Do warszawskiego Sądu Okręgowego wpłynął wniosek byłego wiceministra sprawiedliwości Marcina Romanowskiego o wydanie listu żelaznego - z pisma oraz z koperty wynika, że przesyłka została nadana w Tyraspolu, na terenie Naddniestrza. Obrońca Romanowskiego mec. Bartosz Lewandowski potwierdził później, że jego klient złożył wniosek o wydanie listu żelaznego i oświadczenie o przebywaniu poza terytorium Unii Europejskiej.
Była oficer kontrwywiadu ABW major Anna Grabowska-Siwiec zapytana w "Tak jest" w TVN24 o możliwości polskich służb do potwierdzenia, że Romanowski faktycznie przebywa w Naddniestrzu stwierdziła: - Dzisiaj rodzi się wiele problemów związanych ze zrobieniem tego w sposób legalny i z pewnymi mocami sprawczymi i współpracy międzysojuszniczej.
- Nie bardzo sobie wyobrażam przeprowadzenie jakiejś misji ekspedycyjnej z pozycji różnych polskich służb na teren, który jest pod bezpośrednim nadzorem rosyjskim i gdzie dominują rosyjskie służby - stwierdziła. - Zakładam, że nie mamy tam swoich sił wywiadowczych, bo nie jest to teren przyjazny do działania i nie jest to miejsce, gdzie mamy jakieś swoje specjalne interesy - podkreśliła.
Grabowska-Siwiec dodała, że "jedynie jakaś współpraca ze służbami mołdawskimi może być kluczem do ustalenia czegokolwiek".
Cichocki: Romanowski chroni się jak potrafi
Były ambasador Polski w Ukrainie Bartosz Cichocki stwierdził, że "problem w tym przypadku, że człowiek nie zgłasza się na wezwanie prokuratury i nie czeka na proces, (wynika z tego) że nie ma zaufania, że ma tutaj szansę na sprawiedliwy proces".
- (Romanowski) chroni się w taki sposób, w jaki potrafi. (Naddniestrze) To jest parapaństwo, nieuznawane międzynarodowo. To jest przede wszystkim twór biznesowy. To, że Rosjanie wykorzystują do swoich gierek Naddniestrze, czy wcześniej Abchazję, Donbas czy Krym, to nie znaczy, że te regiony są przez nich silnie kontrolowane i życzliwe im - ocenił.
Cichocki stwierdził, że Polska w dążeniu do sprowadzenia Romanowskiego do kraju nie jest skazana na klęskę. - Instrumenty dyplomatyczne i służb specjalnych powinny tutaj działać, ale - jak widać - nie działają - dodał.
Grabowska-Siwiec: tacy ludzie są groźni
W maju 2024 roku o azyl na Białorusi zwrócił się sędzia Tomasz Szmydt, członek neo-KRS i jeden z bohaterów afery hejterskiej. - On jest przykładem tego, że mamy nie do końca wydolne przepisy związane z ochroną kontrwywiadowczą - stwierdziła.
Grabowska-Siwiec zwróciła uwagę, że w przypadku listu Romanowskiego pojawiła się informacja, że posiada on dokumenty na nieswoje nazwisko wydane przez jakieś państwo. - Uzyskanie takiego dokumentu wiąże się z jakimś kontraktem, który ma się z tym państwem, więc jeśli ktoś dla innego państwa stanowi taką wartość, że wydaje mu takie dokumenty to znaczy, że on coś sprzedał - stwierdziła.
- Uważam, że tak radykalne kroki podejmuje człowiek, który naprawdę ma coś na sumieniu i ma się czego bać. Ja nie uważam, że polski wymiar sprawiedliwości sobie z tym nie radzi. Uważam, że ludzie, którzy decydują się na taki krok, a szczególnie ludzie, którzy pełnili najważniejsze stanowiska państwowe i uciekają przed wymiarem sprawiedliwości, który sami współtworzyli, oni są groźni - oceniła była oficer kontrwywiadu ABW.
Grabowska-Siwiec wskazała, że w latach 90. wprowadzono przepisy, wedle których z bezpośredniej pracy operacyjnej kontrwywiadu zostaną wyłączone pewne grupy zawodowe - należą do nich zawody prawnicze, w tym sędziowie. - Nie mamy w Polsce środowisk czystych. Ludzi, którzy nie poważyliby się zdradzić ojczyzny, ukraść albo sprzeniewierzyć. Dlatego wszystkie środowiska wymagają dogłębnej analizy ze strony służb kontrwywiadowczych - dodała.