Szkoła-widmo za setki tysięcy złotych. Działa, choć nie ma ani jednego ucznia

27.11.2015 | Szkoła widmo w Łodzi. Nie ma w niej uczniów, ale jej roczne utrzymanie kosztuje 600 tys. złotych
27.11.2015 | Szkoła widmo w Łodzi. Nie ma w niej uczniów, ale jej roczne utrzymanie kosztuje 600 tys. złotych
Fakty TVN
Fakty TVNZ powodu brak chętnych w liceum nie utworzono żadnej klasy

W XXXV Liceum Ogólnokształcące im. Króla Stefana Batorego w Łodzi pracuje dyrektor, sześcioro nauczycieli, woźne i dozorca. W szkole nie ma jednak ani jednego ucznia, a mimo to nie można jej zamknąć. Materiał "Faktów" TVN.

Oprócz dyrektora "szkoła bez uczniów”, czyli XXXV Liceum Ogólnokształcące im. Króla Stefana Batorego w Łodzi, zatrudnia jeszcze ośmiu pracowników administracji, w tym dwóch dozorców i sześcioro nauczycieli. Rola dozorców wydaje się zrozumiała: pilnują mienia. Ale co od zakończenia poprzedniego roku szkolnego robią tu nauczyciele?

Niespodziewana katastrofa

- Żadna zagadka - twierdzi dyrektor szkoły, Jerzy Mendak. Gdy nie mają zastępstw w innych szkołach - porządkują. Wszystko, co zostanie znalezione w szkole, musi być posegregowane, skatalogowane i, jeśli się da, sprzedane. Lub komisyjnie zniszczone. Jak mówi dyrektor, postęp tych prac jest obecnie oceniany na 38 procent.

Jerzy Mendak kieruje szkołą niespełna rok. Nie wie, dlaczego liceum im. Stefana Batorego nie przetrwało na rynku, nie wiedzą tego również jego byli uczniowie.

- Było pełno młodzieży, każdy był zadowolony i nic nie zwiastowało takiej katastrofy. Ciężko mi jest uwierzyć w to, że tam nie ma żadnego ucznia - mówi Natalia Grabowicz, absolwentka XXXV LO.

Do tzw. wygaszania szkoły przymierzano się już trzy lata temu. Urzędnicy miejscy tłumaczą, że wraz z ostatnim uczniem i zakończeniem roku szkolnego nie można było jednak tak po prostu zamknąć placówki, bo nikt nie wiedział, że ostatnia rekrutacja na kolejny rok szkolny zakończy się totalną porażką.

Zamknąć szkołę? Nie można

Przepisy nie pozwalają na zamknięcie szkoły w trakcie roku szkolnego, nawet jeśli nie ma w niej ani jednego ucznia. I nawet, jeśli utrzymanie tego, co po niej pozostało, kosztowało miasto już około 400 tysięcy złotych. - Konsekwencje tego są takie, że do 31 sierpnia musimy czekać - podsumowuje Krzysztof Jurek, dyrektor Wydziału Edukacji w Łodzi.

Nauczycieli też wyrzucić na bruk nie można.

- Dla nich to również jest trudna sytuacja, pozostawanie w takim zawieszeniu. Na pewno każdy z nich z przyjemnością podjąłby pracę w innej placówce - mówi Agnieszka Michałowska-Stasiak ze Związku Nauczycielstwa Polskiego Łódź-Bałuty. Ale ofert brak.

Szkoła bez uczniów działa więc nadal.

Więcej na stronie "Faktów" TVN.

Autor: mm / Źródło: Fakty TVN

Źródło zdjęcia głównego: Fakty TVN

Pozostałe wiadomości