Wyrok Trybunału Konstytucyjnego w sprawie kontrasygnaty premiera. Waldemar Żurek komentuje

Siedziba Trybunału Konstytucyjnego
Wiącek: Sejm to jedyny organ, który decyduje o składzie Trybunału Konstytucyjnego
Źródło wideo: TVN24+
Źródło zdj. gł.: PAP/Marcin Obara
Dodaj do preferowanych źródeł w Google
Trybunał Konstytucyjny orzekł w sprawie kontrasygnaty premiera dla skuteczności decyzji prezydenta o mianowaniu asesorów sądowych, a także obsady niektórych stanowisk w Sądzie Najwyższym. - Nie ma prawidłowego składu, więc nie może być też legalnego wyroku - skomentował minister sprawiedliwości Waldemar Żurek.

"W ocenie Trybunału stwierdzenie niezgodności z konstytucją zaskarżonych norm oznacza, że wykonywanie przez Prezydenta RP objętych nimi kompetencji nie jest uzależnione od decyzji Prezesa Rady Ministrów w przedmiocie kontrasygnaty. Wyrok wywołuje skutki na przyszłość i nie podważa skuteczności prawnej czynności dokonanych na podstawie zaskarżonych norm przed dniem jego ogłoszenia" - podano w czwartkowym komunikacie TK, informującym o zapadłym orzeczeniu.

Wyrok Trybunału Konstytucyjnego

Wyrok TK zapadł w czwartek po rozpatrzeniu złożonego w styczniu tego roku wniosku przez ówczesną pierwszą prezes Sądu Najwyższego Małgorzatę Manowską. Uzasadniała ona wtedy, że władza wykonawcza nie powinna blokować funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości ani prerogatyw prezydenta.

Sprawą zajmował się skład pięciu sędziów TK pod przewodnictwem wiceprezesa TK Bartłomieja Sochańskiego. W składzie byli też sprawozdawca - sędzia TK Wojciech Sych oraz prezes TK Bogdan Święczkowski, sędzia Stanisław Piotrowicz i sędzia Andrzej Zielonacki. Ten ostatni zgłosił zdanie odrębne do wyroku.

Jak przekazano w komunikacie TK, kontroli w tej sprawie "nie podlegały zaskarżone przepisy odczytywane literalnie, gdyż żaden z nich nie zawiera wprost wymogu kontrasygnaty". "Przedmiotem kontroli były normy wyinterpretowane z tych przepisów w drodze utrwalonej, powszechnej i stałej praktyki organów władzy publicznej" - poinformowano.

"Zgodnie z tą praktyką akty urzędowe Prezydenta RP obejmujące wyznaczenie przewodniczącego zgromadzenia wyborczego dokonującego wyboru kandydatów na I prezesa SN lub na prezesa SN kierującego pracą danej izby, powierzenie tymczasowego kierowania SN lub jego izbą, wyznaczenie sędziów do orzekania w Izbie Odpowiedzialności Zawodowej oraz mianowanie asesorów sądowych w sądach powszechnych i administracyjnych - traktowane były jako wymagające dla swojej ważności podpisu Prezesa Rady Ministrów" - ocenił TK.

Trybunał przyznał, że konstytucja wprost wymienia te akty urzędowe prezydenta, które nie wymagają kontrasygnaty. Ale - jak zastrzegł - katalog ten "nie może być odczytywany wyłącznie literalnie". "Obok prerogatyw wprost wymienionych w tym przepisie istnieje kategoria czynności pochodnych, funkcjonalnie niezbędnych do wykonania prerogatywy zasadniczej" - czytamy w komunikacie.

Trybunał Konstytucyjny o kontrasygnacie premiera wobec aktów prezydenta

Według Trybunału czynności takie jak na przykład wyznaczenie przewodniczącego zgromadzenia wyborczego w SN, powierzenie tymczasowego kierownictwa SN oraz mianowanie asesorów sądowych "dzielą konstytucyjny status prerogatyw zasadniczych, z którymi są nierozerwalnie związane", czyli na przykład z prerogatywami powoływania I prezesa SN, prezesów SN oraz sędziów w sądach.

Tymczasem - zdaniem TK - przyznanie premierowi, jako organowi odpowiedzialnemu przed Sejmem, instrumentu kontrasygnaty wobec aktów prezydenta kształtujących obsadę i kierownictwo sądów "oznaczałoby przyznanie wpływu rządowi w sferze, z której ustrojodawca ten wpływ celowo i konsekwentnie wyeliminował".

"Uzależnienie skuteczności aktów Prezydenta RP od kontrasygnaty, której udzielenie nie jest ograniczone żadnym terminem ani ustawowymi przesłankami, może w praktyce przekształcić ten mechanizm w środek blokowania obsady i funkcjonowania organów władzy sądowniczej, bez żadnej odpowiedzialności prawnej" - przekazał Trybunał.

Waldemar Żurek o orzeczeniu TK: nie ma prawidłowego składu, nie ma legalnego wyroku

Czwartkowy wyrok TK skomentował minister sprawiedliwości Waldemar Żurek. Jak powiedział, nie używa słowa "wyrok" w stosunku do decyzji Trybunału.

- Wyrok zapadłby wtedy, kiedy byłby legalnie wybrany prezes TK, który by wybierał skład sędziowski w transparentnej procedurze spośród wszystkich sędziów Trybunału. Wiemy, że pan Święczkowski nie dopuszcza wszystkich wybranych sędziów do tego, żeby zasiedli za stołem sędziowskim i dostali konkretną sprawę, więc nie ma prawidłowego składu, więc nie może być też legalnego wyroku - ocenił minister sprawiedliwości.

Jego zdaniem Święczkowski stworzył w TK "wydmuszkę, ale coraz bardziej zostaje sam". - Myślę, że to jest kwestią kilku miesięcy, kiedy zobaczymy normalnie funkcjonujący Trybunał, a takie rzeczy nie będziemy nazywać wyrokami, tylko incydentem osób, które zostały wybrane w wadliwej procedurze - powiedział szef MS.

W przyjętej jeszcze w marcu 2024 roku uchwale Sejm podkreślił, że "uwzględnienie w działalności organu władzy publicznej rozstrzygnięć TK wydanych z naruszeniem prawa może zostać uznane za naruszenie zasady legalizmu przez te organy". Sejm uznał też między innymi, że dwaj obecnie orzekający w TK - Jarosław Wyrembak i Justyn Piskorski - nie są sędziami Trybunału Konstytucyjnego. Od czasu podjęcia tamtej uchwały przez Sejm wyroki TK nie są publikowane w Dzienniku Ustaw.

OGLĄDAJ: Decyzja, która mogłaby "wysadzić wymiar sprawiedliwości"
Ten i inne materiały obejrzysz w subskrypcji
Źródło: PAP
Czytaj także: