Jeden na jeden

Spór wokół nominacji ambasadorskich. Wiceszef MSZ: to jest polityczna wojna

Marcin Bosacki
Spór wokół nominacji ambasadorskich. Wiceszef MSZ: to jest polityczna wojna
Źródło wideo: TVN24
Źródło zdj. gł.: TVN24
Dodaj do preferowanych źródeł w Google
Radzimy sobie od roku z tym, że rośnie liczba chargé d'affaires - powiedział wiceminister spraw zagranicznych Marcin Bosacki w "Jeden na Jeden" w TVN24, pytany czy Polska nie będzie mieć nowych ambasadorów. Komentował też spór resortu z Pałacem Prezydenckim w tej sprawie.

Spór o nominacje ambasadorskie między Pałacem Prezydenckim a rządem rozpoczął się jeszcze w trakcie prezydentury Andrzeja Dudy. Karol Nawrocki również odmawia podpisów pod nominacjami. Szef MSZ Radosław Sikorski i prezydent spotykali się nawet osobiście w tej sprawie.

- Niestety niezmiennie od 13 miesięcy trwa obstrukcja państwa przez prezydenta - tak wiceminister spraw zagranicznych Marcin Bosacki określił w "Jeden na Jeden" w TVN24 to, co dzieje się pomiędzy Pałacem Prezydenckim a resortem dyplomacji.

Pytany, czy to dyplomatyczna wojna, odparł: - To nie jest dyplomatyczna wojna, tylko to jest polityczna wojna. Przypominam doktrynę Sławomira Cenckiewicza (...) zdaje się, że jest nadal jego autorytetem: celem prezydentury Karola Nawrockiego jest wywrócenie rządu Donalda Tuska. Nic się nie zmieniło, niestety.

Polska nie będzie mieć nowych ambasadorów? - Radzimy sobie od roku z tym, że rośnie liczba chargé d'affaires - ocenił gość TVN24. Jak dodał, w dalszej części rozmowy, to "z winy Nawrockiego". 

Spisano porozumienie? Bosacki: były rozmowy

Prezydent sugerował w czwartek, że doszło do "spisania" porozumienia w sprawie ambasadorów i "została wyłącznie jego realizacja". - Ja nie mam góry, ja nie mam swojego zwierzchnika, ale jakiś ze zwierzchników ministra Radosława Sikorskiego zadecydował o tym, że wszelkie porozumienia z prezydentem, nawet jeśli są dobre dla Polski, nie mogą być realizowane - powiedział Nawrocki dziennikarzom przed Pałacem Prezydenckim. 

- Nie było żadnego podpisanego porozumienia. Były toczone przez różne osoby w różnych okresach ostatnich 13 miesięcy rozmowy z ośrodkiem prezydenckim - zaprzeczył słowom prezydenta Bosacki. 

- Niestety, mogę to jasno powiedzieć - po tamtej stronie nie ma zgody na to, żeby wykonać chociaż kilka gestów w najważniejszych placówkach polskich po to, żeby Polskę reprezentowali ambasadorowie, a nie chargé d'affaires - dodał. 

Wiceminister zwrócił uwagę, że były prezydent Andrzej Duda podpisał 24 wnioski o nominacje, a Nawrocki, "który chce być betonową opozycją nie podpisał żadnego".

Mówił też o "skali absurdu" prezydenta. - Jest kilka wniosków, które już podpisał prezydent Duda, czyli oni według prawa polskiego są ambasadorami naszymi w tych krajach, a prezydent Nawrocki odmawia podpisania ich listów uwierzytelniających, czyli tych dokumentów, które nowy ambasador ma przedstawić w tamtym kraju - powiedział. Wiceszef MSZ odmówił ujawnienia, o jakich dyplomatów chodzi. - Nawrocki ponad interes państwa przedkłada partyjną, polityczną walkę z tym rządem - ocenił. 

Spór o zdjęcie ambasadora. Bosacki: to dyplomata z innego kraju

Co brak porozumienia oznacza dla państwa? - W niektórych państwach ma znaczenie chociażby protokolarne, czy kierownik placówki nazywa się chargé d'affaires, czy się nazywa ambasadorem pełnomocnym - wyjaśnił Bosacki. Przypomniał przy tym, że Duda podpisał nominację dla Jacka Najdera, ambasadora RP przy NATO "mimo oczywistych różnic politycznych". 

Dyskusja wokół nominacji ponownie nabrała tempa po ostatnim wpisie szefa prezydenckiego Biura Polityki Międzynarodowej Marcina Przydacza. Zarzucił w mediach społecznościowych, że wniosek w sprawie jednego z ambasadorów został przygotowany nieprofesjonalnie. Dołączył fragment dokumentu, na którym jest bardzo źle widoczne zdjęcie kandydata. 

Bosacki wyjaśnił, że były to dokumenty dyplomaty z innego państwa, który rozpoczyna misję ambasadorską w naszym kraju. - W tym wypadku pan Przydacz celowo manipulował - powiedział. - Ambasador z innego kraju wysłał tego typu zdjęcie. MSZ tutaj jest tylko listonoszem, który przenosi te dokumenty. Nawet nie musiałoby być tam tego zdjęcia, bo nie ma takich wymogów protokolarnych - tłumaczył wiceminister. 

- Prezydenccy ministrowie generalnie mają zbyt dużo czasu na politykowanie i tego typu śmieszne gierki, a za mało obowiązków - komentował.

- To jest złośliwostka, która panu Przydaczowi się wydawało, że wymierza w rząd Rzeczypospolitej, a tak naprawdę wymierza w jeden z innych rządów, w naszych partnerów zagranicznych - zauważył. Nie chciał ujawnić, z jakiego kraju pochodzi ambasador. 

Ambasador Rosji wezwany do MSZ. Wiceminister: nie liczę na refleksję

W czwartek MSZ wezwało ambasadora Rosji Gieorgija Michno w związku z serią incydentów w Niemczech. Dyplomata zjawił się w placówce. Po wyjściu z gmachu mówił dziennikarzom, że "nie przedstawiono żadnych dowodów". Podobną postawę miał w trakcie lipcowej wizyty w siedzibie resortu dyplomacji. Wówczas został wezwany po tym, jak w województwie lubelskim spadła rosyjska rakieta Ch-101. 

Bosacki był pytany w "Jeden na Jeden", czy MSZ liczy na refleksję Moskwy. - Nie liczę na żadną refleksję, niestety. Natomiast jest to zorganizowana akcja po to właśnie, żeby pokazać solidarność sojuszniczą, w tym wypadku z Niemcami - odpowiedział. Przypomniał, że na podobne reakcje Polska mogła liczyć przy okazji akcji sabotażu wymierzonych w nasz kraj. 

- Robimy to po to, żeby Rosję jeszcze raz nie tyle ostrzec, Putina już przed niczym nie trzeba ostrzegać, ale mu pokazać, że jemu się nie uda jego plan - dodał. Jak podkreślił, zamiary Kremla to osłabienie pomocy dla Ukrainy poprzez ataki hybrydowe przeciwko Europie.

Wiceszef MSZ był też pytany o kolejne kroki resortu dyplomacji w przypadku dalszej eskalacji ze strony Rosji. Polska zamknęła wszystkie rosyjskie konsulaty na terenie naszego państwa. Decyzje dotyczące poszczególnych placówek następowały po kolejnych aktach dywersji. 

Bosacki wskazał na "możliwości sojusznicze" na poziomie NATO i Unii Europejskiej, w tym ograniczenie mobilności dla rosyjskich dyplomatów. Jak podkreślił, około 40 procent z nich nie zajmuje się dyplomacją, tylko innymi działaniami, w tym "obsługą" ataków hybrydowych. Takie restrykcje na terenie Polski ogłosił w 2024 roku Sikorski. 

Rosyjski minister na G20. Bosacki: Amerykanie próbują grać z Rosjanami

W spotkaniu G20 w USA wziął udział rosyjski minister finansów Anton Siłuanow. Na miejscu był też polski minister finansów Andrzej Domański. Bosacki ocenił, że "od półtora roku Amerykanie próbują jakiejś gry z Rosjanami". - Do tej pory kompletnie nieskutecznie, skoro Putin raczej wzmógł ataki - dodał.

- Z powodu solidarnej postawy krajów europejskich, ale też takich jak Kanada czy Japonia, na G20 nie doszło do wspólnego zdjęcia z przedstawicielem Rosji - zwrócił uwagę wiceminister. - To pokazuje, że nawet wahające się w pewnego rodzaju gestach Stany Zjednoczone muszą się ze stanowiskiem Europy liczyć - dodał. 

OGLĄDAJ: Bosacki o ambasadorze Rosji w MSZ: nie liczę na żadną refleksję
Ten i inne materiały obejrzysz w subskrypcji
Źródło: TVN24
Czytaj także: