Każdego roku w Polsce na rękach matek umiera ponad tysiąc dzieci. Przychodzą na świat z tak ciężkimi wadami, że żyją godzinę albo kilka tygodni. Każda taka historia to dramat dziecka i jego rodziny. Z drugiej strony w klinikach cały czas czekają na przeszczep organów dzieci, których wady są lżejsze i które mają szanse na przeżycie.
W kwietniu profesor Mariusz Kuśmierczyk, kierownik Kliniki Chirurgii Serca, Klatki Piersiowej i Transplantologii WUM zwrócił się z dramatycznym apelem o uratowanie Ignacego. Apel był skierowany do matek, które spodziewają się dziecka z tak zwaną wadą letalną, aby rozważyły podarowanie serca.
- Dzwonią do nas czasami matki, które wiedzą o tym, że ich dziecko zaraz po urodzeniu zginie i pytają, czy jest szansa, żeby te narządy oddać. To są niesamowite kobiety - powiedział w programie "Tak jest" prof. Kuśmierczyk.
Zwrócił uwagę, że "do tej pory nie było to możliwe, ponieważ polskie prawo nie było uregulowane i zawsze były wątpliwości, ale w tej chwili jesteśmy w stanie tak przeprowadzić badanie śmierci mózgu albo pobrać narządy od noworodka po naturalnej śmierci, że jesteśmy w stu procentach pewni, że ten noworodek nie żyje".
- Jest to nowa pula dawców narządów, które są supernarządami. Być może one wyglądają jak kapselek albo jak kciuk, ale serca od noworodków są bardzo mocne i one bardzo szybko się przyzwyczajają do dużo większych dzieci, które tego narządu potrzebują - dodał.
Nowicki: to jest niesamowity postęp medycyny
W reportażu Marka Nowickiego w "Faktach" TVN poznaliśmy historię półrocznego Ignacego, który potrzebował przeszczepu serca - dawcą stał się noworodek z wadą letalną. Cudu doczekał się również 3-miesięczny Isaij, którego serce zregenerowało się dzięki zastosowaniu ECMO.
- Niesamowite jest to, że to serce się zregenerowało, że (ECMO) ocalił to serce. To jest niesamowity postęp medycyny. Pamiętam jak dziesięć lat temu pojawił się apel wielkiego kardiochirurga, nieżyjącego już, profesora Mariana Zembali z Zabrza o wykorzystywanie ECMO - powiedział Nowicki.
Reporter "Faktów" TVN wspomniał, że wówczas urządzenie było znane, ale "wielu lekarzy bało się je używać". - Teraz można powiedzieć, że trafiło pod strzechy. W każdym szpitalu klinicznym jest ECMO. I to ECMO ratuje też takie najmniejsze dzieci, noworodki - podkreślił.
- To serce w strasznym stanie, ciężkim, kwalifikującym do przeszczepu po prostu odpoczęło dzięki ECMO i dzięki pracy fachowców z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego - dodał.
Kuśmierczyk: przeżywalność dzieci jest dużo większa niż dorosłych
Profesor Kuśmierczyk tłumaczył, że lekarze "stoją po drugiej strony barykady". - Wiemy, że jeśli nie przeszczepimy im nowego narządu, to te dzieci zginą. Czasami te dzieci są wspomagane jakimiś maszynami, które działają określony czas i wiemy, że są powikłania maszyn, i jeżeli nie przeszczepimy im nowego serca, to te dzieci zginą - podkreślił.
- Dlatego też staramy się uświadamiać wszystkich. Teraz przyszło na neonatologów i ja się cieszę, że jest taki pozytywny odzew, bo to znaczy, że jest szansa, że nasze polskie dzieci również będą mogły z tego korzystać - wskazał.
Kuśmierczyk zwrócił uwagę, że "przeżywalność dzieci po transplantacji serca jest dużo większa niż pacjentów dorosłych". - Im mniejsze jest dziecko, które dostaje narząd, to układ immunologiczny nie rozpoznaje go tak bardzo jako wroga i nie odrzuca. U noworodków czasem nawet nie dajemy sterydów, które są standardem przy normalnej transplantacji - dodał.