Wykluczenie ukraińskiego zawodnika. "MKOl zgrzeszył bezdusznością"

Władysław Heraskewycz
Korzeniowski: uważam, że można było do tej kwestii podejść z większą wrażliwością
Źródło: TVN24
Ja bym te przepisy odrobinę nagiął, nawet jeśli one z formalnego punktu widzenia są uzasadnione, bo sytuacja jest szczególna - powiedział w "Faktach po Faktach" w TVN24 dziennikarz sportowy Mirosław Żukowski, komentując wykluczenie z igrzysk ukraińskiego zawodnika za jego kask. Mistrz olimpijski Robert Korzeniowski mówił z kolei o podwójnych standardach.

W czwartek z igrzysk został wykluczony skeletonista Władysław Heraskewycz, który nie zgodził się zmienić kasku z wizerunkami poległych w wojnie ukraińskich sportowców i trenerów. Międzynarodowy Komitet Olimpijski powołał się przy tym na artykuł 50. Karty Olimpijskiej, który wprowadza "zakaz wszelkiego rodzaju demonstracji lub propagandy politycznej, religijnej albo rasowej na obiektach olimpijskich i w innych miejscach".

W "Faktach po Faktach" w TVN24 były wieloletni szef redakcji sportowej "Rzeczpospolitej" Mirosław Żukowski przyznał, że decyzja wobec ukraińskiego sportowca mocno go zdenerwowała. - Spodziewałem się tego, bo on przecież trenował w tym kasku, pokazywał się w nim i to jest dla mnie smutne - mówił.

Władysław Heraskewycz
Władysław Heraskewycz
Źródło: Robert Michael/dpa/PAP/EPA

Stwierdził też, że jako Polacy przeżywamy wojnę w Ukrainie inaczej niż Amerykanie czy Argentyńczycy. - Ona jest u naszych granic. Myśmy widzieli te ukraińskie kobiety, które przyjeżdżały tu z dziećmi przerażone po agresji Putina, więc nasz stosunek jest o wiele bardziej emocjonalny - ocenił.

Żukowski dodał, że Karta Olimpijska nie jest jednoznaczna, ponieważ z jednej strony dopuszcza swobodę wyrażania poglądów i wolność słowa, a z drugiej zakazuje propagowania wszelkiego rodzaju symboliki politycznej.

CZYTAJ: Władysław Heraskewycz zdyskwalifikowany za kask z wizerunkami poległych. MKOl dyskwalifikował już za inne manifestacje

Korzeniowski o podwójnych standardach

Prowadząca Anita Werner zwróciła uwagę, że w igrzyskach biorą udział rosyjscy zawodnicy, chociaż startują pod neutralną flagą. Robert Korzeniowski - czterokrotny mistrz olimpijski w chodzie sportowym, a także doradca ministra sportu i turystyki do spraw strategii sportu - ocenił, że widzi tu podwójne standardy.

Powiedział również, że "MKOl ma dzisiaj problem z tym, w jaki sposób poradzić sobie z ewentualnym powrotem Rosjan i gdyby tu chodziło o inny temat, być może doszłoby do jakiejś większej relatywizacji". - Uważam, że można było do tej kwestii podejść z większą wrażliwością - przyznał Korzeniowski.

Przypomniał, że ukraiński zawodnik był nakłaniany przez przewodniczącą MKOl-u Kirsty Coventry do zmiany kasku i pokazania go w innych okolicznościach.

"Sytuacja jest szczególna"

Żukowski zgodził się ze stanowiskiem Korzeniowskiego. - MKOl zgrzeszył bezdusznością, brakiem współczucia, brakiem empatii, kierując się wyłącznie literą prawa - ocenił.

Stwierdził też, że jego zdaniem kask ukraińskiego zawodnika nie nawoływał do żadnego politycznego poparcia. - On był po prostu wyrazem szacunku dla rodaków tego skeletonisty, którzy zmarli na wojnie i byli jego przyjaciółmi, a ponadto byli sportowcami (...). W związku z tym ja bym te przepisy odrobinę nagiął, nawet jeśli one z formalnego punktu widzenia są uzasadnione, bo sytuacja jest szczególna - powiedział Żukowski.

OGLĄDAJ: Biejat o RBN: prezydent wykorzystuje tę platformę do politycznych, osobistych rozgrywek i do załatwiania własnych uraz
pc

Biejat o RBN: prezydent wykorzystuje tę platformę do politycznych, osobistych rozgrywek i do załatwiania własnych uraz

pc
Ten i inne materiały obejrzysz w subskrypcji
Czytaj także: