Wypadek z udziałem Szydło. TVN24: prokuratorzy znali opinię biegłych o możliwej współwinie kierowców BOR

TVN24 | Polska

Autor:
Marta Gordziewicz,js
Źródło:
TVN24
Sprawa wypadku Szydło wraca na wokandę po ośmiu miesiącach przerwyTVN24
wideo 2/10
TVN24Sprawa wypadku Szydło wraca na wokandę po ośmiu miesiącach przerwy

Prokuratura dysponuje opinią biegłych potwierdzającą, że kierowcy ówczesnego Biura Ochrony Rządu mogli przyczynić się do wypadku w lutym 2017 roku, w którym ucierpiała premier Beata Szydło. Wynika to z pisemnego uzasadnienia wyroku Sądu Rejonowego w Oświęcimiu, do którego to dokumentu dotarła TVN24. Tymczasem w trakcie śledztwa i w czasie procesu prokuratorzy przekonywali, że według biegłych jedynym winnym spowodowania wypadku jest Sebastian Kościelnik - niezależnie od tego, czy rządowe limuzyny miały włączone sygnały dźwiękowe, czy nie.

Wyrok w sprawie wypadku byłej premier Beaty Szydło, do którego doszło trzy lata temu w Oświęcimiu, zapadł 9 lipca bieżącego roku. Oświęcimski sąd uznał winę kierowcy seicento Sebastiana Kościelnika, który uderzył w limuzynę ówczesnej szefowej rządu. Sąd warunkowo umorzył postępowanie na okres próby wynoszący rok.

CZYTAJ: "Apelacja została złożona". Wniosek o zmianę wyroku w sprawie wypadku Szydło >>>

W ustnym uzasadnieniu wyroku sąd zaznaczył, że także kierowca ówczesnego Biura Ochrony Rządu złamał przepisy. Sąd zwrócił uwagę, że trzy rządowe auta nie stanowiły kolumny uprzywilejowanej, gdyż używały tylko sygnalizacji świetlnej, brak było sygnałów dźwiękowych. Tylko połączenie obu sygnalizacji - dźwiękowej i świetlnej - daje status kolumny uprzywilejowanej.

Tym samym kierowca samochodu, w którym jechała ówczesna premier, został obarczony winą za wyprzedzanie na skrzyżowaniu oraz przekroczenie podwójnej ciągłej linii.

"W braku sygnału dźwiękowego w pojeździe zamykającym kolumnę należy upatrywać przyczynienia się do wypadku"

Z pisemnego uzasadnienia wyroku Sądu Rejonowego w Oświęcimiu, do którego to dokumentu dotarła TVN24, wynika, że Prokuratura Okręgowa w Krakowie, prowadząca śledztwo w sprawie wypadku Szydło, znała opinię biegłych potwierdzającą, iż kierowcy ówczesnego BOR przyczynili się do wypadku.

Chodzi o "opinię ustną", która według informacji zawartej w pisemnym uzasadnieniu wyroku pochodzi z 29 stycznia 2018 roku. Powstała zatem niespełna rok po wypadku, czyli w czasie gdy Prokuratura Okręgowa w Krakowie nadal prowadziła śledztwo.

W przywołanym przez sąd fragmencie czytamy: "Istotnym jest, że zgodnie z opinią Instytutu Ekspertyz Sądowych w Krakowie, co Sąd podziela, w braku sygnału dźwiękowego w pojeździe zamykającym kolumnę należy upatrywać przyczynienia się do wypadku, sygnały dźwiękowe pełnią bowiem funkcję ochronną dla sytuacji drogowych, a owo przyczynienie należy rozumieć jako niebagatelne".

OGLĄDAJ TVN24 W INTERNECIE >>>

"Sposób oznakowania i poruszania się pojazdów rządowych, mógł wprowadzić innych uczestników ruchu drogowego w błąd, powodować ich dezorientację, co również wynika z opinii biegłych, a to wszystko przekłada się na błędną ocenę sytuacji drogowej dokonanej przez oskarżonego" - napisano.

Wypadek Beaty SzydłoTVN 24

"W ocenie sądu oskarżony nie był jedynym uczestnikiem ruchu, który naruszył przepisy ruchu drogowego"

To zaskakująca informacja, bo w trakcie śledztwa, ale również w czasie procesu, prokuratorzy z Krakowa przekonywali, iż według biegłych, jedynym winnym spowodowania wypadku jest Sebastian Kościelnik - niezależnie od tego, czy rządowe limuzyny miały włączone sygnały dźwiękowe, czy nie (sąd uznał, że sygnałów dźwiękowych nie było).

Ta wersja prokuratury nie pokrywa się z ustaleniami sądu, który w innym fragmencie pisemnego uzasadnienia wyroku, w którym przywołuje wspomnianą opinię biegłych, opisuje sposób jazdy rządowych limuzyn tuż przed zderzeniem z seicento. "Po stronie kierującego samochodem (…) nie tylko nie nastąpiło zmniejszenie prędkości, ale samochód ten wręcz swoją prędkość zwiększał, co biegli wykazali w opinii. Dlatego w ocenie sądu oskarżony nie był jedynym uczestnikiem ruchu, który naruszył przepisy ruchu drogowego i reguły bezpieczeństwa w ruchu drogowym" - czytamy.

Dalej sąd wskazuje, że "ponownie zacytować należy stanowisko biegłych z IES (Instytutu Ekspertyz Sądowych im. Prof. dra J. Sehna - red.) w Krakowie, którzy nie tylko określili, że prędkość samochodu (…) była prędkością wyższą niż administracyjnie dozwolona (obowiązywało ograniczenie prędkości do 50 km/h), że doszło do przekroczenia linii ciągłej na skrzyżowaniu, ale brak używania sygnałów dźwiękowych, w szczególności przez ostatni z pojazdów rządowych (…) stanowił istotne przyczynienie się do wypadku".

Do wypadku Beaty Szydło doszło w OświęcimiuOświęcim112

Te ustalenia spowodowały, że Sąd Rejonowy w Oświęcimiu już w czasie ustnego uzasadnienia wyroku poinformował, że złożył do prokuratury zawiadomienie w sprawie kierowcy rządowej limuzyny.

W połowie lipca pismo trafiło do Prokuratury Rejonowej w Oświęcimiu, a ta przekazała je do Prokuratury Okręgowej w Krakowie - tej samej, która oskarżyła Sebastiana Kościelnika. Miesiąc później krakowska prokuratura poinformowała o odmowie wszczęcia śledztwa. Decyzję podjął szef tej prokuratury Rafał Babiński - ten sam, który oskarżył Sebastiana Kościelnika. Jak poinformował rzecznik tej prokuratury, sąd nie wykazał żadnych nowych okoliczności w sprawie wypadku.

Sąd: prokuratura wiedziała o ewentualnej winie kierowcy BOR

Czy prokuratura w ogóle wzięła pod uwagę opinię biegłych, która wskazuje na możliwą współwinę kierowców rządowych limuzyn? W pisemnym uzasadnieniu wyroku sąd podkreśla, że prokuratura już na etapie śledztwa w sprawie wypadku w Oświęcimiu wiedziała o ewentualnym przyczynieniu się kierowców BOR do spowodowania wypadku. "Wymienione kwestie zostały już dostrzeżone na etapie postępowania przygotowawczego, kiedy prokurator w dniu 2 lutego 2018 roku zdecydował, wydając stosowne postanowienie o wyłączeniu materiałów do odrębnego postępowania, dotyczące ujawnionych ewentualnych wykroczeń przez kierujących pojazdami rządowymi" - przekazał sąd.

Rzecznik Prokuratury Okręgowej w Krakowie Janusz Hnatko wyjaśnia w odpowiedzi na pytania TVN24, że "zgodnie z treścią opinii Instytutu Ekspertyz Sądowych w Krakowie rekonstrukcja przebiegu zdarzenia z dnia 10 lutego 2017 roku w Oświęcimiu przygotowana została dwuwariantowo".

"W obydwu przedstawionych wariantach jako bezpośredniego lub wyłącznego sprawcę wypadku biegli wskazali kierującego samochodem marki Fiat Seicento Sebastiana Kościelnika. Opinia ta znana była prokuraturze i została uwzględniona w złożonym wniosku o warunkowe umorzenie postępowania karnego" - tłumaczy.

Według rzecznika, przytaczany fragment sądowego uzasadnienia związany jest z przyjęciem przez sąd "jako udowodnionej jednej z dwóch przedstawionych przez biegłych wersji, zgodnie z którą kolumna pojazdów rządowych nie używała sygnałów dźwiękowych uprzywilejowania w dniu 10 lutego 2017 roku w Oświęcimiu". "Z tą argumentacją Sądu nie zgodził się oskarżyciel publiczny, wywodząc środek odwoławczy od wydanego wyroku Sądu I instancji" - podkreśla Hnatko.

Pełnomocnik Kościelnika: odniosłem wrażenie, że od początku w tej sprawie "wszystko było już wiadome"

"Odniosłem wrażenie, że od samego początku w tej sprawie 'wszystko było już wiadome', co potwierdził swoją publiczną wypowiedzią pan (Mariusz) Błaszczak (ówczesny szef MSWiA - red.)" - komentuje pełnomocnik Sebastiana Kościelnika Władysław Pociej. Jak dodaje, nie zna przyczyn, dla których śledczy przekonywali, że według biegłych, niezależnie od tego, czy rządowe limuzyny miały włączone sygnały dźwiękowe, czy nie, jedynym winnym spowodowania wypadku jest Sebastian Kościelnik. "Stwierdzam tylko, że informacje te były zgodne z wypowiedzią wskazanego wyżej urzędnika" - zauważa.

Zaznacza, że najważniejsze dla niego pozostaje, iż "sąd rejonowy w Oświęcimiu prawidłowo ocenił, że istnieją uzasadnione podejrzenia popełnienia przestępstwa przez funkcjonariuszy BOR, co skutkowało zawiadomieniem o tym podejrzeniu właściwej rzeczowo i miejscowo prokuratury".

"Podkreślam również, że i w opinii IES pojawia się wątek współodpowiedzialności funkcjonariuszy BOR, choć twierdzę, że winnym spowodowania tego wypadku jest wyłącznie kierowca rządowej limuzyny" - dodaje.

Wypadek z udziałem premier Beaty Szydło w OświęcimiuŁukasz Patrzyk/Forum

Śledczy rezygnowali, bo chcieli postawić zarzuty kierowcom BOR

Do wypadku doszło 10 lutego 2017 roku w Oświęcimiu. Policja podała, że rządowa kolumna trzech samochodów, w której jechała ówczesna premier Beata Szydło (jej pojazd był w środku kolumny), wyprzedzała fiata seicento. Jego kierowca Sebastian Kościelnik przepuścił pierwszy samochód, a następnie zaczął skręcać w lewo i uderzył w auto szefowej rządu, które wjechało w drzewo. Poszkodowana została premier oraz funkcjonariusze BOR.

Ostatniego dnia lutego 2018 roku Prokuratura Okręgowa w Krakowie poinformowała o zakończeniu śledztwa. Jeszcze przed jego zakończeniem trzech prokuratorów zrezygnowało z jego prowadzenia. Dzisiaj wiadomo, że chcieli postawić zarzuty również kierowcom ówczesnego BOR. Nie zgodził się na to prokurator Rafał Babiński, szef Prokuratury Okręgowej w Krakowie. Ostatecznie to on przejął to śledztwo i oskarżył tylko Sebastiana Kościelnika.

Materiały w sprawie kierowców BOR trafiły do policji. Ta miała badać sprawę pod kątem ewentualnego popełnienia wykroczenia w ruchu drogowym. Chodziło o przekroczenie dozwolonej prędkości i przekroczenie linii ciągłej tuż przed zderzeniem z seicento. Okazało się jednak, że prokuratura zbyt późno przekazała materiały policji i sprawa ewentualnego wykroczenia przedawniła się.

W procesie przesłuchano kilkadziesiąt osób

Krakowska prokuratura okręgowa w połowie marca 2018 roku wystąpiła do sądu w Oświęcimiu z wnioskiem o warunkowe umorzenie postępowania. Śledczy chcieli wyznaczenia Kościelnikowi okresu próby wynoszącego rok. Mężczyzna miałby też zapłacić 1,5 tys. złotych nawiązki. Kierowca nie zgodził się na umorzenie.

Uszkodzone dowody w procesie po wypadku premier Beaty Szydło >>>

Wypadek Beaty Szydło. Nie da się odzyskać nagrania z uszkodzonej płyty >>>

Prokuratura skierowała wówczas akt oskarżenia do Sądu Rejonowego w Oświęcimiu. Opisywała w nim, że kierowca przepuścił samochód emitujący świetlne sygnały uprzywilejowania, ale później nie zachował ostrożności, nie obserwował jezdni za swoim autem i nie upewnił się, czy pojazd uprzywilejowany jest jeden, czy jest ich więcej. Ruszył, nie ustępując pierwszeństwa, i doprowadził do zderzenia z drugim samochodem BOR, który akurat go wyprzedzał.

Proces rozpoczął się w połowie października 2018 r. Na pierwszej rozprawie Kościelnik odmówił składania wyjaśnień. Sędzia odczytała jego wcześniejsze zeznania, w tym pierwsze, krótko po wypadku, gdy przyznał się do zarzutu nieumyślnego spowodowania wypadku. Później oświadczał już, że nie poczuwa się do winy.

W sumie w procesie przesłuchano kilkadziesiąt osób, w tym Beatę Szydło. 

Pełnomocnik Sebastiana Kościelnika złożył apelację od wyroku w sprawie zderzenia fiata seicento i kolumny byłej premier Beaty Szydło. Chce uniewinnienia swojego klienta.

§ 1. Sąd może warunkowo umorzyć postępowanie karne, jeżeli wina i społeczna szkodliwość czynu nie są znaczne, okoliczności jego popełnienia nie budzą wątpliwości, a postawa sprawcy niekaranego za przestępstwo umyślne, jego właściwości i warunki osobiste oraz dotychczasowy sposób życia uzasadniają przypuszczenie, że pomimo umorzenia postępowania będzie przestrzegał porządku prawnego, w szczególności nie popełni przestępstwa. § 2. Warunkowego umorzenia nie stosuje się do sprawcy przestępstwa zagrożonego karą przekraczającą 5 lat pozbawienia wolności.

Autor:Marta Gordziewicz,js

Źródło: TVN24

Źródło zdjęcia głównego: Oświęcim112

Tagi:
Raporty: