- Bardzo dziękuję za to, że zaufał mi premier polskiego rządu Donald Tusk i mnie poparł, (...), bardzo dziękuję wicepremierowi Władysławowi Kosiniakowi-Kamyszowi za to, że mnie poparł - mówiła Monika Piątkowska tuż po ogłoszeniu sondażowych wyników niedzielnych wyborów na prezydenta Krakowa.
Czy za dwa tygodnie to oni będą mogli podziękować jej za skuteczną kampanię? Zarówno Koalicja Obywatelska, jak i PSL prowadzą w Krakowie znacznie szerszą rozgrywkę. Jej wynik może nadać ton politycznej jesieni i wpłynąć na to, jak oba ugrupowania będą zwierać szyki przed kolejną kampanią wyborczą.
Pierwszą turę wyborów w Krakowie wygrał Łukasz Gibała. Kandydat komitetu Kraków dla Mieszkańców zdobył 36,38 procent głosów. Monika Piątkowska, popierana przez Koalicję Obywatelską i PSL, uzyskała niespełna 30 procent. Na trzecim miejscu znalazł się Michał Drewnicki (PiS) z wynikiem 17,50 procent, a na czwartym Aleksandra Owca (Razem) - 6,91 procent. Na Darię Gosek-Popiołek z Nowej Lewicy zagłosowało 4,81 procent wyborców, na Michała Klimka z Konfederacji Korony Polskiej - 4,11 procent, a na Sławomira Pietrzyka (Socjaldemokracja Polska) - 0,37 procent.
Co krakowskie wybory mówią o ogólnopolskiej scenie politycznej? Wyciągamy z nich cztery wnioski.
1. Kraków nie będzie odwróconym Rzeszowem
Wszyscy nasi rozmówcy, choć reprezentują różne strony sceny politycznej, są zgodni w jednym: między Krakowem a polityką ogólnokrajową nie da się postawić prostego znaku równości. Stolica Małopolski jest bowiem na mapie partyjnych sympatii miejscem szczególnym, od lat zdominowanym przede wszystkim przez środowiska centrowe i centrolewicowe.