"Suszarki" nielegalne na polskich drogach? To może być rewolucja

TVN24

Aktualizacja:

Ręczne mierniki prędkości, czyli popularne "suszarki", powinny konkretnie wskazywać samochód namierzany przez policjanta. Ten wyrok sądu w Gnieźnie może rozpocząć rewolucję na polskich drogach, bo większość urządzeń zdjęć nie robi. Mimo tego kierowcy, który dokonał tego odkrycia, nie anulowano mandatu.

Tomasz Motyliński, ukarany kierowca, tłumaczy, że prędkość wskazana przez policjantów na mandacie nie zgadzała się ze wskazaniem jego prędkościomierza. Postanowił sprawy nie odpuścić i po dwóch latach walki w sądach dowiódł, że popularne "suszarki" działają niezgodnie z prawem.

Winę ponosi konstrukcja

Sąd uznał, że wina może leżeć po stronie konstrukcji fotoradaru, która nie umożliwia jednoznacznej identyfikacji pojazdu, którego prędkość została sprawdzona.

- Ta kwestia będzie przedmiotem rozpoznania sądu podczas sporządzania pisemnego uzasadnienia wyroku - mówi Arkadiusz Lewandowski, prezes Sądu Rejonowego w Gnieźnie.

Z tą decyzją zgadza się Jarosław Teterycz, specjalista ds. pomiaru prędkości. - Jeden radar, który nie ma rejestracji, mierzy prędkość najbliższego pojazdu, inny sprawdza pojazd najszybszy. Jeszcze inne - laserowe - mierzą prędkość pojazdu wskazanego przez znacznik - tłumaczy. Zwraca jednak uwagę, że celownik musi być w tak urządzeniu poprawnie ustawiony. W przeciwnym razie to policjant decyduje o tym, który kierowca zostanie ukarany.

Policja nadal będzie ich używać

Policja o sprawie wie, jednak zasłania się świadectwem, które fotoradary posiadają. - Mają stosowne świadectwa legalizacji wydane przez uprawniony w Polsce organ i będziemy tych urządzeń w dalszym ciągu użytkować - wyjaśnia mł. insp. Krzysztof Hajdas z Komendy Głównej Policji.

Urzędem tym w Polsce jest Główny Urząd Miar, który sprawdza jedynie, czy urządzenia spełniają wymagania techniczne. Nie zajmuje się tym, czy są one używane zgodnie z prawem.

Mimo tego, że sąd zgodził się, iż "suszarki" nie działają tak jak powinny, nie anulował panu Tomaszowi mandatu. Tłumaczył to tym, że policjant, który mierzył prędkość, zeznał, że sprawdzał prędkość właśnie tego pojazdu.

Z takimi tłumaczeniami nie zgadzają się prawnicy. - Policjant może się mylić, może nie pamiętać, może konfabulować - mówi adwokat Zbigniew Roman. - Wzięto z sufitu zasadę, że urzędnik państwowy jest uczciwszy niż osoba, której wymierza się karę, co nie znajduje żadnego uzasadnienia - dziwi się adwokat Krzysztof Pyka.

Ciąg dalszy walki

Tej sprawy nie zostawi pan Tomasz, który zapowiada dalszą walkę. - Będę się odwoływał do Trybunału Europejskiego. Będę domagał się odszkodowania dla siebie i wycofania tych nielegalnie stosowanych urządzeń z naszego kraju - mówi.

Autor: aw\mtom / Źródło: Fakty TVN