Segregacja i numerki. Mają ułatwić życie pacjentom

Polska

Aktualizacja:
Wybrane SOR-y przetestują nowe rozwiązania dla oczekujących na pomoctvn24
wideo 2/3

Szpitalne Oddziały Ratunkowe testują sposoby, by ograniczyć chaos w poczekalniach. Pacjenci mają być wstępnie diagnozowani i przypisywani do konkretnych grup oczekujących na pomoc.

Szpitalny Oddział Ratunkowym Dziecięcego Szpitala Klinicznego w Warszawie testuje nowe rozwiązania, które mają rozładować kolejki na SOR-ach.

Wchodząc na oddział pacjent musi wziąć numerek z biletomatu, a potem - po wstępnej ocenie przez ratownika medycznego lub pielęgniarkę - dostaje kolorową opaskę. Dzięki niej wie, ile będzie musiał czekać na spotkanie z lekarzem.

- Pacjent z czerwoną opaską wymaga pomocy natychmiastowej. Pacjent, który ma pomarańczową opaskę ma czas oczekiwania do 15 minut, a z żółtą do 60 minut - wyjaśnia Anna Janus-Młodawska, pełniąca obowiązki kierownika SOR w Dziecięcym Szpitalu Klinicznym w Warszawie.

Pacjenci z zielonymi opaskami poczekają dwie godziny, a z niebieskimi nawet sześć godzin. Pilotaż Ministerstwa Zdrowia prowadzony jest w czterech szpitalach: także w Częstochowie, Brzesku i Białymstoku. Czas oczekiwania dla konkretnych grup pacjentów pojawia się na wyświetlaczu.

- Każdy pacjent wie, że ma swój numer i wie, który jest w kolejce. Wie też, ile czasu jeszcze minie, zanim zostanie obsłużony. Wie także, że jeśli pacjent pilniejszy czyli na przykład czerwony się trafi, to lekarz musi bezwzględnie obsłużyć tego pacjenta czerwonego - mówi Marek Kapusta z Samodzielnego Publicznego Zespołu Opieki Zdrowotnej w Brzesku.

Znaczenie kolorów

Pacjent "czerwony" to osoba, u której zatrzymało się krążenie, pacjent "pomarańczowy" ma zagrożenie życia - na przykład ostrą duszność. "Żółty" może mieć intensywnie krwawiącą ranę albo wysoką gorączkę. Pacjent "zielony" to osoba, która ma przykładowo grypę, a "niebieski" to osoba, która w rzeczywistości nie wymaga interwencji na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym.

Taką wstępną ocenę stanu zdrowia pacjentów w Szpitalnych Oddziałach Ratunkowych prowadzono zawsze, ale chorzy często nie mieli świadomości, do której grupy zostali zakwalifikowani, ani z czym to się wiąże.

- Wcześniej pacjenci byli rejestrowani, nie wiedzieli w jakiej kolejności będą przyjęci, nie wiedzieli kto będzie wcześniej i ustawiali się w kolejce. I potem się denerwowali, że ktoś został przyjęty wcześniej niż oni, którzy już czekali godzinę - mówi Jarosław Korogwicz ze Szpitalnego Oddziału Ratunkowego w Brzesku.

System w całej Polsce?

Dzisiaj w wielu Szpitalnych Oddziałach Ratunkowych czas oczekiwania może wynosić nawet kilkanaście godzin, a efektem tego jest narastająca frustracja pacjentów.

Pan Władysław Mierzecki z żoną, u której lekarz podejrzewał zawał, spędził na SOR aż 11 godzin. - Nawet nie było łóżka, żeby żonę położyć. Gdyby inna pacjentka nie ustąpiła mi miejsca, to żona by mi tam zemdlała - opowiada mężczyzna.

Lekarze mówią, że personel obciążają pacjenci, którzy nie potrzebują pilnej pomocy. "Niebiescy" i "zieloni" to nawet trzy czwarte wszystkich oczekujących. Chorzy uważają natomiast, że lekarzom i pielęgniarkom po prostu brakuje empatii.

Na razie trudno powiedzieć, by system rozładowywał kolejki. Czasem uspokaja pacjentów, a szpitalom uświadamia, że brakuje im personelu.

Po trzymiesięcznym pilotażu Ministerstwo Zdrowia ma rozważyć wprowadzenie systemu w całej Polsce.

Autor: asty\mtom / Źródło: tvn24

Źródło zdjęcia głównego: tvn24