"Szczególna zawiłość". Chcą przekazania sprawy wypadku Szydło do sądu wyższej instancji

Polska

Trzech prokuratorów chce wyłączyć się ze sprawy wypadku byłej premier (Materiał "Faktów" TVN, 01.03.2018)Fakty TVN
wideo 2/36

Sąd Rejonowy w Oświęcimiu skierował wniosek do Sądu Apelacyjnego w Krakowie o przekazanie sprawy przeciw Sebastianowi K., podejrzanemu o nieumyślne spowodowanie wypadku z udziałem byłej premier Beaty Szydło, do rozpoznania Sądowi Okręgowemu w Krakowie.

Jak poinformował w komunikacie Sąd Apelacyjny w Krakowie, wniosek o przekazanie sprawy do sądu wyższej instancji został uzasadniony "szczególną zawiłością i wagą sprawy". Zostanie on rozstrzygnięty przez Sąd Apelacyjny na posiedzeniu niejawnym 12 czerwca tego roku.

W sprawie wypadku Prokuratura Okręgowa w Krakowie w połowie marca skierowała do Sądu Rejonowego w Oświęcimiu wniosek o warunkowe umorzenie postępowania przeciw Sebastianowi K., podejrzanemu o nieumyślne spowodowanie wypadku.

Nie wyraził zgody na warunkowe umorzenie postępowania

Na początku tego miesiąca do sądu w Oświęcimiu wpłynęła odpowiedź obrońcy podejrzanego mecenasa Władysław Pocieja. Potwierdził on wtedy, że nie wyraził w imieniu swojego klienta zgody na warunkowe umorzenie postępowania, ponieważ nie jest ono korzystne dla Sebastiana K.

- Takie rozwiązanie nie jest dla mojego klienta korzystne. Po pierwsze, wskazuje jednoznacznie jego winę - z czym my chcemy polemizować. Po drugie, naraża go na ewentualne koszty z tytułu odszkodowania - wyjaśniał wówczas mecenas Pociej. - Dlatego nie godzimy się na warunkowe umorzenie postępowania. Nasze stanowisko przekażemy sądowi, który będzie je musiał wziąć pod uwagę - zapowiadał adwokat.

W przypadku braku zgody podejrzanego na warunkowe umorzenie postępowania sąd skieruje sprawę na rozprawę główną, a prokurator będzie miał siedem dni na uzupełnienie wniosku o umorzenie o elementy niezbędne dla aktu oskarżenia (m.in. listę świadków, wykaz dowodów do przeprowadzenia).

Wypadek byłej premier

Do wypadku doszło 10 lutego 2017 r. w Oświęcimiu. Policja podała, że rządowa kolumna trzech samochodów, w której jechała ówczesna premier Beata Szydło (jej pojazd znajdował się w środku kolumny) wyprzedzała fiata seicento. Jego 21-letni kierowca przepuścił pierwszy samochód, a następnie zaczął skręcać w lewo i uderzył w auto ówczesnej szefowej rządu, które następnie uderzyło w drzewo.

Jedną z kluczowych kwestii było to, czy kolumna rządowa używała sygnałów uprzywilejowania. Były rozbieżne zeznania co do tego. Funkcjonariusze BOR twierdzili, że używali sygnałów dźwiękowych. Część świadków, do których dotarł między innymi reporter "Czarno na białym" TVN24, twierdziła, że żadnych syren nie słyszała.

14 lutego ubiegłego roku prokuratorski zarzut nieumyślnego spowodowania wypadku usłyszał kierowca fiata seicento Sebastian K. Kierowca nie przyznał się do winy, prokuratura nie podawała treści jego wyjaśnień.

W wyniku wypadku poważne obrażenia ciała, utrzymujące się dłużej niż siedem dni, odnieśli Beata Szydło i jeden z funkcjonariuszy BOR - szef ochrony premier. Beata Szydło do 17 lutego ubiegłego roku przebywała w Wojskowym Instytucie Medycznym w Warszawie. U drugiego funkcjonariusza BOR - kierowcy pojazdu - stwierdzono lżejsze obrażenia.

Dwie wersje przebiegu wypadku

Jak podawała prokuratura, w toku śledztwa przyjęto dwie wersje przebiegu wypadku. Jedna zakłada używanie sygnałów świetlnych i dźwiękowych przez pojazdy poruszające się w kolumnie uprzywilejowanej, a druga - używanie wyłącznie sygnałów świetlnych. - Żadnej z nich nie wyklucza prokuratura, a uprawnionym do oceny tej kwestii jest sąd - podkreślała prokuratura.

Powoływała się na ustalenia biegłych, którzy stwierdzili, że - niezależnie od używania bądź nie sygnałów dźwiękowych przez pojazdy z kolumny uprzywilejowanej - wyłącznym i bezpośrednim sprawcą zdarzenia był kierowca fiata seicento Sebastian K. Według biegłych, nie rozeznał on prawidłowo sytuacji na jezdni.

Prokuratura podawała także, że "zebrany materiał dowodowy umożliwił odtworzenie przebiegu wypadku, ale nie pozwolił na zweryfikowanie twierdzenia o używaniu przez pojazdy uprzywilejowane sygnałów dźwiękowych". - To zagadnienie może być rozstrzygnięte na podstawie osobnego materiału dowodowego, w zależności od decyzji i interpretacji sądu - wskazywała.

28 lutego 2018 roku prokuratura zakończyła śledztwo. Podała również, że trójka prokuratorów prowadzących śledztwo w sprawie wypadku złożyła wnioski do prokuratora regionalnego o wyłączenie ich z prowadzenia tego postępowania. Jak wyjaśniał rzecznik prokuratury okręgowej prokurator Janusz Hnatko, prokuratorzy ci chcieli, aby w osobnym dochodzeniu został zbadany wątek, czy kolumna rządowa na pewno była kolumną uprzywilejowaną w ruchu. Na to nie zgodził się ich przełożony.

Po zamknięciu śledztwa prokuratura wyłączyła sprawę ewentualnych wykroczeń funkcjonariuszy BOR podczas wypadku z udziałem ówczesnej premier Beaty Szydło w Oświęcimiu i przekazała policji do prowadzenia. Chodziło o podejrzenie przekroczenia dozwolonej prędkości i przekraczania linii ciągłej na jezdni przez funkcjonariuszy BOR, którzy prowadzili pojazdy wchodzące w skład kolumny uprzywilejowanej. 11 lutego tego roku sprawa ewentualnych wykroczeń uległa przedawnieniu.

Autor: kb//adso / Źródło: PAP

Źródło zdjęcia głównego: Oświęcim112

Raporty: