Polska

Trudności z mobilizacją do biegania? Startuj w zawodach!

Polska

Katarzyna KarpaNie możesz się zebrać na trening? Startuj!

Ciepłe łóżko, słodki sen, aż tu nagle drrrrryyyyńńńń i bezlitosny budzik wzywa na poranne bieganie. Wstajecie? Ja odwlekam jak mogę, aż w końcu robi się za późno nawet na szybkie 5 km i odpuszczam. Ale jest sposób na to, by zmobilizować się do trenowania mimo wszystko.

To regularne starty! Zauważyłam jakieś półtora roku temu, gdy zapisałam się na Biegnij Warszawo - jeden z najpopularniejszych krótkich biegów, jakie od kilku lat odbywają się jesienią w stolicy. Ma 10 km i wydawało mi się, że nie jest to jakieś straszne wyzwanie.

Tydzień do zawodów: pełna mobilizacja

W tamtym czasie zdarzało mi się już przebiec dychę (mniej więcej raz na pół roku gdy udawało mi się wyjść na bieganie). W weekendy jeździłam też na rowerze, chodziłam po górach i się wspinałam. Dlatego treningi do Biegnij Warszawo odwlekałam jak mogłam - zawsze znalazł się pretekst, by nie biegać. W końcu, tydzień przed startem, postanowiłam potruchtać do pracy - miałam ok. 6 km i chciałam sprawdzić, czy dam radę. To był sądny dzień! Udało mi się ubiec niecałe 2 km i dostałam takiej zadyszki, że musiałam przejść do marszu, potem znów półtora km biegu i znów marsz. W końcu dotarłam za biurko, zupełnie przerażona tym, co będzie się działo w następną niedzielę na ulicach Warszawy. Zbliżający się termin zawodów tak bardzo mnie jednak zmobilizował, że w tygodniu przed startem wyszłam jeszcze dwa razy na trening. Na ostatnim przed zawodami udało mi się już przebiec cały dystans 10 km. Na Biegnij Warszawo nie tylko ani na chwilę nie musiałam iść, ale zeszłam poniżej godziny (mój czas: 54:52). Tydzień wcześniej wydawało się to zupełnie nieosiągalne.

Za ciosem: kolejne zawody

Po Biegnij Warszawo postanowiłam pójść za ciosem i zapisać się na Bieg Niepodległości 11 listopada. Zaraz potem żałowałam już decyzji, bo na dworze zrobiło się szaro, zimno i ponuro. Wyjście na trening było bardzo, bardzo trudne. Wpisowe jednak zapłacone, trzeba biegać! Czasu w zasadzie nie poprawiłam, ale nie to było najważniejsze. Kluczowe było to, że nie przestałam biegać. Potem były kolejne starty: cykl Grand Prix Warszawy po Lesie Kabackim, Policz się z cukrzycą WOŚP i w końcu 8. Półmaraton Warszawski.

Od 10 do 50 km

Rok temu kolega namówił mnie na pierwsze biegi na orientację: najpierw 25, potem 50 km w okolicach podwarszawskiego Łochowa. To sprawiło, że zupełnie już wsiąkłam. Startowałam już nie tylko w szybkich dychach po mieście i w kameralnych biegach po stołecznych lasach, ale też całymi dniami włóczyłam się po nieznanych puszczach, brnęłam w błotach, przemierzałam pola w poszukiwaniu punktów kontrolnych. Potem pobiegłam po Tatrach. Ani się spostrzegłam, a starty miałam niemal co tydzień, a często i w środku tygodnia po pracy leciałam na błyskawiczne Szybkie Mózgi, czyli organizowane przez UNTS Warszawa błyskawiczne biegi na orientację między blokami warszawskich osiedli. Od biegania nie sposób było już się wykręcić.

Wyzwania na lato

Po co Wam to wszystko piszę? Żeby pokazać, że dzięki regularnym startom można zmobilizować się do regularnego biegania. Niektórzy mogą biegać na zawodach dwa razy do roku, a i tak kilka razy w tygodniu wychodzą na trening. Ja, jeżeli nie mam celu, mam z tym naprawdę duży problem.

Kalendarz jest więc już mocno zapełniony. Najważniejszy bieg w najbliższych tygodniach to zawody Wings For Life. Zapisałam się już (czas jest tylko do 20 kwietnia, więc spieszcie się!), opłaciłam startowe, nie ma już odwrotu. Ale to nie wszystko. Tydzień przed WFL wybieram się na Różę Wiatrów pod Poznaniem, kolejny start pucharowy na 50 km na orientację (potraktuję to pewnie bardziej spacerowo - przed ważnymi zawodami staram się już nie szaleć tak, jak 1,5 roku temu przed Biegnij Warszawo), a niedługo potem razem ze znajomymi lecimy w Biegu Truskawki na 10 km w Puszczy Kampinoskiej. Początek czerwca to już Bieg Sokoła w Tatrach i Mazurskie Tropy w okolicach Gietrzwałdu - jedna z najlepszych imprez na orientację w roku. Do wyboru są różne trasy - i biegowe, i rowerowe - a wszystko wśród jezior i lasów. Najstraszniejsza jednak rzecz czeka mnie w sierpniu: 80-kilometrowy Chudy Wawrzyniec po górach... Przeżyję? Zobaczymy.

To co, na którym starcie się widzimy?

Autor: Katarzyna Karpa

Źródło zdjęcia głównego: Katarzyna Karpa

Raporty:
Pozostałe wiadomości