Trwają działania policji, sprawców brak. "Konta i adresy zostały przejęte"

Policja (zdjęcie ilustracyjne)
Rzecznik KSP o zatrzymaniu mężczyzny, który mógł mieć związek ze zgłaszaniem fałszywych alarmów (wideo z 16.05.2026)
Źródło wideo: TVN24
Źródło zdj. gł.: Adobe Stock
Nie ustaliliśmy jeszcze sprawców fałszywych zgłoszeń, ale trwają cały czas działania policjantów - poinformował wiceminister spraw wewnętrznych Czesław Mroczek. Komentował tak sprawę fałszywych alarmów, które doprowadziły między innymi do interwencji w mieszkaniu szefa Telewizji Republika Tomasza Sakiewicza.

W piątek Telewizja Republika informowała, że policja weszła do domu redaktora naczelnego tej stacji Tomasza Sakiewicza i skuła jego asystentkę. Podała również, że "pracownicy stacji są celem ataków związanych z fałszywymi wezwaniami służb", które są informowane, jakoby w mieszkaniach ludzi związanych ze stacją były osoby chcące targnąć się na swoje życie lub że znajdują się tam ładunki do zdetonowania.

Tego samego dnia wieczorem służby zatrzymały 53-letniego mężczyznę, który mógł mieć związek ze zgłaszaniem fałszywych alarmów. W niedzielę stołeczna policja podała jednak, że mężczyznę zwolniono i otrzyma on status pokrzywdzonego, ponieważ doszło do nieuprawnionego wykorzystania jego danych i poczty e-mail do wysyłania fałszywych wiadomości.

"Konta i adresy zostały przejęte przez ludzi, którzy to robili"

Do sprawy odniósł się w poniedziałek w Radiu TOK FM wiceszef MSWiA Czesław Mroczek. Jak zaznaczył, działania policji były prawidłowe. - Policja do sprawdzenia tej informacji [fałszywego alarmu - red.] na miejscu w domu była już po 11 minutach od wpłynięcia tej informacji, nie do policji, tylko do Centrum Powiadamiania Ratunkowego - zaznaczył.

Wiceszef MSWiA powiedział również, jak wyglądał mechanizm fałszywych zgłoszeń. - Szybko ustalono adresy mailowe, z których była wysyłana przynajmniej część tych zawiadomień. Te konta i adresy zostały przejęte przez ludzi, którzy to robili. Posiadacze tych kont nie byli sprawcami tych informacji. Trwa dalej postępowanie - przekazał wiceszef MSWiA.

- Nie ustaliliśmy jeszcze tych sprawców, ale trwają cały czas działania policjantów, najlepszych specjalistów w policji - dodał.

Policjanci "nie analizują, czy tam mieści się redakcja"

Do sprawy odniósł się też w Radiowej Jedynce wiceszef MSWiA Wiesław Szczepański, który zaznaczył, że policja zawsze, gdy otrzymuje zgłoszenie o groźbach odebrania sobie życia, wysyła funkcjonariuszy na miejsce. Dodał, że tak było również w przypadku interwencji w mieszkaniu należącym do Sakiewicza.

Zaznaczył, że policjanci wysyłani są do akcji, kiedy liczy się każda minuta i "nie analizują, czy tam mieści się redakcja". - Toczy się w tej chwili postępowanie w Komendzie Stołecznej Policji co do zasad interwencji i wejścia policjantów - powiedział Szczepański.

Pytany o powody skucia asystentki Sakiewicza i zarzuty dotyczące tego, że jeden z policjantów nie miał imiennika na mundurze, Szczepański powiedział, że zarówno sposób interwencji na miejscu, jak i sprawa oznakowania policjantów są "przedmiotem śledztwa wewnętrznego". Dodał, że policjanci mieli kamery nasobne, a nagrania z interwencji będą analizowane.

Reakcja szefa BBN i prezydenta

W sobotę do sprawy na platformie X odnosili się między innymi szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego Bartosz Grodecki i prezydent Karol Nawrocki. Szef BBN zapowiedział wystąpienie do ministra spraw wewnętrznych Marcina Kierwińskiego o informację na temat działań podległych mu służb w sprawie "nękania dziennikarzy Telewizji Republika". Prezydent Nawrocki ocenił z kolei, że "jeżeli dziennikarz w Polsce musi się zastanawiać, czy kolejne fałszywe zgłoszenie nie skończy się wejściem służb do domu, skuwaniem współpracowników i przeszukaniem redakcji, to znaczy, że przekraczana jest bardzo niebezpieczna granica".

Szczepański pytany o tę zapowiedź zaznaczył, że "prezydent ma takie prawo". - Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i komenda główna udzieli wszelkich informacji - zapewnił. - Proszę tylko sobie wyobrazić jedną rzecz: gdybyśmy nie wysłali policjantów, a rzeczywiście miałaby tam miejsce sytuacja, jaka została podana w zgłoszeniu, byłaby o wiele większa awantura i mówienie o tym, że policja nie zareagowała na zgłoszenie - dodał wiceminister.

OGLĄDAJ: "Góra milionów tam szła". To nie jest niezależna stacja
Ten i inne materiały obejrzysz w subskrypcji
Źródło: PAP
Czytaj także: