Wacik pozostawiony w sercu pacjenta. Kardiochirurg prawomocnie uniewinniony

TVN24

TVN 24Proces Mirosława G. [materiał archiwalny]

Znany kardiochirurg Mirosław G. jest już prawomocnie uniewinniony od zarzutu nieumyślnego doprowadzenia do śmierci pacjenta przez pozostawienie wacika w jego sercu. Od nowa ma się zaś zacząć proces G. w wątku popełnienia przez niego błędu medycznego w tej sprawie.

W piątek Sąd Okręgowy w Warszawie utrzymał wyrok Sądu Rejonowego Warszawa-Mokotów w części uniewinniającej G. Uchylił zaś umorzenie zarzutu jego błędu medycznego i stworzenia niebezpieczeństwa dla życia i zdrowia F. - ten wątek sprawy wróci do Sądu Rejonowego.

"Wyrok uniewinniający jest skandaliczny"

Piątkowa rozprawa odwoławcza była niejawna. Jawny był sam wyrok, którego sentencję przekazał zespół prasowy Sądu Okręgowego.

- Wyrok uniewinniający jest skandaliczny - ocenił mec. Rafał Rogalski, pełnomocnik rodziny Floriana M., który był operowany przez G. w 2006 roku.

Rogalski zapowiedział kasację do Sądu Najwyższego w tym wątku, wyraził satysfakcję z uchylenia umorzenia sprawy błędu medycznego. Nie wiadomo, czy kasację złoży prokuratura, która też odwoływała się od wyroku SR. W maju tego roku Sąd Rejonowy - po trwającym od w 2012 roku procesie - uniewinnił G. od zarzutu doprowadzenia do śmierci pacjenta oraz umorzył wątek popełnienia przez niego błędu medycznego.

Gazik pozostawiony w sercu pacjenta

Pacjent doktora G. Florian M. był w 2006 roku operowany w warszawskiej klinice MSWiA, gdzie G. był ordynatorem kardiochirurgii. M. przeżył operację, cztery dni po niej jego stan się pogorszył, a personel medyczny odkrył, że w sercu pacjenta mógł pozostać jeden z gazików używanych podczas operacji. Według prokuratury zawiadomiony o tym dr G. miał nie zareagować i dopiero dzień później zdecydować o ponownym operowaniu M., który niedługo potem zmarł. G. nie przyznawał się do winy. Początkowo - w 2007 roku - prokuratura postawiła G. w sprawie Floriana M. zarzut zabójstwa pacjenta z zamiarem ewentualnym (czyli, że co najmniej godził się na jego śmierć). Pod tym między innymi zarzutem lekarz, zatrzymany w szpitalu w lutym 2007 r. przez CBA, został aresztowany na kilka miesięcy. Potem areszt uchylono. Zarzut zabójstwa prokuratura zmieniła na nieumyślne doprowadzenie M. do śmierci. SR uznał, że kardiochirurg podczas operacji popełnił błąd, ale był on usprawiedliwiony. Sędzia Katarzyna Stasiów wskazywała, że lekarz wykonując tak trudną operację, polegał na swoim zespole, w tym instrumentariuszce, do której należało liczenie wykorzystanych podczas zabiegu wacików. Sędzia dodała, że nie mając informacji od instrumentariuszki, że wacika brakuje, G. mógł uznać, że wszystko jest w porządku (sprawę instrumentariuszki już wcześniej sąd umorzył).

"Podjął działanie, by cofnąć skutki błędu"

Sędzia podkreślała, że opinie biegłych w takich sprawach, a nawet samo orzecznictwo sądów, jest różne. - Niektórzy uważają, że przy tak trudnych operacjach całkowitą winę za pozostawienie wacika powinna ponosić instrumentariuszka. Nie sposób chyba wymagać, aby operator miał pamiętać o wszystkim - mówiła. Zaznaczyła, że gdy potwierdzono, iż w sercu może znajdować się wacik, G. wykonał reoperację, czyli - jak dodała - podjął działanie, by cofnąć skutki błędu.

Uzasadniając uniewinnienie lekarza od zarzutu dotyczącego między innymi niewykonania badań potwierdzających obecność wacika - co zdaniem oskarżycieli doprowadziło do śmierci M. – sędzia Stasiów podkreślała, że pacjent był w tym momencie w sali intensywnej terapii, pod opieką innych lekarzy. Dlatego SR uznał, że G. nie jest za to odpowiedzialny.

Sędzia zaznaczyła, że nie ma dowodu jednoznacznie potwierdzającego, że to właśnie wacik doprowadził do śmierci pacjenta.

Zapowiedź apelacji

Odnosząc się do sprawy biegłego, który przygotował opinię korzystną dla oskarżonego, sędzia podkreśliła, że nic nie wskazuje na to, by była ona stronnicza. Prokuratura zarzuciła temu biegłemu, że opinia była fałszywa i skierowała przeciw niemu akt oskarżenia. - Ta opinia powinna być zdyskwalifikowana - mówił mec. Rogalski. Wyrok SR mec. Rogalski uznał za skandaliczny i zapowiedział apelację, podkreślając, że opinie innych biegłych wskazywały na przestępstwo G. Według adwokata wyrok SR oznaczał, że inni lekarze też będą mogli popełniać błędy i zaniedbywać leczenie. Obrońca G. mec. Beata Czechowicz mówiła po wyroku SR, że jest zachwycona, iż "przy tym naporze, przy tym nacisku jaki był tu wywierany na sąd, zachował on niezawisłość, umiejętność rzetelnej oceny tej sprawy i rozstrzygnął zgodnie z prawem i ustalonym stanem faktycznym".

Proces o korupcję

We wrześniu 2016 r. przed Sądem Rejonowym Warszawa-Mokotów zaczął się ponowny proces G. o korupcję. W 2013 r. SR - po czteroletnim procesie - skazał go na rok więzienia w zawieszeniu i grzywnę za przyjęcie ponad 17,5 tysiąca złotych łapówek od pacjentów. Skazano go za część zarzutów korupcyjnych - uniewinniono od 23 zarzutów, między innymi mobbingu wobec podwładnych i części zarzutów korupcyjnych. Sprawy oskarżonych pacjentów sąd warunkowo umorzył, a niektórych - uniewinnił. - Jesteśmy zgodni, że przedmiotem wdzięczności nie mogą być pieniądze, nawet w niewielkiej kwocie - mówił sędzia SR Igor Tuleya. Zarazem sąd krytycznie ocenił metody działania CBA i prokuratury w sprawie. - Budzi to skojarzenia nawet nie z latami 80., ale z metodami z lat 40. i 50. - czasów największego stalinizmu - dodał sędzia. Rok później SO uchylił uniewinnienie G. i kilku jego pacjentów, zwracając sprawę Sądowi Rejonowemu.

Autor: azb/adso / Źródło: PAP