Atak nożownika na ekspedientkę. Policja publikuje kolejne zdjęcia i oferuje nagrodę

TVN24

Aktualizacja:
Policja zatrzymała nożownikatvn24
wideo 2/4

Policja poszukuje mężczyzny, który może mieć związek z poniedziałkowym napadem na 59-letnią ekspedientkę w sklepie warzywnym we Wrocławiu. Na osobę, która pomoże w ujęciu sprawcy, czeka nagroda w wysokości sześciu tysięcy złotych.

We wtorkowe popołudnie policja opublikowała nagranie z monitoringu z wizerunkiem mężczyzny, który może mieć związek z napadem. Apeluje do osób, które rozpoznają mężczyznę lub mają dodatkowe informacje mogące wpłynąć na jego zatrzymanie o kontakt pod nr tel. 601-816-691, 112 lub 997.

Policja przewidziała sześć tysięcy złotych nagrody dla osoby, która pomoże w ujęciu poszukiwanego.

Jednak mężczyzny wciąż nie udało się odnaleźć. Dlatego wrocławska policja - w środowe popołudnie - zdecydowała się na opublikowanie kolejnych fotografii. Widoczna na zdjęciach godzina to 20:21. Znaczy to, że pokazują one sytuację, do której doszło kilka godzin po ataku na ekspedientkę. Mężczyzna ma na sobie inne ubranie niż na publikowanych wcześniej fotografiach.

Ranił nożem kobietę

Do napadu doszło w poniedziałek.

- Około godziny 17 na skrzyżowaniu ulic Jedności Narodowej i Daszyńskiego nieznany mężczyzna ranił nożem 59-letnią kobietę pracującą w jednym z okolicznych sklepów - informował aspirant sztabowy Łukasz Dutkowiak, oficer prasowy Komendy Miejskiej Policji we Wrocławiu.

- Przyczyny napaści na razie nie są ustalone - podkreślał.

Kobieta, jak informowali świadkowie, z dużą raną brzucha, obrażeniami ręki, ramion i ud - została przewieziona do szpitala. Była operowana, jej stan jest ciężki.

"Nikt kobiecie nie udzielał pomocy"

Przed przyjazdem karetki o życie kobiety walczył 17-letni Dawid Fitas.

- Zauważyłem, że pani Wioletta siedziała na krześle, a pod nią była plama krwi. Wiedziałem, że coś jest nie tak. Podszedłem. Na miejscu stał tłum ludzi - relacjonował. - Nikt kobiecie nie udzielał pomocy, tylko ktoś ją uspokajał, że wszystko będzie dobrze. Wiedziałem, że tak to jej nie pomożemy. Podszedłem więc i uciskałem tę ranę - dodał.

- Podszedłem do pani, odchyliłem drzwi, wziąłem szmatkę i zacząłem uciskać ranę na brzuchu. Miała ranę na barku, ręce, na przedramieniu i na udzie. Wiadomo, że wszystkich bym nie zatamował, więc tę największą tamowałem - powiedział.

- Jestem z chłopaka bardzo dumny - podkreślił ojciec 17-latka, pan Bartosz.

Autor: asty,tmw,js, tam//now,rzw / Źródło: tvn24

Źródło zdjęcia głównego: Shutterstock