Polska

"W pewnym sensie to jest w DNA PiS-u, że mówi obywatelom: cicho"

Polska

Prof. Włodzimierz Wróbel i porf. Marcin Matczak w "Faktach po Faktach"
Prof. Włodzimierz Wróbel i porf. Marcin Matczak w "Faktach po Faktach"tvn24
wideo 2/4

Trzeba by było wezwać pana ministra, żeby sprostował te wszystkie nieprawdziwe twierdzenia i najlepiej przeprosił - powiedział w "Faktach po Faktach" Włodzimierz Wróbel, kierownik Katedry Prawa Karnego Uniwersytetu Jagiellońskiego. Odniósł się do tego, że ministerstwo sprawiedliwości chciało pozwać profesorów Uniwersytetu Jagiellońskiego w związku z ich krytyczną opinią dotyczącą noweli Kodeksu karnego. - Myślę, że w pewnym sensie to jest w DNA partii Prawo i Sprawiedliwość, że mówi obywatelom: cicho, kiedy my decydujemy i uchwalamy prawo, to wy macie być cicho - ocenił Marcin Matczak z Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego.

ZOBACZ CAŁY PROGRAM NA TVN24 GO

W ubiegłym tygodniu Ministerstwo Sprawiedliwości zapowiedziało, że w poniedziałek złoży pozew przeciwko profesorom i doktorom Uniwersytetu Jagiellońskiego, którzy opracowali krytyczną analizę nowelizacji Kodeksu karnego. Ich zdaniem zawarte w noweli przepisy antykorupcyjne mogą nie mieć zastosowania do osób zarządzających największymi, strategicznymi spółkami handlowymi Skarbu Państwa. Według resortu sprawiedliwości opinia ta "jest nieprawdziwa, jest kłamstwem".

CZYTAJ WIĘCEJ NA TEN TEMAT >

W poniedziałek minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro zapewnił, że nie będzie pozwu przeciwko Krakowskiemu Instytutowi Prawa Karnego. Natomiast instytut oświadczył w poniedziałek, że rozważa możliwość skierowania pozwu z żądaniem sprostowania nieprawdziwych informacji podawanych przez ministerstwo sprawiedliwości i zaniechania naruszania dóbr osobistych naukowców.

"Towarzyszy mi uczucie zażenowania i wstydu"

Włodzimierz Wróbel, kierownik Katedry Prawa Karnego UJ, powiedział, że nie odczuwa "żadnej ulgi, ani żadnej satysfakcji" z powodu wycofania się z zapowiedzi złożenia pozwu przez ministerstwo sprawiedliwości.

- Od samego początku tej groteskowej afery towarzyszy mi głębokie uczucie zażenowania przede wszystkim i wstydu, bo kiedy organ państwowy (...) w istocie naraża się na śmieszność, to jaką tu satysfakcję czuć z tego, że ostateczne wycofuje zupełnie absurdalne pomysły związane ze ściganiem naukowców - przyznał.

Dodał, że zapowiedź pozwu była "czymś zdumiewającym". - Pierwszy raz się chyba z czymś takim spotkałem, że w momencie przedłożenia ekspertyzy naukowej, która wskazywała na znaczenie tego, jak znowelizowano przepisy, co to w praktyce będzie oznaczało; że w sytuacji, kiedy wnioski tej analizy wydawały się chyba niewygodne dla autora projektu, reaguje (on) na to bardzo emocjonalnie twierdzeniem, że ktoś skłamał, potem jeszcze grożąc sądem - podkreślił.

- Sytuacja jest tak groteskowa, tak żenująca, że trzeba się poważnie zastanawiać, jak na nią reagować - ocenił.

Odnosząc się do oświadczenia Krakowskiego Instytutu Prawa Karnego, który rozważa pozew, zauważył, że w dalszym ciągu na stronie ministerstwa jest opublikowany komunikat, w którym pada stwierdzenie o kłamstwie autorów ekspertyzy.

- Można już by sobie dać z tym spokój. Ale niezależnie od tego, trzeba by było wezwać pana ministra, żeby sprostował te wszystkie nieprawdziwe twierdzenia i najlepiej przeprosił - ocenił. Dodał, że chodzi o to, żeby "wolność badań naukowych, wolność wypowiedzi obywatela w debacie publicznej była chroniona".

"Takie tupanie ministra może mieć efekt mrożący"

- Nie może być tak, że jeżeli ktoś krytykuje projekty legislacyjne w debacie publicznej, obywatel krytykuje takie projekty, żeby mu groziły potem pozwy sądowe ze strony organów władzy publicznej. To jest zupełnie aberracyjna sytuacja - podkreślił kierownik Katedry Prawa Karnego UJ.

- Nam się nic nie dzieje. Trudno powiedzieć, żeby profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego mógł się przestraszyć takiego wezwania, ale doskonale sobie wyobrażam, że jest szereg osób, które w takiej debacie publicznej zabierają głos, może pozarządowych organizacji obywatelskich i wówczas takie tupanie ministra może mieć efekt mrożący - ocenił. Dodał, że "być może w interesie publicznym należałoby z takim wezwaniem do zaprzestania naruszenia prawa wystąpić".

"Trzeba by było wezwać pana ministra, żeby sprostował nieprawdziwe twierdzenia"
"Trzeba by było wezwać pana ministra, żeby sprostował nieprawdziwe twierdzenia"tvn24

"Paradoksalnie nie zdziwił mnie ten pozew"

Marcin Matczak z Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego powiedział, że nigdy nie spotkał się z taką praktyką (jak działanie ministerstwa sprawiedliwości - red). - Natomiast paradoksalnie nie zdziwił mnie ten pozew - przyznał.

Przywołał sytuację, kiedy posłanka PiS Krystyna Pawłowicz rozmawiała z sędzią Waldemarem Żurkiem. - W czasie tej rozmowy powiedziała do niego: "cicho", żeby się po prostu nie odzywał i nie dyskutował - dodał.

- Myślę, że w pewnym sensie to jest w DNA partii Prawo i Sprawiedliwość, że mówi obywatelom: cicho, kiedy my decydujemy i uchwalamy prawo, to wy macie być cicho - ocenił Matczak.

- Kiedy obywatele, szczególni w pewnym sensie, bo znający się na rzeczy, czyli profesorowie prawa karnego jednak chcą wziąć udział w debacie publicznej, widzą, że Kodeks karny (...) jest po prostu zmieniamy błyskawicznie, bez namysłu, siadają, piszą ponad 50-stronicową opinię, poświęcają swój czas (...) nikt z nimi nie chce rozmawiać, tylko minister na swój sposób mówi: cicho, pozwę was, nie chcę z wami w ogóle rozmawiać - wskazał. Jego zdaniem, "to wielka tragedia polskiego tworzenia prawa i w ogóle dyskusji publicznej".

- Pan profesor Wróbel jak każdy porządny człowiek jest zaszokowany tą sytuacją, właściwie traktuje ją w kategoriach być może śmieszności, ale ona nie jest śmieszna. Ona jest bardzo poważna. Po prostu w Polsce nie dyskutuje się już w ogóle na temat prawa, ponieważ istnieje jakieś takie przekonanie, że minister jest nieomylny, w związku z tym nikt nie ma prawa powiedzieć, że się pomylił - ocenił Matczak.

- Pan profesor i autorzy opinii powiedzieli, że minister się pomylił, minister zamiast dyskutować z nimi, pozywa ich do sądu. To jest bardzo poważna sprawa i wydaje mi się, że to wezwanie do przeprosin jest absolutnie konieczne - powiedział.

Opinia prawników

9 czerwca Krakowski Instytut Prawa Karnego (KIPK) wydał opinię w sprawie poprawek Senatu do nowelizacji Kodeksu karnego.

Jej autorzy, prawnicy z Uniwersytetów Jagiellońskiego i Wrocławskiego stwierdzili, że zgodnie z poprawkami Senatu "przepisy dotyczące przestępstw łapownictwa w sektorze publicznym (art. 228 k.k., art. 229 k.k.) mogą nie mieć zastosowania do osób zarządzających największymi, strategicznymi spółkami handlowymi z udziałem Skarbu Państwa, co prowadzi do rażących nierówności wobec prawa i nieuzasadnionego uprzywilejowania niektórych podmiotów gospodarczych".

"W myśl poprawki wprowadzonej w Senacie prezes zarządu PKN Orlen S.A. nie mógłby odpowiadać karnie za łapownictwo w sektorze publicznym, podczas gdy odpowiedzialności takiej podlegać będzie przykładowo prezes spółki komunalnej, zajmującej się wywozem nieczystości w małej gminie wiejskiej" - czytamy.

Autor: js/kg / Źródło: tvn24

Pozostałe wiadomości