Polska

"System naprowadzania nie miał wpływu na katastrofę"

Polska

Aktualizacja:
TVN24Gen. Błasik był w kabinie Tu-154

- W momencie katastrofy samolotu CASA w Mirosławcu wszystkie warunki mieściły się w normach - powiedział dowódca sił lotniczych gen. Andrzej Błasik. Powtórzył, że na lotnisku nie działał system naprowadzający ILS, ale samolot korzystał z innego systemu naprowadzania - radarowego.

Gen. Błasik i minister obrony Bogdan Klich odwiedzili krakowska bazę lotniczą. Właśnie tam stacjonowała maszyna, która rozbiła się w środę wieczorem.

Generał wyjaśnił, że system naprowadzający ILS był wyłączony, ponieważ nie był "precyzyjnie oblatany i skalibrowany". Jak wyjaśnił ILS miał być dopiero testowany, a dopiero potem stosowany na lotnisku. - Aby dopuścić system do eksploatacji, musi on być "oblatany", czyli musi być właściwie ustawiona przez specjalistyczny samolot ścieżka zniżania lotu - wyjaśnił generał. Jednak do bezpiecznego lądowania całkowicie wystarczy system naprowadzania radarem - podkreślił.

Odniósł się też do doniesień o meldunku pilota, iż ten słabo widzi pas startowy. Gen. Błasik poinformował, że system świetlny lotniska był włączony, ale nie na 100 proc. Wyjaśnił, że standardowo oświetlenie w nocy jest ustawione na 50-60 procent maksymalnej jasności, żeby zbyt jasne światła nie przeszkadzały pilotowi. Kiedy pilot CASY zameldował, że słabo widzi pas, intensywność oświetlania zwiększono - powiedział generał

Warunki pogodowe mieściły się w dopuszczalnych granicach - dodał dowódca sił powietrznych. Mimo niskiego poziomu chmur pogoda pozwalała na lądowanie samolotu. Dodał też, że maszyna była wyposażona w system antyoblodzeniowy.

Klich chce wyjaśnień nt. liczby osób na pokładzie

Szef MON Bogdan Klich poinformował, że polecił wyjaśnić dlaczego informacje, które początkowo otrzymał o liczbie osób znajdujących się na pokładzie rozbitego samolotu, różnią się od ostatecznych danych. - Wczoraj poleciłem wyjaśnienie tej sprawy, dlaczego uzyskałam wieczorem inną informację o liczbie osób na pokładzie i ostatecznie liczba ta była wyższa - powiedział Klich. Pytany czy zostaną zmienione procedury tak, by jednym samolotem nie mogli podróżować wysocy rangą dowódcy, Klich zapowiedział, że zanim podjęte zostaną jakiekolwiek decyzje, muszą być szczegółowo wyjaśnione powyższe okoliczności.

Początkowo szef MON miał dane, i takie przekazywał, że na pokładzie CASY było 18 osób - 4 członków załogi i 14 pasażerów. Ostatecznie okazało się, że znajdowało się w niej 20 osób, oprócz czterech z załogi, 16 pasażerów.

"Nie będzie zamiatania pod dywan"

Szef MON zapewnił, że resort obrony dopilnuje, by wszystkie wątpliwości związane z katastrofą zostaną wyjaśnione. -Nie będzie zamiatania pod dywan - dodał. Jak dodał, obecnie największym problemem dla prokuratury jest identyfikacja ciał pilotów.

Zauważył, że wypadek w Mirosławcu "symbolicznie urasta do katastrofy samolotu Żwirki i Wigury".

Klich poprosił, by na razie powstrzymać się od spekulacji na temat przyczyn katastrofy.

Pomoc dla rodzin ofiar

Minister podziękował psychologom i duchowieństwu za pomoc okazaną rodzinom ofiar. Zapewnił też o pomocy ze strony rządu. Przypomniał, że już w czwartek przedstawił pakiet wsparcia. - Po rozważeniu indywidualnej sytuacji każdej z rodzin, rozważę także możliwość pozostawienia niektórym rodzinom kwaterunku. Minister obrony dysponuje takim prawem – dodał.

Klich przypomniał też, że resort obrony wystąpił przed kilkoma tygodniami z propozycją stypendiów dla dzieci żołnierzy, którzy polegli w kraju lub na misji zagranicznej. - Jesteśmy na etapie uzgodnień międzyresortowych – dodał minister.

Wciąż nieznana przyczyna wypadku

Prokuratura prowadzi śledztwo ws. katastrofy samolotu CASA na lotnisku w Mirosławcu. Rzecznik Sił Powietrznych ppłk Wiesław Grzegorzewski potwierdził informacje podane w TVN24 przez gen. Franciszka Gągora, że piloci dwukrotnie poodchodzili do lądowania. Wiadomo też, że w chwili katastrofy samolotu CASA na lotnisku w Mirosławcu nie działał system ILS, pomagający pilotom w precyzyjnym i bezpiecznym podejściu do lądowania. Zdaniem ekspertów, mimo to piloci powinni zdołać bezpiecznie wylądować. - Drugie podejście samolotu do lądowania nie jest czymś wyjątkowym, ale zawsze jest to sygnał, że pilot ma jakieś rodzaju problemy, wątpliwości - tłumaczył w TVN24 Tomasz Szulc z „Nowej Techniki Wojskowej”.

W środowy wieczór w Mirosławcu padł intensywnie deszcz. O tym czy na skutek słabej widoczności pilot nie wykonał zbyt nisko drugiego podejścia do lądowania dyskutowali też goście "Magazynu 24 Godziny".

Zginęło 20 świetnych oficerów

W środę wieczorem w pobliżu wojskowego lotniska pod Mirosławcem rozbił się wojskowy samolot transportowy CASA C-295M. Zginęło 20 osób - czterech członków załogi i 16 pasażerów - oficerów wracających z konferencji na temat bezpieczeństwa lotów. Samolot po starcie z Warszawy lądował w Powidzu i Poznaniu, miał dalej lecieć do Mirosławca, Świdwina i Krakowa, na macierzyste lotnisko 13. eskadry lotnictwa taktycznego, na której wyposażeniu są te samoloty.

Źródło: TVN24, PAP

Źródło zdjęcia głównego: TVN24

Pozostałe wiadomości