiedy zamieszkiwaliśmy razem w Krakowie rozmawialiśmy ze sobą na takie tematy, jak pogoda, czy to, że pies pogryzł kota - wyjaśnia Marcin K. - Czy pan wiedział, że to jest Katarzyna W.? - pyta sędzia. - Nie. - A jak pan się do niej zwracał? - Majka. Tak mi została przedstawiona. Świadek konsekwentnie nie mówi o oskarżonej per "Katarzyna W." tylko "Majka". - My w trakcie mieszkania z Majką gadaliśmy też o gotowaniu. Naprawdę nie umiem przytoczyć więcej tematów - mówi. Sędzia dopytuje, jak zachowywała się Katarzyna W. Świadek odpowiada, że "normlanie", "nic nie wzbudziło jego zainteresowana". Jak wyjaśnia dalej, wspólne pomieszkiwanie z Katarzyną W. zakończyło się, kiedy Katarzynę W. zatrzymała policja. - Rano pojawił się funkcjonariusz, który zapytał czy mieszkam sam. Odpowiedział, że nie. Że z Majką. Poprosili ją o dowód osobisty. Później ją wyprowadzili i mnie też. Trafiłem na komendę, gdzie zeznawałem - relacjonuje świadek. Pytany, dlaczego zgodził się na zamieszkiwanie z "Majką" w małym domku pod Białymstokiem, odpowiedział, że to tylko z powodu jego bezdomności i tego, że nie miał "kasy". - Między mną a Majką nie było żadnych bliższych relacji - zapewnia.

15:24

Świadek Maciej L. przed sądem. Lat 33, mechanik. Nie jest spokrewniony z oskarżoną. Niekarany za składanie fałszywych zeznań. Wie, w jakiej sprawie zeznaje. Maciej L.: Niewiele mogę powiedzieć w tej sprawie. Pełniłem rolę kierowcy. Byłem odpowiedzialny za transport Katarzyny W. i Bartłomieja oraz rodziców pana Bartka w wyznaczone miejsca. Na temat całej sprawy nie wiem za wiele, nie byłem przy zdarzeniach. Byłem tylko kierowcą od punktu A do punktu B i na tym moja rola się kończyła. Czekaliśmy pod kinem, byliśmy przed marketem. Sędzia: Brał pan udział w jakichś rozmowach? Maciej L.: Nie byłem obecny przy rozmowach Krzysztofa Rutkowskiego z Katarzyną W., ale na pewno takie rozmowy były, bo oni spotykali się i rozmawiali. Domyślam się, że pewnie rozmawiali o sprawie. Konkretnych szczegółów nie znam. Sędzia: Czy pan rozmawiał z nią bezpośrednio o tym, co się stało? Maciej L.: Jakieś zdania padały, ale ciężko nazwać to rzeczowymi, konkretnymi rozmowami na temat zdarzenia. To raczej nie. Sędzia: Ale przypomina pan sobie coś? Maciej L.: Coś o tej pierwszej wersji, że została uderzona itd., itd. Sędzia: W jakim okresie miał pan możliwość spotykania się z Katarzyną W. i pracy przy niej? Maciej L.: Zostałem oddelegowany do wykonywania czynności, gdy rodzice Bartka rozmawiali z Krzysztofem Rutkowskim. Sędzia: Przez jaki czas miał pan kontakt z Katarzyną W.? Maciej L.: Ciężko powiedzieć. Nie byłem przy wszystkich zdarzeniach w tej sprawie. Nasz kontakt był liczony w tygodniach. Sędzia: Czy potem pan rozmawiał z Katarzyną W.? Po tej pierwszej wersji, gdy już wiadomo, że wersja się zmieniła? Maciej L.: Raczej unikałem takich rozmów ze względu na te okoliczności

15:23

- Prosiłbym o odczytanie moich wcześniejszych zeznań, bo ja naprawdę nie pamiętam co tam zeznawałem. W sumie to mi nic nie wiadomo w tej sprawie - zaczyna świadek.

15:15

Zeznaje kolejny świadek Marcin K. Sędzia Chmielnicki przyznaje, że ta obecność jest trochę "nieoczekiwana" bo świadek prosił wcześniej by ze względu na znaczną odległość przesłuchać go w ramach pomocy prawnej.

Sąd poważnie to rozważał, ale swiadek jednak się pofatygował. Jak wyjaśnił na wstępie, to dlatego, że "nie dostał żadnej odpowiedzi w sprawie swojej prośby". - Bo nie podjęliśmy jeszcze decyzji. Ale cieszymy się, że pan jest - wyjaśnił sędzia Chmielnicki.

15:10

Świadek Radosław D. nie stawił się w sądzie. Jak oświadczył sędzia, świadek poinformował, że świadek przebywa za granicą i będzie zeznawał w innym terminie.

15:04

Zakończyła się swobodna wypowiedź świadka. Sąd odczytuje wcześniejsze zeznania, składane podczas postępowania przygotowawczego.

15:00

Świadek Ś. zeznaje: - W zasadzie nie za dużo mi wiadomo na temat tej sprawy bo byłem kierowcą i nie byłem we wszystko wtajemniczany. Sędzia Chmielnicki prosi by Sławomir Ś. powiedział w takim razie to, co wie. - Na początku usłyszałem, że porwane jakieś dziecko. A później się dowiedziałem, że zostało zamordowane i zakopane przez matkę - oświadcza świadek. - To była zatem dość śmiała teza, że niewiele pan wie na temat tej sprawy - komentuje sędzia Chmielnicki.

14:58

Obrońca: Pan jest skonfliktowany z moją klientką? Krzysztof Rutkowski: Nie i nigdy nie byłem. Obrońca: Czy do pana dotarły informacje, że w pana mieszkaniu są zainstalowane jakiekolwiek urządzenia rejestrujące? Krzysztof Rutkowski: Ja na to pytanie odpowiedziałem. Proszę o uchylenie pytania. Odpowiadałem na to pytanie już dwa razy. Obrońca: Nie mam więcej pytań. Katarzyna W.: Nie mam pytań. Sędzia: Dziękujemy w takim razie za udział w procesie.

14:57

Tym razem to obrońca odwraca się do swojej klientki i coś z nią konsultuje. Po chwili oznajmia, że nie ma więcej pytań. Nie ma ich także sama oskarżona.

14:57

Następny przesłuchiwany świadek to Sławomir Ś. - kolejny pracownik Rutkowskiego, jego kierowca.

14:52

Obrońca Katarzyny W. pyta o to, czy świadek pamięta by ktokolwiek dzwonił do Katarzyny W. po tym, jak uciekła ona z łódzkiego mieszkania. - Nie mam pojęcia. Być może to był Bartek, ale nie mam żadnej pewności - odpowiada świadek. Dalej podkreśla, że jadąc do Sosnowca nie wiedział o jaką sprawę chodzi. O zaginięciu "jakiegoś dziecka" miał dowiedzieć się dopiero na miejscu. - Nie pamiętam kto przekazał mi tę informację - kontynuuje Maciej L.

14:47

Sąd zakończył odczytywanie protokołów.Prokurator nie ma pytań. Obrońca tak.

14:42

Krzysztof Rutkowski: Czułem, że rodzicom Bartka, pomimo tego, jaki charakter ma sprawa, bardzo zależy na rozwiązaniu sprawy. Oni i Bartek byli od początku najbardziej zaangażowaniu. Katarzyna W. wyglądała jakby nie identyfikowała się z działaniami, jakie podjęliśmy. Taka była gradacja i ocena komunikacji. Obrońca: Czy kolejne konferencje też były pana pomysłem? Krzysztof Rutkowski: Tak. Obrońca: Czy wtedy też widział pan opór z jej strony? Krzysztof Rutkowski: Inne były organizowane zazwyczaj bez niej. Nie przypominam sobie, czy ona wtedy stawiała opór. Obrońca: Pan wspomniał, że Katarzyna W. wskazywała na potencjalnych sprawców – sąsiadów. Czy to była sugestia z pana strony? Krzysztof Rutkowski: Nie przypominam sobie, czy rozmowa z Katarzyną W. o potencjalnych sprawcach odbywała się w samotności. Z pewnością ktoś tam był, ale nie pamiętam, kto. Ona przedstawiała sprawę, a inni słuchali. Zazwyczaj było to jedno towarzystwo – Bartek, rodzice Bartka, ewentualnie któraś z jego sióstr. Były to takie spekulacje ogólne. Obrońca: Na czym te spekulacje polegały? Krzysztof Rutkowski: Były dwa typy: rodzina sąsiadów zazdrości małego dziecka – zostali od razu wyeliminowani. Typ drugi – mężczyzna w kapturze, do którego Katarzyna W. apelowała: oddaj mi dziecko. Obrońca: Pytam o udział w spekulacjach ogólnych innych osób? Czy ktoś inny typował, zabierał głos w tej sprawie? Krzysztof Rutkowski: To były rozmowy ogólne. Ci ludzie wierzyli Katarzynie W., oni nie mieli wytypowanych osób. To nie była rodzina majętna, by porwanie miało charakter okupowy; to nie była rodzina z powiązaniami przestępczymi. Bartek nie był dilerem narkotykowym i nie rozliczył się za wzięty towar. To był normalny, uczciwy chłopak, który pracował przy produkcji gaśnic i pojemników. Kreowanie się przez Katarzynę W. jako osoby, która służyła do mszy, pomagała w klasztorze, miało pomóc w kreowanie wizerunku Katarzyny W. jako świętej. Sędzia: Dobrze, ale w tych spekulacjach… Krzysztof Rutkowski: Nie przypominam sobie, żeby były inne typy oprócz tych dwóch sugestywnych wskazań Katarzyny W. Nie było tam typowania rodziny, że może to być osoba ta, a nie inna. Obrońca: Służenie do mszy miało służyć wizerunkowo Katarzynie W. Skąd pan to wie? Krzysztof Rutkowski: Wiem to od niej samej. To w kościele poznała właśnie Bartka. Powiedziała mi także, że pomagała braciom w jakimś zgromadzeniu klasztornym. Obrońca: Czy Bartek miał jakieś swoje podejrzenia? Krzysztof Rutkowski: Nie przypominam sobie konkretnych wskazań Bartka. Obrońca: Chciałem zapytać o pokój Bartka, waszą bazę. To było pomieszczenie oddane do waszej dyspozycji? Krzysztof Rutkowski: Częściowo. Tam rozmawialiśmy z ludźmi, z którymi chcieliśmy rozmawiać. To był jeden pokój, który został nam przekazany. Nie w całości. Nie mieszkaliśmy tam cały czas, bo mieszkaliśmy w hotelu. Jak odbywały się jakieś rozmowy to właśnie tam. Obrońca: Czy oprócz pana i pana pracowników i domowników przebywały tam też inne osoby? Krzysztof Rutkowski: Bywali też dziennikarze „Super Expressu” z nami. Ten dziennikarz jest świadkiem - Przemek - oraz fotoreporterka Kasia. Nazwisk nie pamiętam. Obrońca: Czy to z tymi osobami ustalił pan też kwestie kamer w tym pokoju hotelowym? Krzysztof Rutkowski: Tak. To Katarzyna ustawiała te kamery. Wiele spraw uzgadnianych było tu z nimi na miejscu. Obrońca: Pamięta pan, czy również ona je włączyła? Krzysztof Rutkowski: Nie przypominam sobie, ale prawdopodobnie tak. Po uzgodnieniu z Radkiem D. Obrońca: Co się stało z tymi nagraniami tuż po tym, jak Katarzyna W. przyznała się, co się stało? Krzysztof Rutkowski:. Całość nagrania została zabezpieczona przez dziennikarzy "Super Expressu". Fragmenty przekazane zostały też innym redakcjom. Obrońca: Pan dysponuje całością nagrania? Krzysztof Rutkowski: Nie. Nie mam żadnych nagrań. Wszystko przekazałem prokuratorowi. Ja dokonałem selekcji słuszności i wartości tych nagrań. Obrońca: Pan pociął ten materiał? Krzysztof Rutkowski: Nie przypominam sobie, czy to był któryś z moich ludzi, czy któryś z dziennikarzy. Nikt z moich ludzi nie brał udziału przy selekcji tych materiałów. Na pewno materiał nie był montowany, cięty przeze mnie. To nie było cięte, było przekazane w całości. Obrońca: Pan wspomniał, że podczas rozmowy w hotelu Trojak, był pan tym dobrym, a Radek D. tym złym policjantem. Krzysztof Rutkowski: Radek D. był tym, który wprowadzał pewnego rodzaju atmosferę i uprzedzał o odpowiedzialności karnej. Jeśli się nie przyzna, a sprawa się wyjaśni tak, czy inaczej, to ocena organów ścigania, będzie zupełnie inna.

14:40

Sąd odczytuje protokoły wcześniejszych zeznań świadka. Maciej L. jest ubrany w mundur moro, ma na sobie kamizelkę z napisem "Rutkowski patrol". Przed wejściem do sali rozpraw chodził po terenie sądu w kominiarce.

14:26

Zeznaje kolejny świadek, Maciej L., jeden z pracowników Rutkowskiego. 33 lata, z zawodu mechanik. Mieszka w Ozorkowie. - Co może pan powiedzieć w tej sprawie? - pyta sędzia Chmielnicki. - No właśnie niewiele. Ja pełniłem rolę kierowcy. Byłem odpowiedzialny za transport Katarzyny W. i jej męża Bartłomieja - odpowiada świadek. Na pytanie sądu, czy do jego zadań należało także obserwowanie oskarżonej? - Nie. Nikt mnie o to nie prosił - odpowiada.

14:24

Krzysztof Rutkowski: Moje zeznania nie są oparte na złości, niechęci, nienawiści w stosunku do Katarzyny W.. Chciałem to podkreślić. Sędzia: Na pytania oskarżonej też będzie pan odpowiadał? Krzysztof Rutkowski: Tak. Obrońca Katarzyny W.: Nie posądzałem świadka o to, żeby mógł być stronniczy. Czy może pan wyjaśnić rolę, jaką pełnili w kontaktach pana ludzie, którzy brali udział w działaniach operacyjnych grupy Rutkowski?

Krzysztof Rutkowski: Na pewno pana klientka to panu powiedziała. Ta rola była jasno określona – dojście do prawdy, przyglądanie się sprawie oraz zwracanie uwagi i przyglądanie się zachowaniu na zleceniodawczynię – Katarzynę W. Sędzia: Czyli od początku pan podejrzewał, że ma coś wspólnego z porwaniem dziecka? Krzysztof Rutkowski: Od początku przypuszczałem, że ona ma wiedzę, co się stało z jej dzieckiem. Obrońca: Czy któryś z tych panów decydował o kierunku działań? Krzysztof Rutkowski: Oni przekazywali mi informacje. Współpracownicy moi mieli kontakt z rodziną od początku. Nie decydowali o kierunkach działań, ich rola polegała na przekazywaniu mi pozyskanych informacji. Sami o niczym nie decydowali, ale mogli przekazywać rodzinie W. informacje. Obrońca: Czy pan miał kontakt z rodziną Katarzyny W.? Krzysztof Rutkowski: Rozmawiałem raz z jej matką i ojcem. Podczas konferencji prasowej byli obecni w mieszkaniu. To było najprawdopodobniej w niedzielę. Obrońca: Pan wspominał, iż informował Bartka I Katarzynę o roli mediów. Czy to pan przyjął na siebie wyłączny kontakt z mediami? Krzysztof Rutkowski: Nie. Katarzyna W. nie miała żadnej ochoty na rozmowę z kimkolwiek, była wręcz nakłaniana do tego, by coś powiedziała. Jeżeli chodzi o Bartka, to zanim ja się pojawiłem, on już występował w telewizji. Rodzina W. nie chciała się kontaktować z mediami w ogóle… Sędzia: Katarzyna tylko? Krzysztof Rutkowski: Katarzyna i Bartek. Oni oboje nie chcieli się kontaktować z mediami. Bartek jednak apelował, informował w początkowej fazie. Gazety w bardzo różny sposób pisały o Katarzynie W. Staraliśmy się to jakoś usystematyzować konferencjami prasowymi, jak również odpowiedziami Bartka na pytania mediów. Na początku już pojawił się artykuł w „Fakcie” pt.: Co skrywa matka Madzi? Te artykuły nie podobały się bardzo rodzinie W. Artykuły te sugerowały też, czy porwań nie popełnił biologiczny ojciec Madzi. Zrobiliśmy badania DNA, które jednoznacznie wskazały, że ojcem jest Bartek. Podważenie ojcostwa przed media było mocno upokarzające dla Bartka, dlatego staraliśmy się uregulować te spekulacje. Stąd też musiało to być usystematyzowane. Ja miałem kontakty z mediami, nikomu z rodziny ich nie zabraniałem, wręcz przeciwnie - namawiałem ich do tego. Po wywiadzie dla TVN24 nastąpił przełom w moim myśleniu – ona jest winna. Stąd też reakcja moja była natychmiastowa – kontakt z policją i przekazanie informacji, że ona jest winna. Obrońca: Czy impulsem do zrobienia badań DNA był tylko artykuł w „Fakcie”? Krzysztof Rutkowski: Nie tylko artykuł. Informacje te dochodziły do nas z wielu publikatorów. Były to zarzuty uderzające w matkę i ojca dziecka - stąd ta decyzja. Obrońca: Pan mówił, że Katarzynę W. trzeba było namawiać do kontaktów z mediami? Czy chodzi tylko o wywiad z Robertem Jałochą? Krzysztof Rutkowski: Nie tylko. Także podczas konferencji prasowej, pierwszej. Ona tam miała wygłosić apel. Mój kontakt w ogóle z nią był bardzo okrojny. Ona się nie paliła, ja również… Ja z nią nie prowadziłem rozmów sam na sam. Zawsze babcia, dziadek, Bartek i ona. Jedyną rozmowę sam na sam odbyłem pierwszego dnia. Moim pomysłem było zrobienie konferencji prasowej. Sędzia: Co na to wtedy oskarżona? Krzysztof Rutkowski: Zgodziła się na to. Ja nie oceniam czy chciała, czy nie. Zasugerowałem, że trzeba to zrobić. Ważną też była kwestia upublicznienia wizerunku do mediów. W niektórych mediach występowała z zamazaną twarzą i inicjałami. Obrońca: Czy pan pamięta przypadki, że musiał pan namawiać Katarzynę W., żeby coś powiedziała? Krzysztof Rutkowski: Nie pamiętam ze względu na znaczny upływ czasu. Nie pamiętam, jak przebiegała ta rozmowa. Na pewno ta rozmowa nie była tylko z Katarzyną W., ale także z dziadkami i Bartkiem.

14:23

Najpierw obrońca, a potem sąd dopytują świadka o kolejne rozbiezności. Rutkowski zeznawał dzisiaj kilka razy, że "nie wie, czy w jego mieszkaniu na ul. Piotrkowskiej, które udostępnił małżeństwu W. były instalowane jakieś urządzenia rejestrujące". Zapewnił, że on sam takich nagrań nie widział, nie słyszał i nic nie wie o ich istnieniu. Obrońca i sąd chcieli się dowiedzieć, skąd zatem poajwiły się wypowiedzi Rutkowskiego, w czasie których prezentował takie właśnie urządzenie i mówił w jednym z programów w mediach, że mogło ono zarejestrować ważne dla sprawy rozmowy małżeństwa W. - Ja nie wiem, czy mam to mówić 10 razy. Nie widziałem, nie słuchałem i nie dysponuje żadnymi nagraniami z rozmów, które miały mieć miejsce w udostępnionym małżeństwu W. mieszkaniu przy ulicy Piotrkowskiej - denerwuje się świadek. Dopytywany o jego wypowiedź, w której sugerował istnienie takich materiałów stwierdził najpierw, że "może mówiła to dziennikarka" a później, że "była to jego gra operacyjna". - W imię czego ta gra? Czy miał pan jakieś umocowania do prowadzenia takiej gry, w czyim imieniu pan występował? - pyta obrońca. - W imię tego, że oskarżona oszukała całą Polskę. To jest mój moralny obowiązek, żeby wyjaśnić tę sprawę do końca. I zrobię wszystko, żeby tak się stało. Jeśli otrzymam jakiekolwiek informacje o tej sprawie, a mogę je otrzymać, to z pewnością przekażę je do sądu - odpowiada emocjonalnie Rutkowski. - To jest ustawowy obowiązek każdego, także to nic niezwykłego - zwraca świadkowi uwagę sąd. Obrońca tymczasem dopytuje "w związku z tak emocjonalną wypowiedzią świadka, czy jest on skonfliktowany w jakiś sposób z jego klientką? - Nie i nigdy nie byłem - zapewnia Rutkowski.

14:15

Czy oskarzona ma jakieś pytania do świadka? - pyta sąd.Katarzyna W.: - Nie, nie mam żadnych pytań.

14:14

Obrońca nie ma więcej pytań. Rutkowski skończył składać zeznania.

14:04

Sędzia odczytuje kolejny fragment zeznań Krzysztofa Rutkowskiego, protokół konfrontacji Katarzyny W. z Krzysztofem R.: "Nie instruowałem nikogo, jak ma mówić i co ma mówić. W hotelu były dwie kamery widoczne dla wszystkich. Przyznała się sama, że nie było tam żadnej przemocy świadczą te nagrania, które wszyscy widzieli. Udostępniłem im później swoje mieszkanie, które ona sama opuściła, nie mówiąc nikomu. Kiedy miało dojść do badania wariografem odmówiła. Doniosła na mnie do prokuratury, co miało być zemstą, że chciałem dojść do prawdy". Krzysztof Rutkowski: Podtrzymuję zeznania. Sędzia: Teraz udzielę głosu panu prokuratorowi. Prokurator: Podczas pracy pana Biura doszło do tworzenia portretu pamięciowego. Niech pan powie o okolicznościach. Krzysztof Rutkowski: Informacje co do tworzenia portretu pamięciowego były przekazywane przez Katarzynę W. To było pierwszego dnia, gdy opowiadała, że szedł za nią mężczyzna z kapturem na głowie, miał pas na środku tej kurtki, podczas pierwszej rozmowy zasygnalizowała to. Wtedy ja zwróciłem się do osoby, która wykonuje dla nas portrety pamięciowe - zazwyczaj są bardzo trafne. Nasz rysownik mieszka w Kołobrzegu i byłoby trudno sprowadzać go na miejsce. Katarzyna W. zweryfikowała ten portret i wskazała go jako trafny. Portret ten został pokazany na konferencji prasowej. Wszyscy, którzy mogli wskazać człowieka, który tego dnia, o tej godzinie tam przebywał byli do tego wzywani. Z naszej strony była to tylko gra, która dawała możliwość uwiarygodnienia się, przed Katarzyną W. jako biura, które podejmuje działania. Ona starała się nas wywieźć w ślepą ulicę. Prokurator: Ale co o nim mówiła? Krzysztof Rutkowski: Apelowała do niego: oddaj mi dziecko. Apelowała głównie właśnie do niego. Prokurator: Zeznał pan, że oskarżona zeznała, że sąsiedzi mogli mieć jakiś związek z porwaniem. Kiedy to było względem portretu pamięciowego? Krzysztof Rutkowski: Tak. Te informacje były serwowane jedna po drugiej, na zasadzie: a może ten, a może ten. One pokrywały się czasowo. Wykluczenie sąsiadów nastąpiło bezpośrednio po moim kontakcie z nimi i dowiezieniem ich do Komendy Miejskiej Policji w Sosnowcu. To był mój pierwszy dzień pracy i sugestie Katarzyny W. natychmiast zostały wykluczone. Policja chciała przesłuchać tego pana, ale go nie odnalazła. Prokurator: Oprócz tego, ona wskazywała inne sugestie co do sprawcy? Krzysztof Rutkowski: Nie przypominam sobie. Prokurator: Skąd przypuszczenie, że był udział osób trzecich? Krzysztof Rutkowski: Nie uzyskaliśmy żadnych informacji, że ktoś brałby udział z Katarzyną W., jeżeli chodzi o ukrycie zwłok. Zastanawialiśmy się, czy sama to wymyśliła, ale do dziś nie mam wiedzy, czy ktoś taki był. Prokurator: Czy pan był na miejscu znalezienia zwłok? Krzysztof Rutkowski: Tak, od razu po wskazaniu go. Wcześniej nie byliśmy na tamtym miejscu. Prokurator: Ciężar kamienia mógł sugerować, że ktoś pomagał w ukryciu zwłok. Skąd pan to wie? Krzysztof Rutkowski: Od ludzi, którzy tam byli. Ja osobiście nie widziałem tego głazu. Nie przypominam sobie konkretnie od kogo. Braliśmy też pod uwagę, że kamień sam zsunał się na ciało dziecka i wykluczaliśmy udział osób trzecich. Prokurator: Całe zdarzenie było szersze niż nagranie z hotelu. Jak już skończyło się spotkanie, rozmawiał pan z oskarżoną w drodze na wskazane przez nią miejsce? Krzysztof Rutkowski: Nie, siedziała raczej cicho. Ona jechała tam wskazać miejsce. W momencie, gdy dojechaliśmy na miejsce i ona zaczęła bronić się przed wspólnym szukaniem zwłok, widzieliśmy, że to kolejny jej stopień manipulacji. Nie było żadnej rozmowy istotnej. Prokurator: Dziękuję.

14:04

Obrońca wraca do fragmentu swobodnej wypowiedzi Rutkowskiego. Detektyw mówił, że docierały do niego informacje, iż Bartłomiej W. "bardzo kochał swoje dziecko, ale nie dbał należycie o żonę". Mec. Ludwiczek pyta, kto przekazywał mu takie informacje. - Nie pamiętam, kto mi to mówił. Sytuacja była bardzo dynamiczna, ja nie jestem sobie w stanie sobie przypomnieć wszystkich moich rozmówców, którzy przekazywali mi jakieś informacje - odpowiada świadek.

13:42

Obrońca Katarzyny W. dopytuje świadka, czy to on nakłaniał oskarżoną do kontaktów z mediami po rzekomym uprowadzeniu. Chce się dowiedzieć, jak W. reagowała na takie nakłanianie, czy była oporna, czy miała prawo czuć się zaszczuwana. R. przyznaje, że to jego pomysłem było zorganizowanie konferencji prasowej, na której Katarzyna W. apelowała do rzekomego porywacza "o oddanie jej dziecka". Zaznacza jednak, że gdyby W. kategorycznie odmówiła udziału w konferencji, on "by nie naciskał".

13:42

Sędzia: Czy kiedykolwiek informował pan ją o tym, że jest konieczność podjęcia akcji reanimacyjnej? Krzysztof Rutkowski: Nie. Sędzia: To nagranie z hotelu… nigdy wcześniej nie rozmawialiście o tym, że może dojść do takiego nagrania w hotelu?

Krzysztof Rutkowski: Nie. To była jedyna, dynamicznie prowadzona rozmowa. To nie było możliwe, żeby ona dostawała jakikolwiek instruktaż. Tam było wielu świadków. Ja nigdy nie przekazywałem jej informacji, co ma mówić, nie wskazywałem, żeby w przypadku, gdy to zdarzenie zostanie przedstawione jako wypadek grozi jej mniejsza kara niż za zabójstwo z premedytacją. Sędzia: Proszę siąść. Odczytamy resztę protokołu.

13:41

Sędzia: Powiedział pan, że (…) dowiedział się, że ktoś szukał informacji, jak oszukać wariograf. Czy pan ustalił, że było to połączenie z Sosnowca, czy z ich komputera? Krzysztof Rutkowski: Ja nie dokonywałem tych ustaleń. Jest to przekaz, który otrzymałem od pana Dariusza P., (materiały z badań były przekazane do Prokuratury Okręgowej w Katowicach), który - jak oświadczył - monitorował te informacje. Nie zapoznawałem się z IP, bazowałem tu na informacji biegłego, ustnej informacji eksperta. Ta informacja dawała wskazanie na komputer W., nie wiem, czy było to dokładnie wskazane. Dla mnie była to podstawa do wszczęcia działań przeciwko Katarzynie W. Sędzia: Czy zatem to wskazanie to było konkretnie wskazanie? Krzysztof Rutkowski: Na konkretne miasto, region miasta. Nie było informacji konkretnie wskazującej Katarzynę W., to była sugestywna informacja Dariusza P. Sędzia: To badanie nie zostało przeprowadzone? Krzysztof Rutkowski: Dla nas sam wynik badania nie jest miarodajną informacją. Jest to pomocnicza sugestia. Ale zachowanie osoby, która ma być podłączona do wariografu, daje możliwość zebrania bardziej precyzyjnych informacji co do popełnionego przestępstwa przez podejrzanego. Czasokres przed badaniem jest niekiedy ważniejszy niż badanie. Dariusz P. obserwując Katarzynę W., próbując przekonać ją do podpięcia pod wykrywacz kłamstw, stwierdził przez telefon: ona kłamie; jest to kombinatorka i wymyśla sobie historie. Stwierdziliśmy, że nie będziemy jej badać, bo to nic nie da, żadnego wyniku. Decyzję o niepodpinaniu jej pod wariograf podjął biegły oraz ja po otrzymaniu informacji na telefon. Sędzia: W jakim zakresie ona sama przyznała się do winy? Krzysztof Rutkowski: W przypadku patologicznego kłamcy, stopniowanie przyznawanie się to bardzo ważny element. Pierwszym stopniem było to, że ona powiedziała w ogóle, co się stało z tym dzieckiem. Sędzia: Ale mówimy teraz o jej wypowiedzi ”niech się oni trzymają swojej wersji, a ja swojej”. Krzysztof Rutkowski: To był jasny sygnał dla mnie, że ona kłamie. Matka, która zostałaby oskarżona w ten sposób, wyszłaby i napluła w twarz człowiekowi. Sędzia: Mówi pan, że to były zwykłe kamery reporterskie. Ona o tym wiedziała? Krzysztof Rutkowski: Mogła wiedzieć. Jedna z nich była na desce do prasowania, druga na parapecie, trzecia nie pamiętam, gdzie była. Sędzia: No tak. Ale czy wiedziała w świetle pana wiedzy? Krzysztof Rutkowski: Ja nie pytałem: wiesz, czy nie wiesz. Kamery stały na wierzchu i rejestrowały. Sędzia: Pan ją informował, że są tam kamery? Krzysztof Rutkowski: Nie informowałem jej, że tam są kamery rejestrujące. One były w widocznym miejscu, sprawa ta została już wyjaśniona przez prokuraturę. Sędzia: W każdym z tych zeznań mówi pan, że ona mówiła o główce dziecka. Czy ona kiedykolwiek mówiła panu o uduszeniu? Krzysztof Rutkowski: Nie, nigdy o tym nie mówiła. Powiedziała tylko, że główka po upadku była bezwładna i opadała. To była jedyna rozmowa z Katarzyną W. na ten temat. A informacja o tym, że Katarzyna W. przyznaje się do faktu wzięcia udziału w tzw. porwaniu własnego dziecka było dalszą pracą dla policji i prokuratury. Sędzia: Oczywiście. Czy później rozmawiał pan z Katarzyną W. odnośnie śmierci jej dziecka? Krzysztof Rutkowski: Nie. Chciałbym, żeby pytania, które mnie nurtują zostały postawione przy kolejnym badaniu wariografem.

13:24

Krzysztof Rutkowski zaczyna odpowiadać na pytania obrońcy. - Będę odpowiadał na pytania obrońcy w pełni. Ale chcę zaznaczyć, że nie kierują mną żadne pobudki nienawiści czy złości do oskarżonej za to, że składała przeciwko mnie zawiadomienie do prokuratury - mówi.

13:23

Sędzia odczytuje fragment z zeznań Krzysztofa Rutkowskiego z 9 lipca 2012: "O sprawie Magdy dowiedziałem się z telewizji. Dostałem telefon z prośbą o pomoc od pełnomocnika, potem od Bartka. Podjechaliśmy do Sosnowca, tam byli wszyscy. Katarzyna W. przyszła do mnie, ale bała się mnie. Tak się nie zachowuje ktoś, kto pragnie pomocy. Podczas pierwszego spotkania opowiedziała mi bajeczkę, niespójną opowieść. Wysłuchałem jej spokojnie, ale było to dla mnie absurdem wewnętrznie. Potem przyjechałem na drugi dzień do W. do domu. Naszą bazą został hotel Trojak. Katarzyna W. rzucała podejrzenia w stronę innych ludzi. (…) My znaleźliśmy tych ludzi - to był fałszywy trop. Potem była pierwsza konferencja, była szalenie ważna. Jej zachowanie było bardzo dziwne. Starałem się jej powiedzieć, że media mogą pomóc, nie należy występować z zamazaną twarzą. Pomagaliśmy jej w ufundowaniu nagrody, w produkcji plakatów. Po konferencji Robert Jałocha z TVN24 chciał zrobić wywiad. Chciałem pomóc, bo media to wielka siła. Ona zachowywała się dziwnie, zamykała się w łazience, mnie to zmroziło, postanowiłem powiadomomić policję. Byłem coraz bardziej pewny, że ona jest winna. Dowiedziałem się potem, że ktoś szukał informacji, jak oszukiwać wariograf. Katarzyna W. nie poddała się badaniu wariografem, nie mogliśmy jej do tego zmusić. Mój kontakt z Katarzyną W. był zdawkowy. Biegły powiedział mi, że Katarzyna W. kłamała podczas próby badania wariografem. Po tym badaniu byliśmy na 99 proc. pewni, że to ona jest winna. Potem był pomysł na spotkaniu ze sfingowanymi świadkami, którzy rzekomo widzieli, jak idzie z wózkiem i sama się kładzie, bez ataku na nią. Ci świadkowie tylko stali, nic nie mówili. Gdy jej powiedziałem o tym, mówiła: to niech oni się trzymają swojej wersji. Taką odpowiedzią przyznała się do winy. Kamery zarejestrowały jej zachowanie i słowa wtedy. To były kamery reporterskie, należące do „SE”. Kamery były w miejscach widocznych. Ona wiedziała, że jest nagrywana. Miała świadomość, że jej twarz jest upubliczniana. Rozwiązanie tej sprawy na tym etapie było dla mnie ważne z punktu widzenia wizerunkowego. Nie wchodziłem w szczegóły, dlaczego nie udzieliła pierwszej pomocy. To nie było przesłuchanie, ale przyjacielska rozmowa. Nie wiem, czemu wskazała złe miejsce, powiadomiłem o tym dziennikarzy. Do nagrania tych rozmów użyłem kamer "Super Expressu"". Krzysztof Rutkowski: Podtrzymuje te zeznania.

13:17

Rozprawę wznowiono. Głos zabiera obrońca.

13:08

Kolejny fragment zeznań Krzysztofa Rutkowskiego: "Nie mam żadnych informacji, które miałyby wskazywać udział osób trzecich przy ukryciu ciała Magdy. Nie zatajam żadnych informacji. Nie pamiętam, o czym rozmawiali Katarzyna W. z Bartłomiejem W. Rozmawiali do 5 rano, wydawało mi się to dziwne. Bartek mówił, że to była dyskusja nie kłótnia, nie mieszkam w pobliżu. Na mój telefon komórkowy dostaję wiele informacji związanych z tym zdarzeniem. Ostatni telefon był od dziewczyny, która spacerowała z psem po osiedlu i on dziwnie się zachowywał w pobliżu dwóch drzew. Nie miałem kontaktu z Katarzyną W. od czasu jej wyjazdu do Łodzi. Ona nie ma wstępu do mojej firmy, nie chcę mieć z nią żadnego kontaktu". Krzysztof Rutkowski: Tak zeznawałem.

13:01
Trzecia rozprawa Katarzyny W.
tvn24
12:54
Dlaczego sąd zdecydował, że proces będzie jawny
tvn24
12:50

Sąd ogłasza 15-minutową przerwę przed pytaniami obrońcy. Mecenas chce się skonsultować ze swoją klientką.

12:49

Prokurator zakończył swoje pytania do świadka.

12:47

(…) Sędzia odczytuje kolejne fragmenty Krzysztofa Rutkowskiego z postępowania przygotowawczego. "(…) Moim zdaniem specgrupa przy komendzie w Katowicach była fikcją. Kontakt utrzymuje tylko z rodziną Bartka. Komendant Główny Policji mógł być wprowadzony w błąd przez swoich pracowników albo media - nigdy nie pracowałem wbrew interesom policji". Krzysztof Rutkowski: Tak, podtrzymuję te zeznania. Sędzia kontynuuje: "Chciałem uzupełnić swoje zeznania: te rękawiczki przejął mój pracownik od teściowej Katarzyny W. Nie znam jednak szczegółów. Chciałem dodać, że nikomu nie przekazywałem, że miałem doprowadzić wspólnika Katarzyny W. Nie miałem żadnych podejrzeń do udziału osób trzecich. Celowo wskazała inne miejsce ukrycia, ale chyba z powodu lęku przed konfrontacją z rzeczywistością, a nie chęci wrowadzenia nas w błąd. Nie przyznała się do tego, bo nie miała najlepszych relacji z matką, która zawsze jej mówiła, co ma robić i jak się zachowywać z dzieckiem. Nie powiedziała nam Katarzyna W., jak przeniosła ciało w tamto miejsce, ani jak je zakopała. Gdy dowiedziałem się od mojego pracownika, że te rękawiczki są poszukiwane, zadzwoniłem do prokuratora i zawiozłem je do prokuratury". Krzysztof Rutkowski: Podtrzymuję zeznania.

12:45

Sędzia odczytuje kolejny fragment zeznań Krzysztofa Rutkowskiego z postępowania przygotowawczego: "Na zlecenie rodziny, jako właściciel Biura Detektywistycznego Rutkowski, próbowaliśmy badać tę sprawę. Odmówiła ona badania wariografem i było to pierwszym sygnałem na jej kłamstwo. Jej mąż zgodził się na to badanie. Potem skontaktowałem się z rodzicami Bartka i powiedziałem o swoich wątpliwościach. Potem zdecydowałem się na rozmowę w moim stylu - podstawiłem fałszywych świadków. Potem ona wyjawiła mi prawdę - doszło do wypadku, dziecko wyślizgnęło jej się z rąk, usta miało sine, wtedy zdecydowała się na ukrycie ciała. Razem pojechaliśmy do Sosnowca, gdzie Katarzyna W. wskazała miejsca. Powiedziała tylko, że położyła ciało w kocyku pod jednym z drzew i nie chce już dalej uczestniczyć w badaniach. Znaleźliśmy tam zawiniątko, o istnieniu którego poinformowaliśmy policję". Podtrzymuje pan? Krzysztof Rutkowski: Tak jest. Sędzia kontynuuje odczytywanie zeznań: W dniu 2 stycznia nawiązałem z Katarzyną W. swobodną rozmowę mającą pomóc w określeniu okoliczności. Podejrzewałem bowiem, że kłamie. Katarzyna W. przyznała się, że doszło w jej mieszkaniu do wypadku - wyślizgnięcia się dziecka ze śliskiego kocyka. Spytała tylko, czy Bartek już wie. Postanowiła wskazać miejsce, gdzie ukryła ciało dziecka. Pojechaliśmy na miejsce, powiadomiliśmy policję, ona odmówiła uczestnictwa w dalszych czynnościach. Gdy penetrowaliśmy teren odnaleźliśmy zawiniątko, poinformowaliśmy o tym policję. Potem przedstawiłem jej wersję, że są świadkowie, gdy sama położyła się na betonie. Krzysztof Rutkowski: Tak zeznawałem. Sędzia czyta dalej: "Nie mam informacji, kto pomagał jej, ale mam podejrzenia, że była to koleżanka - Nina. To jedyne moje podejrzenie. Nikogo ona sama nie wskazała. Kojarzę rękawiczki, które do niej należą, na pewno oddam je prokuraturze, po odnalezieniu".

12:44

Sędzia: Odczytamy fragmenty z postępowania przygotowawczego, niech pan siądzie. "Ja udostępniłem jej lokal w Łodzi. W dniu dzisiejszym miało się tam odbyć badanie wariografem. Żaden z moich pracowników nie był tam obecny. W niedzielę rozmawiałem z Bartłomiejem, mówiłem że badania są konieczne. Dziś zadzwonił mój pracownik, który mówił, że Katarzyna zniknęła z tego mieszkania. W mieszkaniu jak przyjechałem, był mój pracownik, z nim był mężczyzna, który chciał się zatrudnić w mojej firmie. Jadąc na miejsce, dzwoniłem do Bartka i mówił, że położyli się tego dnia ok. 5. Jak się obudził, Katarzyny już nie było. Znalazł tam dwa listy, ich treść nie została ujawniona. Powiedział, że zabrała tylko część swoich rzeczy. Ja potem poszedłem na policję. W mieszkaniu na Piotrkowskiej odnaleziono ślad buta rozmiar 44. Myślę, że ona bała się tego badania i dlatego uciekła”. Tak pan zeznawał? Krzysztof Rutkowski: Tak, podtrzymuję.

12:41

Prokurator pyta też o kolejne wątki, dotyczące wskazywania przez Katarzynę W. osób, które mogą być zamieszane w rzekome uprowadzenie jej dziecka. Chodzi o sąsiadów małżeństwa W.

12:36

Prokurator pyta o to w jakich okolicznościach doszło do stworzenia portretu pamięciowego domniemanego sprawcy porwania. Rutkowski odpowiada, że portet ten sporządzono na podstawie informacji uzyskanych od Katarzyny W., prawdopodobnie już podczas pierwszej rozmowy. Prokurator pyta o to, ponieważ na Katarzynie W. oprócz zarzutu zabójstwa, ciąży także zarzut kierowania fałszywych oskarżeń przeciwko innej osobie. Oskarżyciel stara się wykazać poprzez pytania, że zarzut jest trafny.

12:34

Sąd zakończył odczytywanie protokołów przesłuchań Krzysztofa Rutkowskiego w czasie śledztwa. Prokurator ma pytania do Rutkowskiego.

12:32

Krzysztof Rutkowski: Praktycznie byłem w częstym kontakcie z rodziną Bartka. Odbył się pogrzeb dziecka, po czym, po pogrzebie, dowiedzieliśmy się, że Katarzyna W. opuszcza areszt praktycznie w dniu pogrzebu. Było to dla nas ogromnym zdziwieniem, co się stało, że sąd podjął taką decyzję? Obiecałem Bartkowi W., bo widziałem, że ten człowiek bardzo mocno jest załamany psychicznie, że jeśli chce może korzystać z mojego lokalu w Łodzi na ul. Piotrkowskiej.

Z tego co wiem Bartłomiej W. i Katarzyna W. byli przez pierwsze dni w mieszkaniu operacyjnym policji, po czym opuścili to mieszkanie. Przygotowaliśmy im kryjówkę w pensjonacie (…) należącym do mojej znajomej w Jedlinie Zdrój. W związku z tym, że W. czuli się w jakiś sposób napiętnowani przez media, to było idealne miejsce, odizolowane od aglomeracji, gdzie byliby zaczepiani i narażeni na impertynencje. Ale kiedy byli w pensjonacie (…), wpadli na pomysł zwiedzania zamku w Książu w okolicy Jedliny Zdrój. Pomysł ten kosztował ich to, że dowiedzieli się o tym dziennikarze, którzy porobili im tam zdjęcia, na ich własne życzenie. A tzw. pensjonat, który miał być kryjówką i schronieniem stał się oblegany przez dziennikarzy.

Barbara, właścicielka, narażona została na szykany lokalne, wyzwiska, wręcz na chęć wybijania szyb w pensjonacie kamieniami, ponieważ nienawiść społeczna do Katarzyny W. była bardzo duża. Barbara poprosiła mnie, żebyśmy zabrali ich z pensjonatu, bo obawiała się, że ją spalą. Wtedy zostali przetransportowani przez nas do Łodzi do lokalu przy Piotrkowskiej 121 i tam zaczęli swoje życie do momentu, kiedy to po raz drugi prosiłem Katarzynę W. i Bartłomieja W., żeby poddali się badanion wariograficznym, bo ludzie w Łodzi zbierają się przy Placu Schillera i chcą wykurzyć W. z miasta. Biorąc pod uwagę fakt, iż lokal ten przy Piotrkowskiej jest na parterze, pomimo tego, że uzbrojony jest w żaluzje obawialiśmy się, że może dojść do próby linczu W. w Łodzi.

Stąd też oczyszczenie wariografem było bardzo mocno wskazane i ogłoszenie tego publicznie. Katarzyna W. nie poddała się po raz kolejny badaniu wariografem. Uciekła w godzinach rannych, poza wiedzą męża na Śląsk, gdzie tego dnia, gdy uciekała kontaktowała się z prokuratorem z Gliwic w celu złożenia obciążających mnie zeznań. Było to odwrócenie uwagi od jej osoby, skierowania zarzutów pod moim adresem, po to, żeby zrobić kolejne zamieszanie medialne. Chciałbym też dodać, że lokal ten, z początkiem stycznia miał być przeznaczony na redakcję patriot24.net. Kluczami dysponował Robert R. Praktycznie tyle mogę powiedzieć w dniu dzisiejszym, jeżeli chodzi o fakty w tej sprawie. Dodaję też, że ja nie dysponuję żadnymi materiałami audio-video z tego lokalu. Prezentowane przeze mnie urządzenie podczas programu telewizyjnego „Państwo w państwie” było urządzeniem, które mogło być wykorzystywane do transmisji danych na odległość, ale ja osobiście nie montowałem żadnych urządzeń w tym mieszkaniu, ani nie wysłuchiwałem bezpośrednich relacji mieszkających w mieszkaniu W.. Czy Robert R. ma czy nie, nie wiem, ja nie słuchałem żadnych taśm. To wszystko, co mam do powiedzenia w sprawie.

12:31

W zeznaniach składanych podczas postępowania przygotowawczego Rutkowski mówił, że to Katarzyna W. sprawdzała jak oszukać wariograf. W poniedziałek przed sądem świadek "zmiękczył" jednak to stanowisko. Podczas swojej swobodnej wypowiedzi ograniczył się jedynie do stwierdzenia, że był to "komputer z Sosnowca". Sąd szczegółowo dopytywał o tę kwestię. - Ja nie dokonywałem osobiście ustaleń co do tego, kto wchodził na stronę internetową, na której prezentowane były informacje dotyczące możliwości oszukania wariografu. Był to przekaz, który usłyszałem od pana Dariusza Pietraszewskiego, śledzącego tę stronę. Materiały z jego ustaleniami były przekazane do prokuratury okręgowej w Katowicach - podkreślał przed sądem Rutkowski. Jak dodawał, bazował jedynie "na ustnej informacji eksperta". - Ta informacja dawała wskazanie na komputer W. Nie wiem, czy było to dokładnie sprawdzone, czy nie, ale było to wskazanie, że mogło być to z komputera państwa W. - tłumaczył. Sędzia Chmielnicki dopytywał, na czym polegało to "wskazanie" i czy świadek może jednoznacznie stwierdzić, że na pewno chodziło o komputer W. - Otrzymałem informację, że jest to połączenie z Sosnowca, z konkretnego rejonu miasta i mogło być to połączenie nawiązane z komputera Bartłomieja i Katarzyny - odpowiedział świadek.

12:12

Krzysztof Rutkowski: Rozmowa była prowadzona jeszcze przez pięć minut. Ja wtedy zostawiłem tzw. złego rozmówcę z naszej strony, którym był Radek Dz.. Ja byłem ten dobry i wyszedłem z pokoju na około 15 minut. Po czym wróciłem i powiedziałem, że w takim przypadku, jak nie chce się przyznać, musimy zawieźć świadków na policję. Oni już byli nerwowi pytając: czy długo jeszcze? Ja powiedziałem, żeby jeszcze czekali na decyzję Katarzyny W. Wtedy Katarzyna W. poprosiła, żeby nikogo nie było w pomieszczeniu i wyjawiła pierwszą informację, która miała duże znaczenie, że to ona jest głównym powodem porwania dziecka. Ja starałem się rozmawiać bardzo ciepło. Powiedziała, że dziecko jej wypadło i uderzyło główką o próg. Dla mnie był to już pierwszy etap zamknięty. W materiałach są dokładne stwierdzenia, nie pamiętam, czy się poślizgnęła, czy o próg, o podłogę. Dokładnej treści tej wypowiedzi nie pamiętam. Zapytałem, gdzie są zwłoki dziecka, powiedziała, że ukryła je nad wodą, za przejściem do sądu, ulicy sobie teraz nie przypominam. Pojechaliśmy tam na miejsce. Wtedy zaczęła się zachowywać dziwnie i nie chciała wskazać miejsca, gdzie ukryte jest ciało. Leżało jakieś zawiniątko koło drzewa. W związku tym, że wskazanie miejsca przez Katarzynę W. było tym konkretnie miejscem, powiadomiliśmy policję i wskazaliśmy to zawiniątko. Nie chcieliśmy sami go otwierać, żeby potem nie być oskarżonym o zacieranie śladów. Potem okazało się, że dziecko było w innym miejscu. Dla mnie jako osoby, która miała kontakt z Katarzyną W. jest to osoba, która patologicznie kłamie, która nawet… Sędzia: To są oceny świadka. Proszę o fakty, ocenę my sobie wyrobimy… Krzysztof Rutkowski: Katarzyna W. została przeze mnie przekazana funkcjonariuszom z komendy z Sosnowca. Na miejsce przyjechał komendant, ja pojechałem razem z nimi do jednostki policji, gdzie zostałem krótko przesłuchany. Komendant podziękował mi za pomoc w rozwiązaniu tej sprawy i na tym skończył się mój pierwszy kontakt z Katarzyną W.

11:58

Katarzyna W. ze spokojem słucha odczytywanych przez sąd zeznań Rutkowskiego, w których podkreślał on, że od początku próbował grać przed oskarżoną tak, by miała go za swojego przyjaciela. - Opowiadała mi bajeczkę, która nie trzymała się kupy. Mimo to przytakiwałem jej, chociaż jej słowa były dla mnie wewnętrznym absurdem - mówił Rutkowski podczas postępowania przygotowawczego o swojej pierwszej rozmowie z W.

11:53

Krzysztof Rutkowski: Rodzice Bartka potwierdzili to po próbie badania wariografem. Zwrócili uwagę na fakt, jak Katarzyna W. wróciła do domu i słodziła herbatę. Tak roztrzęsiona dziewczyna, jeszcze kilkanaście minut temu, ponieważ droga od Hotelu Trojak do jej mieszkania trwa około 15 minut, gdy słodziła herbatę nie spadło jej ziarenko cukru, z zachowania była normalna, tak jakby cieszyła się, że kogoś oszukała. Zdecydowaliśmy się następnego dnia na spotkanie, gdzie oświadczyłem, że chcę z nią porozmawiać, ale już w innym stylu, stylu przekonania jej, żeby mówiła prawdę, bo jak do tej pory, bawiła się prokuraturą, policją, i starała zabawiać się nami, oczywiście rodziną, która jej współczuła. Poprosiłem mojego kolegę, którego Katarzyna W. do tej pory nie widziała - Krzysztofa M., żeby wziął swoją narzeczoną – ich zadaniem było stanie w korytarzu nic więcej. Chciałbym dodać jeszcze jedno. W rozmowie z ekspertem, który obsługuje wariograf (…), monitorowana była jedna ze stron – antywariograf - jak oszukać wariograf; było wejście na tę stronę, gdzie wyświetliło się IP z Sosnowca. To było dla mnie dużym dowodem, że trzeba. Sędzia: Ale, czy to było IP komputera Katarzyny W.? Krzysztof Rutkowski: Było kilka wejść z Sosnowca tego dnia. Wracając do Krzysztofa M. i jego narzeczonej, którzy stanęli w korytarzu, gdzie na piętrze, w pokoju 24, miała być rozmowa z Katarzyną W.. Bartek został na pierwszym piętrze w towarzystwie mojego pracownika i ewentualna rozmowa miała być prowadzona także z nim. W momencie, gdy zaczynałem tę rozmowę, nie wiedziałem, czy Bartek wie coś na temat zaginięcia dziecka, pomimo tego, że wariograf wyszedł korzystnie dla oceny jego osoby. Wchodząc do pokoju 24 razem z teściową Katarzyny W., Radosławem Dz., przy wcześniej zamontowanych kamerach należących do "Super Expressu", rozpocząłem rozmowę, mówiąc, że dwie osoby stojące na korytarzu są świadkami zdarzenia, które Katarzyna W. zgłosiła jako porwanie. Powiedziałem, że ci ludzie widzieli, jak ona sama położyła się na ziemi, uderzając dwukrotnie głową o beton. Jednocześnie twierdząc, że dziecka w wózku nie było i nikt tam się nie zbliżał, bo obserwowali ją przez cały ten czas. Katarzyna W. powiedziała wtedy istotne zdanie, ze swoim typowym zachowaniem złości powiedziała: Niech oni trzymają się swojej wersji, a ja będę trzymała się swojej wersji. To stwierdzenie upewniło mnie w tym, co powiedziała dalej. Chodziło o to, żeby w jakiś sposób przełamać ją w tym niekończącym się kłamstwie. Matka Bartka powiedziała wtedy: Katarzyna przyznaj się. Beata liczyła się z tym, że to Katarzyna W. to dziecko ukryła, schowała, sprzedała, ze złości na Bartka, który kochał bardzo swoje dziecko, a tak jakby mniej uwagi zwracał na żonę.

11:36

Krzysztof Rutkowski: Nikt ze strony policji nawet do mnie nie zadzwonił, nie zapytał, co zrobiła Katarzyna W., że ja ją obciążam. Było to dla mnie zupełnie niezrozumiałe. Ja nie traktowałem tej sprawy jako igrzyska i wyścig, kto pierwszy zatrzyma sprawcę. Traktowałem tę sprawę, jak traktuję inne, pomagając organom ścigania. Mnie nie zależało na tym, żebym ja był pierwszym, który doprowadzi do ujęcia faktycznego sprawcy tego porwania. W związku z tym, że z policją z Katowic współpracowało mi się bardzo dobrze, po tym zdarzeniu muszę powiedzieć, że również. Tylko polityczna grupa urzędników policyjnych, którzy nazywają się policjantami wchodzili ze mną w konflikt publiczny, który mocno był nakręcany medialnie. Sędzia: Może bardziej do meritum... Krzysztof Rutkowski: Następnego dnia, w poniedziałek, Katarzyna W. była przesłuchiwana przez policjantów z grupy specjalnej powołanej do tej sprawy. Spotkałem się z rodzicami Bartka pod komendą, gdzie pewnym fortelem poprosiłem ich o to, żeby wpłynęli na Katarzynę W. i Bartłomieja W., żeby poddali się badaniom na wariografie, ponieważ sugestie idą w tym kierunku, że są zarzuty pod ich adresem, a ja im pomagam w tej sprawie i nie chcę być oskarżany o to, że pomagam przestępcom. Beata i Sławek oświadczyli, że mnie rozumieją i porozmawiają z Katarzyną W. i Bartłomiejem W., żeby zgodzili się na wariograf. Termin spotkania był umówiony na wtorek, mogę się mylić. Wyrazili zgodę, umówiliśmy się na badania w hotelu Trojak w Mysłowicach, gdzie nasze biuro miało swoją bazę. Kontaktował się ze mną wielokrotnie ekspert przed podpięciem Katarzyny W. do wariografu. Mówił, że jest roztrzęsiona, zdenerwowana, w bardzo ciężkim stanie psychicznym i badania nie będą w stanie się odbyć, bo nie dadzą żadnego rezultatu. Było to dla mnie dziwne, bo wcześniej rozmawiałem z Katarzyną W. i wydawała mi się normalna w komunikacji werbalnej. Powiedziałem, że w porządku, odstępujemy, robimy Bartka.

Zostały zrobione badania z udziałem Bartłomieja W. Rezultat był korzystny dla Bartka. Natomiast, jeśli chodzi o Katarzynę W., dowiedziałem się, że wróciła do domu. Rozmawialiśmy z rodzicami Bartka telefonicznie i ustaliłem, że musimy się koniecznie spotkać następnego dnia. Sytuacja dojrzała już do tego, żeby im powiedzieć, co o tym myślę. I tak się stało. Wedle mojej oceny Katarzyna W., posiada wiedzę o tym, co się wydarzyło, że może być głównym powodem stworzenia fikcyjnego porwania.

11:33

Oskarżona, zapisawszy kilka kartek w notatniku, przekazuje swoje uwagi adwokatowi. Mec. Ludwiczek uważnie je studiuje. W tym czasie aktywna, podobnie jak podczas ostatniej rozprawy, Katarzyna W. po raz kolejny konsultuje się jeszcze z aplikantką, która siedzi obok mecenasa. Ta przekazuje mu dalsze uwagi jego klientki.

11:28

Z odczytywanych przez sąd protokołów przesłuchań Rutkowskiego wynika, że Katarzyna W. uciekła z mieszkania w Łodzi między godziną 5 a 9 rano. W. zostawiła dwa listy, treść jednego z nich Rutkowski przekazał "Super Expressowi". Świadek podtrzymuje treść złożonych wcześniej zeznań.

11:25

Krzysztof Rutkowski: Znaleźliśmy tych ludzi. Poprosiliśmy, aby ten mężczyzna udał się z nami do komendy w Sosnowcu. Zrobił to. Znaleźliśmy go w warsztacie samochodowym, przebrał się i pojechał z nami do komendy w Sosnowcu w towarzystwie dziewczyny, która była wskazana jako ta, która mogła zorganizować porwanie. Działania, które przeprowadziliśmy były standardem. Udaliśmy się do komendy policji z informacjami, że Biuro Rutkowski podejmuje działania na terenie Sosnowca. Sprawa była bardzo wnikliwie analizowana przez Prokuraturę Okręgową w Gliwicach. Sąd ma akta w tej sprawie. Sprawa ta została umorzona. Nastepnego dnia w niedzielę została zorganizowana konferencja prasowa, do której nakłoniona została matka dziecka Katarzyna W.. Dziwne było to, że Katarzyna W. w sytuacji, gdzie media mogą pomóc jej w tej tragedii bała się kamery. Jak oceniłem to bała się, ponieważ mogła wypowiedzieć to, co drugi raz zostanie wypowiedziane przez nią i zarejestrowane, a może być sprzeczne z poprzednią wersją. Na konferencji apelowała: oddaj mi dziecko, a po konferencji była bardzo nerwowa, a powinno ją to uspokoić, bo był to pierwszy krok, żeby ludzie jej pomogli, bo sprawą zaczęła żyć cała Polska. Po konferencji prasowej Robert Jałocha z TVN24 poprosił ją o możliwość zrobienia wywiadu z Bartkiem i z nią. Bartek wyraził zgodę.

Robert przyjechał do ich mieszkania. Przed wywiadem Katarzyna W. zamknęła się w łazience i nie chciała wyjść. Bartek siedział sam w pokoju. Po licznych namowach ze strony rodziny, Katarzyna W. wyszła, usiadła razem z mężem, udzieliła wywiadu. Kiedy wstała podeszła do mnie i ze złością powiedziała: macie ten swój wywiad. Dla mnie takie zachowanie było już sygnałem, że coś jest nie tak. To nie ona robiła łaskę, to telewizja robiła jej łaskę, że chciała z nią rozmawiać i pomóc w odnalezieniu dziecka. Bo ona wywołała ogromne współczucie w społeczeństwie. To był dla mnie sygnał - ta złość w kierunku do człowieka, który jej pomaga, a nie musi tego robić. Tak jak powiedziałem, telewizja też nie musiała tego robić.

Po moim wyjściu z (…) z ich mieszkania przedyskutowaliśmy jej zachowania i te informacje, które do tego czasu zgromadziliśmy i udaliśmy się do Komendy Miejskiej Policji w Katowicach. Była to godz. ok. 20.30. Pamiętam tak dobrze, bo o 19 braliśmy udział w mszy św. w Katowicach. Przyjął nas oficer, który już wcześniej był umówiony telefonicznie i powiedział, że oni następnego dnia przekazują tę sprawę Komendzie Wojewódzkiej, gdzie została powołana specjalna grupa do tego przypadku. Ja przekazałem, że z mojej wiedzy wynika, że jednoznacznie mogę wskazać sprawcę porawania, a tajemnicę na pewno zna matka.

Porozmawiałem około 15 minut z policjantem. Przekazał, że informacje te zostaną przekazane specgupie w Komendzie Wojewódzkiej. Ja zaproponowałem, że jeśli oni mają chęć uczestnictwa bezpośredniego przy rodzinie W., mogą dać swojego agenta, który będzie w barwach Rutkowski, a będzie informował swoich przełożonych, tak jak już robiliśmy wcześniej.

11:23

Rutkowski zakończył swoją swobodną wypowiedź. Sąd rozpoczyna odczytywanie wcześniejszych zeznań świadka, składanych w podczas postępowania przygotowawczego.

11:22

- Dodaję, że nie dysponuję żadnymi materiałami audio, czy też wideo, z tego lokalu (łódzkiego mieszkania, w którym mieszkali W. - red.). (...) Ja osobiście nie montowałem żadnych urządzeń w tym mieszkaniu - oświadczył Rutkowski.

11:19

Rutkowski wspomina o tym, jak napięta była sytuacja, kiedy małżeństwo W. mieszkało w udostępnionym przez niego Barłomiejowi i Katarzynie mieszkaniu w Łodzi. - Obawialiśmy się w pewnym momencie, że może dojść do próby linczu - przyznaje świadek. Wtedy Rutkowski miał zaproponować jej kolejny raz poddanie się badaniu wariografem. - Znów odmówiła, a następnego dnia rano, bez wiedzy męża, uciekła na Śląsk - dodaje świadek.

11:12

Rutkowski mówi przed sądem, że swoją rozmowę z Katarzyną W., podczas której ta przyznała mu się do upuszczenia córki, "starał się prowadzić bardzo ciepło". - Powiedziała, że dziecko jej wypadło i uderzyło główką o podłogę, czy też o próg. (…) Zapytałem, gdzie są zwłoki. Odpowiedziała, że ukryła je bodajże nad wodą, za przejściem do sądu. Ulicy w tej chwili nie pamiętam. Pojechaliśmy na miejsce - relacjonuje Rutkowski.

Wtedy, w jego ocenie, W. "zaczęła zachowywać się bardzo dziwnie i nie chciała wskazać miejsca, gdzie dziecko miało być przez nią ukryte". - Obok drzewa leżało takie zawiniątko. (…) Powiadomiliśmy policję i wskazaliśmy właśnie to zawiniątko. Nie chcieliśmy go otwierać, żeby ktoś później nie zarzucił nam zacierania śladów. Okazało się później, że dziecko było w innym miejscu - kontynuuje świadek.

- Dla mnie Katarzyna W. jest osobą, która patologicznie kłamie - dodaje na koniec tego wątku.

- Dobrze, ale to są jednak oceny świadka. Przejdźmy do faktów, na których to podstawie sami wyrobimy sobie swoje oceny - zwraca świadkowi uwagę sąd.

11:07

Krzysztof Rutkowski: (…) podczas, której relacjonowała mi to, co się stało, po czym wyszła do innego pokoju w tym mieszkaniu. Ten pokój, do którego wyszła był naszą bazą - poprosiliśmy o ten pokój do naszej dyspozycji. Po krótkiej rozmowie Katarzyna W. wyszła do kuchni. Praktycznie po tej rozmowie zaproponowałem jeszcze, że zwyczajowo przez nasze biuro przyjęte jest, że w przypadkach porwań, nasz pracownik jest non-stop z rodziną osoby porwanej i koordynuje kontakt z porywaczami lub porywaczem.

Zaproponowałem Katarzynie W. i Bartłomiejowi W. obecność naszego agenta, na co Katarzyna W. nie wyraziła zgody. Było to dla mnie zastanawiające, dlaczego. Jak również zastanawiające było to, że moja obecność dla Katarzyny W. – matki porwanego dziecka - jest podejściem do mnie z dużym dystansem. Nie chciałem być niegrzeczny i wejść w styl prowadzenia rozmów z osobami podejrzanymi o popełnienie przestępstw kryminalnych i formy tzw. bardziej agresywnej rozmowy, którą mogłem wtedy już przeprowadzić.

Widząc współczucie ze strony rodziny w stosunku do Katarzyny W. było zbyt wcześnie, żeby moje wątpliwości, które miałem już na wstępie, przedstawiać werbalnie, ponieważ mogłoby dojść do sytuacji podziękowania mi na wstępie za chęć pomocy. Rodzina mogłaby być oburzona moim zachowaniem, z którego jednoznacznie wynikałoby podejrzenie o posiadaną wiedzę lub też podejrzenia o udział bezpośredni Katarzyny W. w zaginięciu własnego dziecka. Dlatego też wstrzymałem swoje emocje i zachowanie w stosunku do Katarzyny W., które w sposób sugestywny dawałyby kierunek, że ona ma wiedzę na temat zaginięcia własnego dziecka.

Po tej rozmowie udzieliłem wywiadu dla gazety.pl, gdzie na pytanie dziennikarza o tzw. motywy porwania dziecka, przekazałem cztery te oficjalne i piąty, o którym nie chciałem mówić, a jednocześnie wskazywało na podejrzenie Katarzyny W.. Następnego dnia wyjechałem z moją narzeczoną (…) do Sosnowca. Zebrała się również ekipa moich pracowników, którzy też wyjechali tego dnia do Sosnocwa. W grupie tej był Radosław Dz. i inne osoby, które dziś będą przed sądem zeznawać. Katarzyna W. w pierwszym podejrzeniu wskazała sąsiadów - młodych ludzi, którzy według niej mogą być winni, mogli porwać dziecko, bo chcieli mieć małe dziecko; jak mówiła z zazdrością patrzyli na Madzię, a nie mieli dzieci i pewnie to oni ukradli sześciomiesięczne dziecko.

11:06

Rutkowski o swojej rozmowie z Katarzyną W. podczas, której przyznała mu się do upuszczenia dziecka przyznaje, że specjalnie przed drzwiami pokoju ustawił dwoje ludzi, którzy mieli posłużyć do jego "prowokacji". Przed rozmową z Katarzyną W. powiedział jej, że są to świadkowie, którzy widzieli, że nie było porwania i że to sama oskarżona położyła się na chodniku dwukrotnie uderzając głową o podłoże. - Katarzyna W. powiedziała wtedy zdanie, które było bardzo istotne dla prowadzenia dalszej rozmowy z nią. Ze swoim typowym zachowaniem złości stwierdziła: "Niech oni trzymają się swojej wersji, a ja będę się trzymała swojej wersji". Proszę sądu, to stwierdzenie upewniło mnie w tym, co powiedziała dalej. Chodziło o to, by w jakiś sposób przełamać ją w tym niekończącym się kłamstwie – zeznaje świadek.

Rutkowski mówi też o reakcji matki Bartłomieja W. - Matka Bartka powiedziała wtedy: "Kasia, przyznaj się". Beata (matka Barłomieja – red.) liczyła się z tym, że W. ukryła dziecko, albo komuś oddała, może sprzedała ze złości na Bartka, który bardzo kochał swoje dziecko.

10:53

Sędzia: Pan także ma prawo odwołać się od każdej mojej decyzji. Przejdżmy już do merytorycznej kwestii: przesłuchania pierwszego dziś świadka - Krzysztofa Rutkowskiego. Krzysztof Rutkowski wchodzi na salę rozpraw. Sędzia: Świadek Krzysztof Rutkowski, lat 53, właściciel biura detektywistycznego. Mieszka w Łodzi, niekarany za składanie fałszywych zeznań. Wie pan, w jakiej sprawie jest pan świadkiem? Krzysztof Rutkowski: Tak. W ubiegłym roku, pod koniec stycznia, będąc w Krakowie, działając w terenie, dostałem telefon od pełnomocnika rodziny W., Jacka Chomicza, który poinformował mnie o tym, że doszło do porwania dziecka w Sosnowcu i czy jestem w stanie pomóc rodzinie pokrzywdzonych w tym porwaniu. Odpowiedziałem, że tak, ale proszę ojca lub matkę o kontakt telefoniczny, ponieważ są informacje, o których on jako pełnomocnik nie wie i nie będzie w stanie odpowiadać na pytania. Oczekiwałem na kontakt telefoniczny ze strony ojca dziecka, którego dzień wcześniej widziałem w wieczornych wiadomościach w TVN24, jak wypowiadał się o porwanym dziecku. Ten telefon nie był bezpośrednio po mojej rozmowie z panem Chomiczem. To był długi czas oczekiwania. Nie pamiętam już, czy ja skontaktowałem się z Chomiczem, czy on ze mną i zapytałem, czy ojciec będzie dzwonił czy nie, bo my już jesteśmy, jedziemy do Katowic i jeżeli rodzina nie jest zainteresowana naszym udziałem w tej sprawie, ja z moimi ludźmi udaję się do Łodzi. Padło również pytanie, ile kosztuje takie zlecenie. Chomicz mówił mi, że nie jest to zbyt bogata rodzina. W związku z tym, że sprawa dotyczyła dziecka i jest pilna (…) przyjmiemy zlecenie, przyjmiemy bezpłatnie. I tak jak w innych przypadkach kryminalnych, jeżeli ludzie nie mają pieniędzy i sprawa jest wymagająca szybkiej reakcji ze strony mojego biura nie mówimy wtedy o pieniądzach. Po paru minutach skontaktował się ze mną Bartłomiej W., który ze mną rozmawiał, podał adres, upewnił się, czy faktycznie to zlecenie będzie wykonywane w gratisie. Ja mu odpowiedziałem, że tak i zaprosił nas do siebie do domu. W godzinach wieczornych, mogło być ok. 21, na pewno było ciemno, przyjechaliśmy z moim pracownikiem – Radosławem Dz., przyjęliśmy zlecenie. Pełnomocnictwo najprawdopodobniej przyjął Radosław Dz.. Pamiętam, że osobą zlecającą była Katarzyna W.. Nie przypominam sobie, czy Bartek też podpisywał pełomocnotwo, ale te dokumenty są w aktach sprawy. Najbardziej aktywni w przekazaniu informacji, największe zainteresowanie przejawiali – w mojej ocenie - rodzice Bartka - Beata i Sławek. Zainteresowane były też dzieci Beaty, córki. Natomiast, jeśli chodzi o Katarzynę W. jej stosunek do mnie był niezrozumiały. Z doświadczenia z kontaktów z kobietami, matkami porwanych dzieci, czy to dla okupu, czy też w innych okolicznościach, matki reagują bardzo emocjonalnie, one starają się prosić mnie, abym pozostał na miejscu. Ta sytuacja była dla mnie „przejazdowa”, przypadkowa, że akurat w Sosnowcu, gdzie nie byłem przygotowany na wyjazd, nie miałem ze sobą rzeczy, więc powiedziałem, że przyjedziemy następnego dnia. Kontakt Katarzyny W. ze mną był bardzo minimalny. To była około piętnastominutowa rozmowa, którą zrelacjonowała… Sędzia:: Czy może mi pan powiedzieć, co to za urządzenie leży na pulpicie? Krzysztof Rutkowski: To jest moja legitymacja i okulary bez kamery…

10:52

- Nie traktowałem tej sprawy jako igrzyska i wyścig, kto pierwszy zatrzyma sprawcę. Traktowałem ją jak wiele innych spraw, które prowadzę, pomagając organom ścigania. Nie zależało mi na tym, by być pierwszym, który doprowadzi do ujęcia domniemanego czy też faktycznego sprawcy tego "porwania" - zeznaje Rutkowski. - Może ograniczmy się do faktów związanych z samą sprawą - zwraca się do świadka sędzia Chmielnicki. - Dobrze, będziemy szli w tym kierunku - odpowiada Rutkowski.

10:51

Swobodna wypowiedź Krzysztofa Rutkowskiego trwa już około 30 minut.

10:50

Krzysztof Rutkowski mówi o reakcjach oskarżonej po wywiadzie, którego udzieliła TVN24. Było to jeszcze na etapie, kiedy Katarzyna W. utrzymywała, że jej dziecko zostało porwane. - Po zakończeniu rozmowy z dziennikarzem podeszła do mnie i ze złością powiedziała: "Macie ten swój wywiad". Dla mnie takie zachowanie było sygnałem, że coś się dzieje nie tak. To nie ona robi łaskę, że apeluje by porywacze oddali dziecko, tylko co najwyżej telewizja. A telewizja chciała pomóc - zeznaje Rutkowski.

10:31

Sędzia Adam Chmielnicki już kilka razy zwracał świadkowi uwagę na to, by mówił wolniej. W pewnym momencie zapytał Rutkowskiego o to, "jakiego rodzaju urządzenie znajduje się przed nim?". Świadek odpowiedział, że to jego legitymacja. - Myślę, że tu pani sędzia w okularach tym się tak podnieciła. Ale to tylko legitymacja - zwrócił się Rutkowski do jednej z ławniczek. Przewodniczący składu sędziowskiego poprosił Rutkowskiego, by się uspokoił. - Nie śmiałbym wnosić jakiegokolwiek urządzenia rejestrującego - zaznaczył świadek. Sędzia: - I tylko o to chodziło.

10:31
Hummer Rutkowskiego
Andrzej Grygiel | PAP
10:30

Obrońca: Dziękuję. Postaram się przeprowadzać takie konsultacje, aby nie wprowadzały bałaganu w procesie.Sędzia: Odnotujmy, że sąd zapoznał się szczegółowo z wnioskiem obrońcy. Druga ławka pozostała pusta i niedostępna dla publiczności. Została ona zabezpieczona. Przewodniczący notyfikował obrońcy i oskarżonej, że ewentualny wniosek o przerwę w rozprawie zostanie uwzględniony, o ile taka potrzeba zaistnieje. Taka możliwość może zaistnieć w pomieszczeniu dla doprowadzanych z uwzględnieniem zachowania szczególnych okoliczności bezpieczeństwa. Natomiast (sąd) nie uwzględnił wniosku w tym zakresie, gdzie miałoby to determinować przemieszczanie się oskarżonej na sali rozpraw. W tym kontekście słuszne jest stanowisko obrony, że oskarżony tymczasowo aresztowany posiada prawo do kontaktowania się z obrońcą nie w obecności osób trzecich.Być może na gruncie tej konkretnej sprawy ocena zagrożenia dla bezpieczeństwa rozprawy rzeczywiście jest niewielka. Tym niemniej przewodniczący nie chce ingerować w uregulowany przepisami sposób realizacji konwoju na salę rozpraw, albowiem dowódca konwoju ma prawo do integralnej oceny w tym zakresie. Możliwość zarządzenia przerwy w rozprawie, a także zakaz zajmowania przez publiczność miejsca w pobliżu ławy oskarżonej będzie w wystarczającym stopniu gwarancją prawa do obrony oskarżonej i zachowania tajemnicy kontaktu pomiędzy nią a jej obrońcą w trakcie ustalania linii obrony.

10:23

- Najbardziej aktywna w przekazywaniu informacji, największe zainteresowanie sprawą (na etapie, gdy oskarżona utrzymała, że dziecko zostało porwane - red.) przejawiali w mojej ocenie rodzice Bartłomieja W. (...) Mój kontakt z oskarżoną był minimalny, ograniczony do jednej piętnastominutowej rozmowy - zeznaje Krzysztof R.

10:23
10:19

Sędzia: Prawo do obrony wyrażone przez prawo swobodnego kontaktu z obrońcą to jest jedna sfera interesów. Z drugiej strony na mnie ciąży obowiązek zachowania bezpieczeństwa, porządku na sali rozpraw. Obrońca: Odnośnie przepisów dotyczących obrony tajemnicy obrończej (…) jest jedyny wyjątek, który pozwala zastrzec procesową intymność obrońcy z oskarżoną... Sędzia: Tak, to jest dalszy ciąg przepisów. To regulacja ustawowa. Kodeks jednoznacznie nie określa, jakie ma być położenie oskarżonej względem swojego obrońcy. Mamy zapis, że policjanci zajmują miejsce przy wejściu i wyjściu z ławy oskarżonej. Mamy tu dwa interesy: potrzebę zabezpieczenia porządku na sali rozpraw i potrzebę oraz konieczność dotrzymania tajemnicy obrony. Jeśli chodzi o aspekt formalny w tym zakresie sprawa została uregulowana poprzez wyłączenie z siedzenia publiczności na drugiej ławce, będącej przedłużeniem ławy oskarżonej. Nie dlatego rozpatrujemy sprawę pani W. w takiej specjalnej sali, nie ze względu na niebezpieczeństwo ze strony oskarżonej, ale ze względu na specjalne warunki, duże zainteresowanie ze strony mediów. Moje przychylenie się do prośby mecenasa byłoby precedensem, który mógłby być wykorzystywany przez innych oskarżonych. Mogłoby to wprowadzić załamanie bezpieczeństwa na sali rozpraw. Ten precedens mógłby być wykorzystywany potem i trudno byłoby się oprzeć słuszności tezy takich oskarżonych. Dlatego (…) zostaniemy w takim układzie, jaki jest. Ta część sali będzie wyłączona z obecności publiczności. Proponowałbym takie rozwiązanie - zostańmy w takiej konfiguracji jak jest, ale jakby pan mecenas chciał skonsultować się ze swoją klientką, to my zrobimy przerwę w rozprawie. Mamy specjalne pomieszczenie przeznaczone dla oskarżonych. Zdaję sobie sprawę, że w momencie, gdy dochodzi do momentu zadawania pytań, jest potrzeba konsultacji na linii oskarżona-obrońca. Taki wniosek uwzględnimy, jeśli mecenas go wniesie. Wiem, że kodeks nie pozwala na widzenia z oskarżoną podczas rozprawy, ale nie na linii oskarżona-obrońca, tu widzę taką możliwość.

10:18

Podczas drugiej rozprawy dwa tygodnie temu do dziennikarzy śledzących proces dołączyła Maria Ejchart z Fundacji Helsińskiej. Dziś także jest na sali. Zdaniem Pani Marii Ejchart proces jest prowadzony wręcz modelowo. - Nie mam absolutnie żadnych zastrzeżeń do pracy sądu - powiedziała.

10:17

Zeznania właściciela biura detektywistycznego oskarżona notuje skrupulatnie, nie odrywa długopisu od kartki, kreśli i nanosi poprawki.

10:10

Katarzyna W., podobnie jak dwa tygodnie temu, ma za sobą notatnik i długopis. Oskarżona sprawia wrażenie nieco bardziej rozluźnionej niż na poprzednich rozprawach.

10:00

Początek rozprawy. Wpłynął wniosek formalny mecenasa (Katarzyny W.), by oskarżona usiadła w jednej ławie z mecenasem, bo „taki układ utrudnia obronę, w takich warunkach nie można dochować tajemnicy korespondencji” między nim a oskarżoną. (…) Sędzia: Gdyby mógł pan sprecyzować, jak się miało okazać, że treść rozmów między panem a Katarzyną W. miała być ujawniona. Obrońca: Czytałem w gazetach, na portalach. Dziennikarze z prędkością światła przekazują treść rozprawy na zewnątrz. Jedna z naszych rozmów została upubliczniona. Można domniemywać, że inne informacje też mogą wycieknąć. Chodzi o zachowanie higieny procesu, pewnych zasad właściwej obrony. Sędzia: To jest kwestia z zakresu techniki procedowania. Jeżeli pan prokurator chciałby się wypowiedzieć, to proszę. Prokurator: To są odrębne przepisy, którą wiążą oskarżoną z obrońcą (…). Sędzia: Ja szczegółowo przeanalizowałem tę kwestię. To jest regulowane postanowieniem komendanta głównego policji. W tym zarządzeniu jest, że policjanci powinni tak zabezpieczyć oskarżonego, żeby pomóc mu zachować dobre miejsce. Podobnie mówi rozporządzenie o konwojach chroniących oskarżonego. To wszystko jest dopuszczalne w ramach obowiązujących przepisów. Sędzia poprosił Krzysztofa Rutkowskiego o poczekanie na zewnątrz. Prokurator: Może warto spytać dowódcę konwoju o stanowisko w tej sprawie. Sędzia: Chciałbym zerknąć do przepisów kodeksu karnego, jak określają tę kwestię - między interesami oskarżonej i linii obrony a bezpieczeństwem procesu.

09:59

Sąd zgodził się jednak na to, by obrońca - jeśli uzna, że jest taka konieczność - mógł konsultować się ze swoją klientką poza salą rozpraw, jeśli wcześniej złoży taki wniosek. - Wtedy ma taki wniosek uwzględnimy - mówi sędzia.

09:58

Wniosek obrońcy odrzucono. - Obawiam się, że rozpatrując pozytywnie wniosek pana mecenasa doprowadziłbym do precedensu, który byłby później wykorzystywany przez innych oskarżonych. (...) Dlatego myślę, że - rozumiejąc wprawdzie argumenty pana mecenasa - zostaniemy w takim układzie jak jest - wyjaśnił sąd.

09:55

Katarzyna W., podobnie jak w czasie poprzednich rozpraw, jest skupiona. Siedzi z założonymi jedna na drugą nogami i przysłuchuje się z uwagą wymianie zdań między przewodniczącym składu sędziowskiego, a jej obrońcą. W pewnym momencie po raz pierwszy tego dnia prosi mecenasa o konsultację. Szepcze mu jedno zdanie na ucho i uśmiecha się.

09:50

Sąd, zastanawiając się nad tym, co zrobić z wnioskiem obrońcy oskarżonej, poprosił świadka Krzysztofa Rutkowskiego o wyjście z sali.

09:46

Obrońca poprosił, by oskarżona siedziała z nim w jednej ławie. Jak tłumaczy we wniosku, chodzi o to, by obrona klientki była łatwiejsza, a jego rozmowy z klientką nie mogły być śledzone przez dziennikarzy.

09:44

Rozprawa rozpoczęła się. Na początek sąd rozpatruje wniosek formalny obrońcy oskarżonej.

09:42

Katarzyna W. dzisiaj nie ma kajdanek. Ubrana jest podobnie jak podczas ostatniej rozprawy - w czarne spodnie, czarną marynarkę i białą koszulę. Ma upięte włosy.

09:40

W sądzie stawił się Krzysztof Rutkowski, który będzie zeznawał jako pierwszy. Na ławie oskarżonych jest już Katarzyna W.

09:39

Proces zaraz się rozpocznie. Dziennikarze weszli już na salę. Nie ma jednak na niej jeszcze składu sędziowskiego

09:34
Reporter TVN24 o tym co nas czeka kolejnego dnia procesu Katarzyny W.
tvn24
09:23

Dziś poza Krzysztofem Rutkowskim zeznawać będą jego współpracownicy: Maciej L., Radosław Dz., Sławomir Ś. oraz Marcin K.

09:18
Trzeci dzień procesu Katarzyny W.
tvn24
09:14

- Spodziewam się, że dzisiejsza rozprawa przebiegnie szybko i sprawnie. Świadkowie, którzy będą dzisiaj zeznawać nie są najważniejszymi w tej sprawie świadkami. Nie będę wnioskował o wyłączenie jawności składanych przez nich zeznań, w tym pana Krzysztofa Rutkowskiego - powiedział przed rozprawą obrońca Katarzyny W. mec. Arkadiusz Ludwiczek.

09:11
Wokanda dzisiejszej rozprawy
tvn24.pl
09:04

Dziś sąd zamierza przesłuchać łącznie pięć osób.

08:52

Przed drzwiami sali rozpraw pojawiają się pierwsi dziennikarze. W budynku sądu jest już natomiast skład sędziowski. Drzwi od sali, w której sądzona będzie Katarzyna W. są zamknięte.

08:47

Nie muszę się przygotowywać, pamiętam co robiliśmy - mówi Krzysztof Rutkowski. I dodaje: - Na bazie tych informacji, które posiadam, Katarzyna W. będzie skazana.

Rutkowski: Katarzyna. W będzie skazana
tvn24
08:45
Rutkowski: Nie czuję żadnej złości
tvn24

Proces Katarzyny W. rozpoczął się miesiąc temu. 23-letnia kobieta oświadczyła wtedy, że nie przyznaje się do winy i odmówiła złożenia wyjaśnień. Sprawa Katarzyny W. zaczęła się 24 stycznia 2012 r., gdy policja przekazała mediom informację o zaginięciu półrocznej dziewczynki z Sosnowca. Według relacji matki dziecko miało zostać porwane z wózka w centrum miasta. Ostatecznie na początku lutego ciało dziecka znaleziono w zrujnowanym budynku w parku przy torach kolejowych w Sosnowcu.

Kobieta nie przyznaje się do winy

To właśnie Krzysztofowi Rutkowskiemu, właścicielowi agencji detektywistycznej, który zaangażował się w poszukiwania małej Magdy Katarzyna W. wyznała, że dziecko nie zostało uprowadzone.

Zdaniem prokuratury Katarzyna W. udusiła swoją córkę, a plan zabójstwa przygotowywała, co najmniej, od 19 stycznia, wcześniej próbując zatruć córkę tlenkiem węgla. 24 stycznia miała cisnąć dzieckiem o podłogę, a kiedy okazało się, że mimo to niemowlę przeżyło, dusić je przez kilka minut. Sama oskarżona twierdzi, że Magda zmarła na skutek wypadku. Według oskarżonej, dziecko wypadło jej z rąk na podłogę, gdzie zmarło po kilku nieudanych próbach nabrania powietrza.

Autor: nsz/ ola / Źródło: tvn24.pl, PAP

Raporty: