"To byli bardzo spokojni ludzie". Proces Katarzyny W. Druga rozprawa

TVN24


Czterech pierwszych świadków przesłuchał w poniedziałek Sąd Okręgowy w Katowicach, przed którym toczy się proces Katarzyny W., oskarżonej o zabicie półrocznej córki Magdy. Zeznawali sąsiedzi rodziny W., ich znajomy oraz dziennikarz, który ma istotne dla sprawy informacje.

PROCES KATARZYNY W. - czytaj raport

2. DZIEŃ PROCESU KATARZYNY W. - minuta po minucie

Sprawa Katarzyny W. zaczęła się 24 stycznia 2012 r., gdy policja przekazała mediom informację o zaginięciu półrocznej dziewczynki z Sosnowca. Według relacji matki, dziecko miało zostać porwane z wózka w centrum miasta. Ostatecznie na początku lutego ciało dziecka znaleziono w zrujnowanym budynku w parku przy torach kolejowych w Sosnowcu. Katarzyna W. została oskarżona o zabójstwo córki. Proces ruszył dwa tygodnie temu. 23-letnia kobieta nie przyznaje się do winy.

4 marca odbyła się druga rozprawa w procesie. Sąd przesłuchiwał świadków.

PROCES KATARZYNY W. RELACJA Z DRUGIEJ ROZPRAWY

Dziennikarz zwolniony z tajemnicy zawodowej

Pierwszym przesłuchanym przed sądem świadkiem był dziennikarz regionalnego portalu Robert R., który - według doniesień mediów - ma ważne informacje i nagrania dotyczące Katarzyny W. Redakcja portalu mieści się w lokalu, którego właścicielem jest Krzysztof Rutkowski. Swoje zeznania dziennikarz poprzedził wystąpieniem na temat procesu, oskarżonej i roli mediów w relacjonowaniu tej sprawy. Przerwał mu je sędzia Adam Chmielnicki pytając, co wie na temat sprawy i czy posiada jakieś nagrania związane z Katarzyną W. Robert R. odmówił odpowiedzi, powołując się na tajemnicę zawodową. Sąd zdecydował o zwolnieniu świadka z tajemnicy zawodowej, za czym wcześniej opowiedziały się i prokuratura, i obrona. Strony argumentowały, że wiedza Roberta R. może mieć istotne znaczenie dla sprawy. Już za zamkniętymi drzwiami świadek zeznawał blisko dwie godziny. Później w rozmowie z dziennikarzami nie chciał mówić o szczegółach. Sugerował, ż Katarzyna W. po urodzeniu dziecka była w depresji poporodowej. Według prokuratora Zbigniewa Grześkowiaka, świadek nie dołączył żadnego dowodu do akt sprawy.

"Mówiła, że jest pod wpływem leków"

Inny świadek Tomasz M., przyjaciel ojca Magdy - Bartłomieja, szczegółowo opowiadał, co pamięta z 24 stycznia 2012 r. Tego dnia rano pojechał z Bartłomiejem do jego pracy, by zawieźć zaświadczenie lekarskie; później wrócili do mieszkania W. Pomiędzy godz. 15 a 16 zaczęli się przygotowywać do wyjścia; mieli pojechać do centrum handlowego. W tym samym czasie Katarzyna wybierała się z Magdą do rodziców. Mężczyźni znieśli wózek dziecięcy przed dom. Według świadka Katarzyna wróciła jeszcze na chwilę po coś do mieszkania. Jak wspominał M., gdy już wsiedli do samochodu, Bartłomiej prosił, by jechać powoli i w ten sposób "odprowadzić" Katarzynę do końca ulicy. Bartłomiej zwrócił uwagę na jakiegoś mężczyznę z dzieckiem, który wydał mu się podejrzany - zaznał świadek. Niedługo później dostał telefon od Bartłomieja z informacją, że Magdę uprowadzono, a Katarzyna została pobita i trafiła do szpitala. Włączył się w poszukiwania, a nocą razem z Bartłomiejem odebrał Katarzynę ze szpitala. - Mówiła, że jeszcze to do niej nie dotarło, że jest pod wpływem leków - mówił świadek. Przesłuchania M. nie udało się dokończyć, będzie wzywany do sądu jeszcze raz.

Sąsiadka: Małżeństwo W. to ludzie kulturalni

Przed sądem zeznawali także sąsiedzi państwa W. Aneta J., która w sosnowieckiej kamienicy mieszkała pod małżeństwem W., jest jedną z osób, które jako ostatnie widziały Magdę żywą. 24 stycznia ok. godz. 16. spotkała Katarzynę W. z dzieckiem przed mieszkaniem. Jak mówiła, Katarzyna W. wyciągnęła dziecko z wózka odwróciła je twarzą do sąsiadki i weszła na piętro do swojego mieszkania. Zarówno matka jak i dziecko uśmiechnęły się do sąsiadki. - Powiedziałam, że Madzia jest taka fajniusia - wspominała J. Scharakteryzowała małżeństwo W. jako ludzi kulturalnych, spokojnych i uśmiechniętych, choć przyznała, że nie utrzymywała z nimi bliższego kontaktu. Z ich mieszkania nie słyszała żadnych niepokojących odgłosów.

Dym z kominka i problemy z piecem

Także drugi świadek, partner Anety J. Piotr O. powiedział, że W. to "byli bardzo spokojni ludzie". Tylko raz z ich mieszkania słychać było odgłosy mogące świadczyć o imprezie, krótko po tym, jak się wprowadzili do kamienicy. Oskarżyciel Grześkowiak powiedział po rozprawie, że w złożonych w poniedziałek zeznaniach nic go nie zaskoczyło. Zarówno w zeznaniach Anety J. jak i drugiego świadka - jej partnera Piotra O. - pojawiają się informacje o problemach z piecami w mieszkaniu. Aneta J. miała pewnego dnia usłyszeć huk w nieużywanym piecu, a na podłogę wysypała się sadza. Podobne problemy miał też tego dnia inny sąsiad. Piotr O. wspominał, że kilka razy do mieszkania dostawał się dym z kominka. Pytał o to także małżeństwo W. Ci odpowiedzieli, że u nich z przewodami kominowymi i piecami wszystko w porządku. Według prokuratury zeznania te potwierdzają wersję o próbie zatrucia dziecka tlenkiem węgla.

Prokuratura: udusiła córkę

Zdaniem prokuratury Katarzyna W. udusiła swoją córkę, a plan zabójstwa przygotowywała co najmniej od 19 stycznia - wcześniej próbowała zatruć córkę tlenkiem węgla. 24 stycznia miała uderzyć dzieckiem o podłogę, a kiedy okazało się, że mimo to, niemowlę przeżyło, dusić je przez kilka minut. Sama oskarżona twierdzi, że Magda zmarła na skutek wypadku. Według oskarżonej, dziecko wypadło jej z rąk na podłogę, gdzie zmarło po kilku nieudanych próbach nabrania powietrza. Obrońca oskarżonej mec. Arkadiusz Ludwiczek nie wykluczył, że w sprawie konieczna będzie uzupełniająca opinia biegłych. - Naszym zdaniem, one nie wskazują wszystkich możliwych przypadków, w których mogło dojść do uduszenia Magdaleny W. - powiedział adwokat po rozprawie. Następna rozprawa odbędzie się 18 marca. Ma wtedy zeznawać m.in. Krzysztof Rutkowski.

Autor: kde//gak / Źródło: PAP

Raporty: