Polska

Wyszedł z więzienia i ponownie zaatakował. "Przejechał mi nożem po twarzy"

Polska

Relacja z zatrzymania mężczyzny z marca 2014
tvn24Kobieta została zaatakowana przez Ludwika S.

- Zaatakował bez powodu. Przejechał mi nożem po twarzy - opowiada 27-letnia Malwina z Chełmna, która została raniona przez Ludwika S. - przestępcę skazanego w latach 80. za zabójstwo kobiety. Podobnie jak Mariuszowi T. - zamieniono mu karę śmierci na 25 lat więzienia. S. był jednym z więźniów, którego miała objąć ustawa o izolowaniu groźnych przestępców, ale weszła w życie zbyt późno. O sprawie informowaliśmy w środę.

Kobieta, zaatakowana przez Ludwika S. do końca życia będzie miała bliznę. Mężczyzna rozciął jej twarz od policzka aż za ucho, a następnie ranił jej brata. 27-latka mówi, że jest załamana.

Do ataku doszło późnym wieczorem 27 listopada 2013 r. Kobieta wybrała się razem z bratem i jego znajomym Ludwikiem S. do lokalu w centrum Chełmna. Po wyjściu Ludwik S. niespodziewanie zaatakował 27-latkę. - Przejechał mi nożem po twarzy, zrobił ranę. Pamiętam, że wtedy kucnęłam, krzyczałam i podbiegł mój brat, bo w górze był ciągle nóż nade mną - opowiada Malwina.

Ponowny proces

S. próbował jeszcze uderzyć ją nożem w głowę, ale powstrzymał go brat kobiety, który sam został następnie uderzony nożem w twarz. Ranne rodzeństwo trafiło do szpitala, a Ludwik S. udał się na dworzec autobusowy. Policjanci zatrzymali go następnego dnia rano. Miał przy sobie nóż.

Ludwik S. będzie odpowiadał za spowodowanie obrażeń ciała. Za ten czyn grozi kara pozbawienia wolności do lat 5. Jest jednak możliwość wydłużenia tej kary, bo Ludwik S. "działał w ramach występku chuligańskiego" i w "warunkach multirecydywy".

Znali się z zakładu

Brat poszkodowanej Malwiny i Ludwik S. poznali się w zakładzie karnym w Sztumie. S. zakończył odbywanie tam kary 18 sierpnia 2013 roku i przyjechał do Chełmna. W połowie listopada 2013 r. zakład opuścił poszkodowany później mężczyzna. Rodzeństwo utrzymywało kontakt z Ludwikiem S.

25 lat zamiast kary śmierci

Ludwik S. w 1985 roku zabił kobietę, uderzając ją kilkakrotnie w głowę, a potem zadał jej ciosy sztachetą. Usłyszał wyrok śmierci, zamieniony później na 25 lat więzienia. W trakcie odsiadki dotkliwie pobił innego więźnia, za co został dodatkowo skazany na trzy lata więzienia. To nie wszystko. W 1989 r. próbował wywołać bunt w więzieniu we Wronkach. Po latach wychowawcy zauważyli poprawę jego zachowania, głównie dzięki temu, że dostał zgodę na pracę.

Kara za zabójstwo, jakiego Ludwik S. dopuścił się w 1985 roku, nie była jego pierwszą. Już wcześniej siedział w więzieniu, m.in. za rozboje.

Nie zdążyli z ustawą

Zanim S. opuścił zakład karny w Sztumie, znalazł się, podobnie jak Mariusz T. - pedofil skazany za zabicie czterech chłopców - na liście 18 więźniów, którzy mogliby zostać objęci procedurą z ustawy o "zaburzonych" opracowaną w lipcu 2013 r. przez Służbę Więzienną. Na jej mocy niebezpieczni więźniowie mogą być izolowani i umieszczani w specjalnym zakładzie w Gostyninie. Dokument trafił pod obrady Sejmu 17 lipca, tuż przed wakacyjną przerwą w pracach parlamentu.

Dyrekcja zakładu karnego w Sztumie nie zdążyła zdecydować czy wobec Ludwika S. wystosować wniosek do sądu o zastosowanie wobec niego zamkniętego leczenia lub leczenia wraz z dozorem policyjnym. Ludwik S. wyszedł bowiem na wolność w drugiej połowie sierpnia 2013. Ustawa o postępowaniu wobec osób, które przez swoje zaburzenia psychiczne mogą zagrażać życiu i zdrowiu innych osób, weszła w życie dopiero 7 stycznia 2014 roku

Autor: db/jk / Źródło: tvn24

Źródło zdjęcia głównego: tvn24

Raporty:
Pozostałe wiadomości