Pentagon ogłosił, że w ciągu najbliższych miesięcy wycofa pięć tysięcy żołnierzy z Niemiec. To prawie jedna siódma obecnie stacjonujących tam amerykańskich sił. Jednocześnie w kwietniu dziennik "Wall Street Journal" podał, że USA rozważają "ukaranie" europejskich sojuszników - takich jak Hiszpania czy Niemcy - za brak wystarczającej pomocy w wojnie z Iranem poprzez przesunięcie wojsk z baz w tych krajach do Polski, Rumunii, Litwy czy Grecji.
O możliwe wzmocnienie sił USA w Polsce kosztem innych krajów UE, pytany był w poniedziałek premier Donald Tusk. Ocenił on, że "sprawa jest delikatna". - Chyba nie powinniśmy jako państwo podbierać. Nie wiem, czy wiecie, o co mi chodzi - mówił dziennikarzom na pokładzie samolotu podczas powrotu z Armenii. - Nie pozwolę na to, żeby Polska była w jakikolwiek sposób wykorzystywana do łamania solidarności czy współpracy na poziomie europejskim - podkreślił premier.
- Czasami moi przeciwnicy polityczni albo ludzie nie bardzo rozumiejący geopolitykę uważają, że powinienem być bardziej proamerykański. (...) Nie można być bardziej proamerykańskim, niż ja jestem i to od zawsze - odparł te zarzuty premier.
- Dla mnie jednak proamerykańskość oznacza wspólne starania o to, aby więzi transatlantyckie były jak najsilniejsze. Między Polską a Stanami Zjednoczonymi, ale także między Europą a Stanami Zjednoczonymi - powiedział. - My potrzebujemy obecności amerykańskiej nie tylko w Polsce, ale także w innych miejscach, bo to służy tak czy inaczej polskiemu bezpieczeństwu - podkreślił.
- Mam nadzieję, że te napięcia niedługo trochę opadną między niektórymi państwami europejskimi a prezydentem Trumpem - kontynuował Tusk. Jak mówił, Polska "jest dobrze predestynowana do roli tego państwa, które ma ułatwiać i doskonalić relacje między Europą a USA". - Ja się bardzo cieszę z aktywności prezydenta Nawrockiego, bo musimy grać na wszystkich instrumentach, jakie są w naszej dyspozycji - podkreślił premier.
"Tu nie ma konfliktu między rządem a prezydentem"
Premier był pytany o współpracę rządu i prezydenta w zakresie zwiększenia amerykańskiej obecności w Polsce. - Jeśli prezydent Stanów Zjednoczonych i rząd amerykański uzna, że nie będzie wycofania tych wojsk, tylko przeniesienie, relokacja tych kilku tysięcy żołnierzy amerykańskich do Polski, to oczywiście będzie to konsekwencją - też starań, ale wszystkich. Tu akurat nie ma konkurencji, nie ma konfliktu między rządem a prezydentem i jego ludźmi - powiedział.
- W kwestii obecności wojsk amerykańskich i współpracy ze Stanami Zjednoczonymi nie ma różnicy zdań - ocenił premier. - Jeśli pojawi się jakakolwiek szansa, jakakolwiek możliwość zwiększenia obecności amerykańskiej w Polsce, to będziemy na pewno dobrze i zgodnie współpracować - podkreślił.
"Coraz trudniejsze" utrzymanie uwagi USA w Europie
Premier został też zapytany o poniedziałkową wypowiedź wiceszefa MON Pawła Zalewskiego, że Polska prowadzi rozmowy z Pentagonem "na temat zwiększenia zdolności amerykańskich w Polsce". - Od dwóch lat prowadzimy te rozmowy - potwierdził szef rządu.
Dodał, że rozmowy te przechodzą różne etapy, jednak "sporo się zmieniło" po wybuchu wojny w rejonie Bliskiego Wschodu. - Wojna z Iranem spowodowała przesunięcie zainteresowania Stanów Zjednoczonych na tamten teatr geopolityczny i to, obiektywnie oczywiście, trochę utrudniło to zadanie - mówił premier.
Jak mówił, obecnie utrzymanie uwagi USA "na naszym regionie, na wojnie w Ukrainie, na bezpieczeństwie Polski jest coraz trudniejsze ze względu na mnogość konfliktów i sytuację w cieśninie Ormuz". - Ale myśmy od początku naszego rządu bardzo konsekwentnie zabiegali i dalej będziemy zabiegać o maksymalną obecność sił amerykańskich w Polsce - zapewnił Tusk.
Zapowiedzi USA "to na razie hasło"
Ruch Pentagonu komentował w poniedziałek również szef resortu obrony Władysław Kosiniak-Kamysz. Zaznaczył on, że decyzje "pewnie jeszcze nie zapadły". - Sekretarz generalny NATO jasno daje komunikat, że jest w kontakcie, dyskutuje na temat tego, jakby to mogło wyglądać. Jest na razie hasło, jakie będzie wypełnienie tego hasła, to zobaczymy - powiedział szef MON.
- Dla nas bardzo ważne jest, żeby wojska pozostawały w Europie, pozostawały w Polsce - podkreślił. - I niezależnie od tego, co się dzieje w Niemczech, my prowadzimy rozmowy nie tylko nad utrzymaniem kontyngentu w Polsce, ale nad jego zwiększeniem - mówił Kosiniak-Kamysz.