Spowiedź skruszonego policjanta drogówki: Naciągamy kierowców, liczą się tylko statystyki

Polska

Aktualizacja:
tvn24Policjant zdradził szczegóły pracy w drogówce

- Jak pojazdy jadą w kolumnie, bądź obok siebie, to pomiar jest na chybił trafił - to szokujące wyznanie policjanta, który zgłosił się do reportera programu "Blisko ludzi" (TTV), demaskującego nieprawidłowości, związane z używaniem radarów typu Iskra-1. Funkcjonariusz potwierdza, że popularnym "suszarkom" brakuje wiele do doskonałości. Twierdzi też, że dla policjantów liczy się tylko liczba wystawionych mandatów i dlatego "naciągają" kierowców.

Jak już pisaliśmy, reporterowi TTV udało się przetestować najpopularniejsze urządzenie służące do pomiaru prędkości - Iskrę-1. Sprawdził nim m.in. stojący samochód, a także pojazdy jadące obok siebie. W obu przypadkach pomiary wykonane przez "suszarkę" były błędne. Iskry nie są w stanie wskazać dokładnie, który z pojazdów znajdujących się na drodze jedzie z jaką prędkością, a ich działanie może zakłócić np. włączona klimatyzacja.

Po tym materiale policja przetestowała Iskry i ogłosiła, że działają prawidłowo, o ile używa się ich zgodnie z instrukcją. Warszawska prokuratura okręgowa poinformowała natomiast, że prowadzi śledztwo dotyczące importu i legalizacji radarów Iskra-1.

"Rosyjska ruletka"

Do reportera TTV zajmującego się sprawą zgłosił się też policjant, który opisał, jak wygląda na co dzień praca z Iskrami-1. - Pracuję 17 lat w policji w ruchu drogowym. W jednostkach były monitorowane sprawy tego typu miernika. Przełożeni nie reagowali. Policjanci są zmuszeni, żeby te radary brać i korzystać. Liczy się tylko i wyłącznie ilość uzyskanych efektów - podkreślił policjant.

- Naciągamy kierowców na postępowanie mandatowe. Jedzie kolumna pojazdów, przykładowo 10 pojazdów, jeden pojedzie szybciej, zatrzymuje z reguły pierwszego, Bogu ducha winnego kierującego i udowadnia mu, że on jechał z taką, a nie inną prędkością. Kierujący z reguły, dla świętego spokoju, przyjmuje ten mandat - dodał.

Policjant przyznał, że "jak pojazdy jadą w kolumnie, bądź obok siebie, to (pomiar - red.) jest na chybił trafił". - Rosyjska ruletka, na kogo wypadnie, na tego bęc. Tam jest bez różnicy kto jak jedzie, byleby tylko zapłacił grzywnę w postępowaniu mandatowym.

- Bezpieczeństwo jest najmniej ważne. Najważniejsze są suche statystyki, ranking poszczególnych komend - powiedział funkcjonariusz.

"Zgodnie z instrukcją"

Na stronie internetowej policji pojawiła się informacja, że radary Iskra-1 zostały przebadane przez funkcjonariuszy i pozytywnie przeszły testy. W komunikacie podkreślono, że odczyty zostały sprawdzone w wielu różnych sytuacjach, a zmierzona prędkość "zawsze odzwierciedlała tę realną prędkość, osiąganą w danym momencie przez pojazd". Filmiki dokumentujące policyjne testy radarów opublikowano także na stronie internetowej policji.

- Z testów wynika jednoznacznie, że jeżeli radar jest używany zgodnie z instrukcją, to on pokazuje prędkość pojazdu, na którym nam zależy - podkreślił rzecznik policji Mariusz Sokołowski.

Rzadko obok siebie?

Dodał jeszcze: - Policjant może dokonać takiego pomiaru w ściśle określonych warunkach zgodnie z instrukcją. Jeżeli ten pomiar zostanie dokonany zatrzymuje kierującego, którego widzi przed sobą, który jedzie z prędkością wyświetlaną przez radar.

Nie przekonały go argumenty o złym funkcjonowaniu "suszarek" i zaznaczył, że zawsze prawidłowo wskazują prędkość pojazdu znajdującego się najbliżej policjanta z radarem. Miał również odpowiedź na problem, gdy dwa auta w momencie pomiaru jadą równolegle.

- Jeśli obok siebie jadą dwa lub więcej pojazdów, wówczas policjany, zgodnie z instrukcją, powinien odstapić od rejestracji prędkości, gdyż nie jest w stanie dokładnie ustalić, którego pojazdu jest to prędkość - stwierdził Sokołowski.

Autor: mn,kris//kdj / Źródło: TVN24, TTV

Źródło zdjęcia głównego: TTV