Usłyszał wyrok za zabójstwo, wyszedł z sądu i "rozpłynął się". Zniknęli też inni skazani

Polska

tvn24Oskarżeni zostali skazani na kary więzienia

Nie ma Tomasza G., skazanego za zlecenie zabójstwa, nie ma Henryka L. ps. Lewatywa, jego wspólnika, który dostał wyrok za zorganizowanie morderstwa, nieuchwytny jest też Adam S., ps. Smoła, który podczas zbrodni strzelał, ani Krzysztofa B., który pomagał wspólnikom w ucieczce. Tydzień temu zapadł wyrok w sprawie zabójstwa dyrektora bydgoskiego PZU, za kraty z pięciu skazanych trafił tylko jeden. Co teraz? - Szukamy - mówią policjanci.

Tydzień temu zapadł wyrok w głośnej sprawie zabójstwa dyrektora Centrum Likwidacji Szkód PZU Piotra Karpowicza. Za zbrodnię sprzed szesnastu lat został skazany Tomasz G., bydgoski dealer mercedesa. Za zlecenie zabójstwa dostał 25 lat więzienia, tyle samo ile Henryk L., ps. Lewatywa, który miał Piotrowi G. pomagać w zorganizowaniu morderstwa, oraz Adam S., ps. Smoła, który strzelił do Piotra Karpowicza. Za pomoc w zatarciu śladów zbrodni wyroki usłyszeli też Tomasz Z. (12 lat) i Krzysztof B. (9 lat).

Wszyscy mężczyźni odpowiadali z tzw. wolnej stopy.

Problem w tym, że mimo wyroków, tylko jeden z mężczyzn trafił za kraty.

Zniknął Tomasz G.

- Tomasz G. uciekł - potwierdzają policjanci. - To był główny oskarżony. Rozpłynął się we mgle - mówi Monika Chlebicz, rzecznik prasowy policji w Bydgoszczy.

Mężczyzna po usłyszeniu wyroku miał zwyczajnie wyjść z sądu. Sąd zasądził kilkuminutową przerwę po odczytaniu kary, a następnie dał czas prokuraturze na wnioski. I kiedy prokurator złożył wniosek o tymczasowe aresztowanie skazanego, mężczyzny już w budynku nie było.

- Teoretycznie rzecz biorąc była możliwość podjęcia innej decyzji, potrafię sobie ją wyobrazić - mówi o tym, że mężczyznę można było zatrzymać na sali, Włodzimierz Hilla, rzecznik Sądu Okręgowego w Bydgoszczy.

Zapadł wyrok w sprawie morderstwa dyrektora PZU. Skazani "rozpłynęli się we mgle"tvn24

Na wolności Tomasz G. ma własną, dobrze prosperującą firmę. W zamknięciu mógłby trafić do celi dla niebezpiecznych przestępców, bo właśnie w takim miejscu przez trzy lata czekał na wyrok.

Nakaz doprowadzenia do aresztu dla mężczyzny trafił do najbliższego komisariatu. Funkcjonariusze sprawdzili miejsce zameldowania Tomasza G., hotel w którym zwykle mieszkał. Nigdzie jednak go nie zastali.

Wiadomo że w nocy, przed przyjściem policjantów, do hotelu po rusztowaniu wspięli się nieznani sprawcy i wynieśli z pokoju sejf Tomasza G.

Henryka L. też nie ma

Nie wiadomo też gdzie przebywa Henryk L. Mężczyzna nie pojawił się na ogłoszeniu wyroku, na decyzję sądu czekał na wolności, ponieważ został zwolniony z aresztu ze względu na stan zdrowia.

Policjanci, którzy sprawdzali miejsce zamieszkania mężczyzny, nie zastali go.

Adam S. zniknął

Skazany za oddanie strzału do dyrektora bydgoskiego PZU również nie pojawił się na ogłoszeniu wyroku ani nawet w miejscu zameldowania. Z informacji, do których dotarli policjanci wynika, że mężczyzna może przebywać w Berlinie.

Krzysztofa B. również nie zastali

Policjanci nie zastali również Krzysztofa B., który "Smole" pomógł po morderstwie w ucieczce z miejsca zbrodni i w tuszowaniu śladów.

Tyko Tomasz Z.

Jedyny skazany w sprawie mężczyzna, który został zatrzymany, to Tomasz Z. Policjanci zastali go w pracy i stamtąd doprowadzili do aresztu.

Policjanci informują, że teraz zaginionych mężczyzn szukają u ich rodzin i przyjaciół. Kiedy nie uda im się znaleźć skazanych w ten sposób, wtedy muszą zawiadomić o sprawie sąd. Ten może podjąć decyzję o wydaniu Europejskiego Nakazu Aresztowania lub listu gończego.

Morderstwo sprzed szesnastu lat

Dyrektor Centrum Likwidacji Szkód PZU Piotr Karpowicz zginął wieczorem 19 stycznia 1999 r. na parkingu przed siedzibą firmy przy ul. Wojska Polskiego w Bydgoszczy.

Według lubelskiej prokuratury, która prowadziła śledztwo w tej sprawie, zabójstwo zlecił Tomasz G., były dealer mercedesa. Strzelić z bliska w twarz dyrektora miał Adam S., ps. Smoła, a całe przestępstwo miał zorganizować Henryk L., szef bydgoskiego gangu ps. Lewatywa, do którego w tej sprawie zwrócił się Tomasz G.

Prokuratura dowodziła, że Karpowicz zginął, bo nie chciał współpracować z mafią i pomagać jej w wyłudzaniu odszkodowań od firm ubezpieczeniowych za samochody, które miały rzekomo uczestniczyć w wypadkach drogowych. Karpowicz odrzucał wnioski o wypłaty fałszywych odszkodowań.

Autor: bieru/ja / Źródło: TVN24, PAP

Źródło zdjęcia głównego: tvn24