Kittel: jesteśmy świadkami wojny na samych szczytach władzy

TVN24

Bertold Kittel o oświaczeniu Mariana Banasiatvn24
wideo 2/36

- Jesteśmy świadkami bardzo brutalnej i ostrej gry i wojny na samych szczytach władzy - powiedział w środę dziennikarz "Superwizjera" TVN i autor reportażu "Pancerny Marian i pokoje na godziny", Bertold Kittel. Odniósł się w ten sposób do oświadczenia prezesa Najwyższej Izby Kontroli, w którym Marian Banaś zapowiedział, że nie zamierza podać się do dymisji.

Prezes NIK Marian Banaś, którego dymisji oczekiwano od wielu dni, oświadczył w środę, że "w poczuciu odpowiedzialności za Najwyższą Izbę Kontroli" będzie kontynuował powierzoną mu przez parlament misję. Zapewnił, że był gotów "złożyć rezygnację z urzędu". - Z przykrością stwierdziłem jednak, że moja osoba stała się przedmiotem brutalnej gry politycznej - dodał. Powiedział też, że jest gotów "odpowiedzieć na każde pytanie śledczych". Oświadczenie zamieszczono w środę na stronie internetowej Izby.

CZYTAJ WIĘCEJ O OŚWIADCZENIU MARIANA BANASIA>

KOMENTARZE PO DECYZJI PREZESA NIK. RELACJA>

"Jesteśmy świadkami bardzo brutalnej i ostrej gry"

Dziennikarz "Superwizjera" TVN i autor reportażu "Pancerny Marian i pokoje na godziny" Bertold Kittel, komentując oświadczenie prezesa NIK, stwierdził, że "wszystkie doniesienia, które od kilku dni obserwujemy i czytamy, potwierdzają się w zasadzie słowami pana prezesa Banasia".

- Widać, że jesteśmy świadkami bardzo brutalnej i ostrej gry, i wojny na samych szczytach władzy - ocenił. Dodał, że "tutaj mamy ewidentny konflikt na szczytach władzy i ewidentną informację od pana prezesa Banasia, że się nie poda do dymisji".

REPORTAŻ "SUPERWIZJERA" TVN "PANCERNY MARIAN I POKOJE NA GODZINY"

"Sytuacja, której już nikt tak naprawdę nie kontroluje"

Dziennikarz "Superwizjera" odniósł się również do zmiany stanowiska Banasia w sprawie swojej ewentualnej dymisji. - Ja to bym wytłumaczył w najprostszy możliwy sposób. Pan prezes Banaś miał jakieś gwarancje na odejście z Najwyższej Izby Kontroli i był gotów podać się do dymisji. Coś się stało, po czym on uznał, że jego bezpieczeństwo jest niepewne, jeżeli chodzi o decyzję o dymisji. Może to jest kwestia syna, może to jest kwestia jego bezpieczeństwa osobistego - ocenił.

- Myślę, że to, co obserwujemy, to jest gwałtowne zaostrzenie sytuacji, która nie jest już zwykłym sporem wokół urzędu, wokół stanowiska. Mamy tutaj sytuację, w której używa się przeciwko przeciwnikom argumentów niebywałych. To jest kwestia bezpieczeństwa rodziny, kwestia potencjalnego zatrzymywania członków rodziny. To jest sytuacja, której już nikt tak naprawdę nie kontroluje - podkreślił.

- Wydaje mi się, że w przyszłości powstanie wiele tekstów na temat tego, jakie są kulisy tych wszystkich wydarzeń, co się tak naprawdę dzieje, jaki jest standard wypełniania przez urzędników państwowych ich obowiązków - dodał.

Kittel: prokuratura jest wykorzystywana całkowicie instrumentalnie

Dziennikarz "Superwizjera" mówił także o działaniu prokuratury w sprawie szefa NIK. Odniósł się do faktu, że wtorkowa decyzja o wszczęciu śledztwa przez Prokuraturę Regionalną w Białymstoku nastąpiła kilka dni po tym, jak CBA złożyło w tej sprawie zawiadomienie (nastąpiło to w piątek). - To świadczy o tym, że prokuratura jest wykorzystywana całkowicie instrumentalnie - mówił. Wskazywał, że "z jednej strony potrafi prowadzić wiele lat jakieś postępowania, których zakończenie jest niewygodne, a tutaj mamy w ciągu paru dni decyzję merytoryczną co do wszczęcia postępowania".

- Podejrzewam, że bardzo szybko będą zarzuty w kwestii na przykład oświadczenia majątkowego. Myślę też, że będą podejmowane próby zdjęcia immunitetu i spektakularnego zatrzymania pana prezesa - kontynuował. - Spodziewam się, że ta wojna na szczycie władzy przybierze jeszcze bardziej dynamiczny rozwój, i że będziemy świadkami wydarzeń bardzo głośnych, niejeden nagły zwrot akcji tutaj nastąpi - dodał.

Śledztwo prokuratury

Prezes NIK został w czwartek wezwany do rezygnacji na spotkaniu z prezesem PiS Jarosławem Kaczyńskim i koordynatorem służb specjalnych Mariuszem Kamińskim. NIK poinformowała w piątek w komunikacie, że decyzja o dymisji nie została podjęta. Tego samego dnia Centralne Biuro Antykorupcyjne skierowało do prokuratury zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez Banasia. We wtorek Prokuratura Regionalna w Białymstoku wszczęła śledztwo dotyczące podejrzeń nieprawidłowości w oświadczeniach majątkowych i deklaracjach podatkowych prezesa.

Reportaż "Superwizjera"

W wyemitowanym 21 września reportażu dziennikarz "Superwizjera" Bertold Kittel przyjrzał się kamienicy w krakowskim Podgórzu, którą do oświadczeń majątkowych wpisywał prezes NIK. Trafił na prowadzony tam hotel na godziny i spotkał przestępcę skazanego prawomocnym wyrokiem.

REPORTAŻ "SUPERWIZJERA" TVN "PANCERNY MARIAN I POKOJE NA GODZINY"

Mężczyzna ten w obecności reportera odbył rozmowę telefoniczną, twierdząc, że rozmawia z Marianem Banasiem. Po publikacji reportażu prezes NIK przyznał, że rzeczywiście odebrał ten telefon, i tłumaczył, że wynajął kamienicę synowi tego mężczyzny. Zaprzeczał, jakoby był to jego bliski znajomy.

W ostatnim upublicznionym oświadczeniu majątkowym Banaś zadeklarował, że z wynajmu dwóch mieszkań i 400-metrowej kamienicy w 2018 roku zarobił trochę ponad 65 tysięcy złotych. To oznacza średni miesięczny dochód w wysokości 5475 złotych. Za wynajem podobnej kamienicy w takiej krakowskiej lokalizacji, według lokalnych biur nieruchomości, mógłby uzyskać co najmniej trzy razy więcej - około 15 tysięcy złotych miesięcznie.

Autor: mjz/adso / Źródło: tvn24

Raporty: