Zainscenizują rzeź wołyńską. "Najciężej będzie zgrać światło i dźwięk z grą aktorów"

TVN24

Aktualizacja:
tvn24Inscenizacja rzezi wołyńskiej już wieczorem

Dzisiaj wieczorem w podkarpackim Radymnie odbędzie się inscenizacja rzezi wołyńskiej. Organizatorzy chcą pokazać życie codzienne ówczesnych mieszkańców Wołynia na chwilę przed wkroczeniem oddziałów UPA. Na Podkarpaciu stanęła prowizoryczna wioska, która w trakcie widowiska zostanie spalona. Inscenizacja pt. "Wołyń 1943" poróżniła organizatorów, niektórych mieszkańców i wielu historyków.

Jak poinformowali organizatorzy, rekonstrukcja ma się odbyć w ramach obchodów 70. rocznicy ludobójstwa na Kresach Wschodnich "dokonanego przez OUN-UPA na ludności polskiej, czeskiej, ormiańskiej, rosyjskiej, żydowskiej i ukraińskiej". Jej głównym elementem ma być widowisko audiowizualne z muzyką Krzesimira Dębskiego.

- Jest to niezmiernie trudne organizacyjnie widowisko. Najcięższym elementem będzie zgranie światła i dźwięku razem z grą aktorów - powiedział Mirosław Majkowski, organizator inscenizacji.

Jak wyjaśnił odpowiedzialny za widowisko Tomasz Strzelec, przygotowanie rekwizytów zajęło kilka miesięcy. - Wszystko jest oparte na wcześniejszej analizie zdjęć, relacji świadków, jak wyglądały ogródki, jak wyglądał sprzęt codziennego użytku - powiedział.

Kontrowersje

O odwołanie rekonstrukcji zaapelował do władz Radymna i Podkarpacia w imieniu Związku Ukraińców w Polsce jego prezes Piotr Tyma. W oświadczeniu przesłanym napisał m.in.: "Jest to bowiem bulwersujące rozbudzanie negatywnych emocji w społeczeństwie polskim oraz nadużywanie tragedii Polaków i Ukraińców, a także przedstawicieli innych narodów, która miała miejsce w okresie II wojny światowej na Wołyniu".

Szczególny protest środowiska Ukraińców budzi miejsce planowanej inscenizacji, "na ziemiach, gdzie w okresie 1944-1947 dochodziło do masowych zbrodni na obywatelach Polski narodowości ukraińskiej". Przypomniał, że w pobliskiej wsi Małkowice w kwietniu 1945 roku oddział Romana Kisiela ps. Sęp zamordował 116 ukraińskich mieszkańców wsi; w pobliżu Radymna są też inne wsie, m.in. Kopytniki, Piskorowice, Skopów, gdzie doszło do masowych zabójstw Ukraińców.

O niestosowności miejsca rekonstrukcji, a także jej formy, mówił też historyk Uniwersytetu Rzeszowskiego dr hab. Jan Pisuliński. - Mam wrażenie, że trochę się trywializuje przeszłość, zwłaszcza takie tragedie - powiedział, dodając, że nie wyobraża sobie, iż rekonstrukcja odbędzie się w obecności widzów jedzących chipsy czy paluszki.

Zastrzegł jednocześnie, że samo popularyzowanie historii, przypominanie wydarzeń jest zjawiskiem pozytywnym, jednak temat zbrodni nie nadaje się do rekonstrukcji historycznej. Jego zdaniem stosowniejszy byłby np. apel poległych, pokaz filmu dokumentalnego czy spotkanie z historykami.

Rekonstrukcji historycznej jako formy przypomnienia historii i uczczenia ofiar zbrodni na Wołyniu bronił z kolei socjolog z Uniwersytetu Rzeszowskiego, dr Krzysztof Malicki. Podkreślał, że w świadomości Polaków, w kanonie pamięci narodowej istnieje Katyń, Auschwitz, powstanie warszawskie, a Wołyń praktycznie nie istnieje. Jego zdaniem taka forma przypomnienia o tamtych wydarzeniach skuteczniej przyczyni się do zaistnienia ich w pamięci narodu i do tego, że społeczeństwo zainteresuje się bardziej zbrodnią na Wołyniu, niż poprzez książki czy opracowania historyków, które "trafiają na półkę", i czyta je wąskie grono osób.

Nie będzie drastycznych scen

Prezes Przemyskiego Stowarzyszenia Rekonstrukcji Historycznej "X D.O.K.", które przygotowało inscenizację Mirosław Majkowski zapewnił, że drastycznych scen w widowisku nie będzie. Ma ono poruszyć wyobraźnię, skłonić do refleksji. - Taka forma jest bardziej sugestywna niż prelekcje, spotkania, bo działa na wyobraźnię i będzie przestrogą na przyszłość, ostrzeżeniem przed szowinizmem - twierdzi Majkowski.

Zaskoczony i zdumiony "burzą medialną" wokół rekonstrukcji jest burmistrz Radymna Wiesław Pirożek. Według niego szum wokół rekonstrukcji pojawił się po burzliwej dyskusji w Sejmie poprzedzającej przyjęcie uchwały ws. zbrodni wołyńskiej.

- Oczy szeroko otwieram, nigdy bym się nie spodziewał takiego szumu. Uważam, że robimy dobrą rzecz - powiedział Pirożek. Zapewnił również, że rekonstrukcja nie będzie mieć charakteru pikniku rodzinnego, czy zabawy, ale będzie godnym i poważnym uczczeniem ofiar.

Zbrodnia wołyńska

W 2013 r. mija 70. rocznica masowych zbrodni UPA popełnionych na polskiej ludności cywilnej na Wołyniu i w Galicji Wschodniej. Kulminacja zbrodni nastąpiła 11 lipca 1943 r., gdy oddziały UPA zaatakowały ok. 100 polskich miejscowości. W wyniku mordów UPA zginęło ok. 100 tys. Polaków: mężczyzn, kobiet, starców i dzieci. Na Ukrainie zachodniej żołnierze UPA traktowani są do dziś jako bohaterowie, którzy w latach II wojny światowej walczyli przeciwko Niemcom i ZSRR o zdobycie niepodległości. Antypolski wątek działalności tej formacji nie jest znany szerokiemu ogółowi Ukraińców.

Autor: pk/mtom / Źródło: TVN24, PAP

Raporty: