Szyfrant zniknął bez śladu. "Są trzy scenariusze"

Polska

Aktualizacja:
TVN24Materiał reportera programu "Polska i Świat"

Chorąży Stefan Zielonka, najbardziej poszukiwana osoba w Polsce, nie wrócił do pracy po zwolnieniu lekarskim. Przez dwa tygodnie jego przełożeni całkowicie to ignorowali - doniósł "Dziennik". - Zaginięcie żołnierza jest wypadkiem nadzwyczajnym. Szczególnie w tak newralgicznej komórce jak szyfry - komentował w TVN24 były szef WSI gen. Marek Dukaczewski.

Stefan Zielonka wyszedł z domu w pierwszy dzień świąt Wielkanocnych. Od miesiąca szuka go policja, jak dotąd jednak, bez skutku.

Jak ujawnił "Dziennik", przełożeni szyfranta przez dwa tygodnie nie wiedzieli, że zniknął człowiek z niebezpieczną wiedzą. Szyfrantów państwo strzeże zwykle jak źrenicy oka, bo to oni pierwsi czytają niezaszyfrowane depesze i znają ludzi, którzy je dostarczają. Mogą być więc cennym nabytkiem na przykład dla obcych służb.

Gdzie może być szyfrant?

Trzy scenariusze

Gen. Marka Dukaczewskiego niepokoi zniknięcie szyfranta. - Każdego pracownika poszukuje się, jeśli nie wrócił z urlopu do pracy - uważa Dukaczewski. Według niego, gdyby policja wcześniej wiedziała o zaginięciu żołnierza, miałaby większe szanse na jego znalezienie. Ponadto, były szef WSI widzi trzy możliwe scenariusze zniknięcia Zielonki.

Wariant optymistyczny jest taki - chorąży zniknął z własnej woli, ale niedługo wróci. Druga opcja - wojskowy znalazł się w sytuacji zagrożenia życia. W końcu trzeci, z punktu widzenia państwa najbardziej szkodliwy - żołnierz wszedł we współpracę z obcymi służbami.

Problemy osobiste?

"Zdjęcia na Naszej-Klasie to brak profsjonalizmu"TVN24

Jak pisze "Dziennik", przed zniknięciem chorąży był na zwolnieniu lekarskim. Potem jednak nie zjawił się w pracy. Przełożeni Zielonki nie niepokoili się jednak. Sprawa zwróciła ich uwagę dopiero po czternastu dniach.

Jak się okazało, szyfrant miał poważne problemy osobiste, o czym również wywiad nie wiedział. Zielonka cierpiał na depresję, myślał o przejściu na emeryturę. Przez ostatnie dwa lata żył w zawieszeniu, bo jako były żołnierz WSI nie został zweryfikowany ani pozytywnie, ani negatywnie. - Ci ludzie są zawiedzeni i mówią więcej niż powinni - skomentował w TVN24 były wiceszef wywiadu w UOP Piotr Niemczyk.

Kilka miesięcy temu Zielonka wrócił z misji na Bałkanach. - Po powrocie obcięto mu dodatek do pensji, co spowodowało dalszą frustrację - opowiada "Dziennikowi" jeden z członków speckomisji, która w czwartek przesłuchiwała p.o. szefa Służby Wywiadu Wojskowego, ppłk. Radosława Kujawę.

Kujawa miał tłumaczyć za zamkniętymi drzwiami, że Zielonka nie pracował na wrażliwym kierunku wschodnim, ale na bałkańskim. Ponadto wywiad nie ujawnił informacji o zniknięciu swojego pracownika, bo powodem zaginięcia były "problemy osobiste". To samo powiedział w czwartek premier Donald Tusk. Rodzina chorążego jest jednak innego zdania. Jak zdradził "Dz" krewny Zielonki, obawia się najgorszego: że szyfrant przypadkowo zginął lub został porwany.

Problemy zdrowotne?

W czwartek sprawą zniknięcia szyfranta zajęła się sejmowa komisja ds. służb specjalnych. W czasie przesłuchania ppłk. Radosława Kujawy pojawiło się kilka hipotez odnośnie do tego, dlaczego chorąży zaginął. Zdaniem Janusza Zemkego, powodem mogły być problemy zdrowotne. - On chciał w ogóle odejść ze służby - mówił Zemke.

A może problem tkwi w samych służbach?

Po ujawnieniu informacji o zaginięciu Zielonki zawrzało nie tylko w Sejmie, ale również w internecie. Na profilu chorążego na portalu Nasza-Klasa rozgorzała ożywiona dyskusja. Internauci namawiają szyfranta do powrotu, ale też życzą powodzenia w obcych służbach. Łatwość, z jaką można dotrzeć do informacji o pracownikach wywiadu, przeraża jednak i zastanawia polityków, którzy widzą w niej problem całych służb.

- Zaginięcie mężczyzny jest dla Polski niebezpieczne. Oznacza to, że w polskim wywiadzie dzieje się źle. Ale informacje ujawnione w Internecie to większy problem w służbach niż hipotetyczna wiedza tego szyfranta - mówił w programie "Fakty po Faktach" płk Mieczysław Tarnowski, były szef UOP.

- Jak się było na misji w Afganistanie, to się zdjęć na Naszej-Klasie nie zamieszcza. To jest niestety przejaw upadku profesjonalizmu ludzi, którzy zostali w służbach - zgodził się Janusz Zemke. Według niego, trzeba w tej sytuacji rozważyć najgorszy wariant, czyli zdradę państwa.

Źródło: Dziennik, tvn24

Źródło zdjęcia głównego: TVN24