"Pani prokurator sama tego nie wymyśliła. Miała bardzo wyraźne polecenie"

Polska

Profesor Monika Płatek i Renata Durda w "Faktach po Faktach"tvn24
wideo 2/4

To dobry przykład, że prawo działa wtedy, kiedy Prokuratura Krajowa naciska w tej sprawie. Mieliśmy ostatecznie zmianę wysokości kary po jej interwencji - mówiła w "Faktach po Faktach" w TVN24 kierowniczka pogotowia Niebieska Linia Renata Durda. Odniosła się w ten sposób do sprawy byłego radnego PiS, który ostatecznie został uznany za winnego znęcania się nad żoną i skazany na dwa lata więzienia. Profesor Monika Płatek z kolei oceniła, że takie osoby "są do pewnego stopnia ofiarami systemu, w którym tkwimy".

Były bydgoski radny Prawa i Sprawiedliwości Rafał P. został uznany za winnego znęcania się nad żoną Karoliną. Sąd skazał go na dwa lata bezwzględnego więzienia. Przez 5 lat nie będzie mógł też zbliżać się do pokrzywdzonej na odległość mniejszą niż 50 metrów. Rafał P. będzie musiał także zapłacić 75 tysięcy złotych zadośćuczynienia dla byłej żony. Wyrok nie jest prawomocny.

Wcześniej prokuratura wnioskowała o prace społeczne dla P. Interweniowała Prokuratura Krajowa, której zdaniem taka kara byłaby "rażąco niska".

"Pani prokurator sama tego nie wymyśliła"

Sprawę komentowały w "Faktach po Faktach" w TVN24 profesor Monika Płatek z Instytutu Prawa Karnego Uniwersytetu Warszawskiego i Renata Durda, kierowniczka pogotowia Niebieska Linia.

- To jednak jest ważne, że to jest były radny PiS, bo wydaje mi się, że pani prokurator sama tego nie wymyśliła, tylko miała takie bardzo wyraźne polecenie - oceniła profesor Płatek.

- Uczciwie mówiąc, byłoby dobrze, gdyby jak najrzadziej orzekać karę pozbawienia wolności, a jak najczęściej zgodnie z prawem orzekać najpierw grzywnę, później ograniczenie wolności i w ostateczności karę pozbawienia wolności - stwierdziła.

Jak dodała, "jest fatalnie, że jeżeli nie ma kary pozbawienia wolności, to my sądzimy, że się w ogóle żadnej kary nie daje". - Jeżeli za batonika leci się do więzienia, a za bicie żony posyła się bardzo wyraźny sygnał: "panowie, wy macie do tego prawo, a jak się już was naprawdę na tym złapie i się wam udowodni i nie da się tego zakręcić, to wtedy trudno, coś będziemy musieli zrobić i zastosujemy prawo", to jest pewien system, który jest niewłaściwy - skomentowała profesor.

"Prawo działa wtedy, kiedy Prokuratura Krajowa naciska w sprawie"

Zdaniem Renaty Durdy "to dobry przykład, że prawo działa wtedy, kiedy Prokuratura Krajowa naciska w tej sprawie". - Tu mieliśmy zmianę ostatecznie wysokości kary po interwencji Prokuratury Krajowej - przypomniała.

W sprawie kary dla byłego bydgoskiego radnego PiS Rafała P., który znęcał się nad żoną zastępca prokuratora generalnego Krzysztof Sierak polecił złożenie do sądu wniosku o udzielenie dodatkowego głosu prokuratorowi. Prokuratura domagała się dla niego kary bezwzględnego pozbawienia wolności. Interweniowało również Ministerstwo Sprawiedliwości.

Renata Durda wskazała, że w tej sprawie ważne są także dodatkowe kary, czyli "75 tysięcy zadośćuczynienia, zakaz zbliżania i kontaktowania się z osobą pokrzywdzoną na pięć lat". - Osobom pokrzywdzonym głównie chodzi o to, aby ich dobra były chronione, żeby one poczuły, że ten wymiar kary dotyczy ich krzywdy - zaznaczyła.

"To dobry przykład, że prawo działa wtedy, kiedy Prokuratura Krajowa naciska w sprawie"tvn24

"Są do pewnego stopnia ofiarami systemu, w którym tkwimy"

Profesor Płatek podkreśliła, że dzięki temu, iż przemocy dopuszczają się osoby publiczne, "my w ogóle o tym słyszymy". - Na co dzień te sprawy się dzieją i my o nich nie słyszymy - powiedziała.

- Ja bym chciała powiedzieć coś bardzo niepopularnego. Ja do pewnego stopnia takim panom współczuję, bo oni są również ofiarami systemu, w którym tkwimy - oceniła.

Jak mówiła, "Polska to jest ładny kraj, moglibyśmy tu dobrze żyć. Rodziny mogłyby się dogadywać i mogłyby mieć wzory inne, niż te które wyniosły z domu rodzinnego i te, które mają na co dzień w polityce".

Powołała się na słowa prezydenta Andrzeja Dudy, który w 2017 roku mówił, że "przyjmowanie dodatkowych regulacji jest niepotrzebne", odnosząc się do konwencji antyprzemocowej, bo "u nas ta regulacja dotycząca przemocy jest bardzo dobra".

- Mamy prezydenta, który stoi na czele ochrony konstytucji, a w związku z tym konwencji, które przyjmujemy. I ten prezydent mówi, żeby (...) nie stosować (konwencji antyprzemocowej - red.). Tak naprawdę ci panowie są do pewnego stopnia tak jak ich partnerki ofiarami takiej, a nie innej polityki państwa - skomentowała.

Kilka tysięcy telefonów na Niebieską Linię

Renata Durda poinformowała, że w czerwcu jedna z Niebieskich Linii odebrała 2079 telefonów. - Mamy tych poradni telefonicznych dosyć dużo w Polsce, więc gdybyśmy je zsumowali, to ta liczba byłaby jeszcze większa - zaznaczyła.

I dodała, że wciąż "bardzo wiele osób nie ujawnia tych faktów, które się dzieją w domu, nie ujawnia nikomu tego, czego doświadcza". - Za tymi telefonami stoi jeszcze cała rzesza ludzi, którzy nie złapali za telefon i nie zadzwonili, bo się nie odważyli tego zrobić - mówiła.

- A ci, którzy łapią, mówią tak: "nikt mi nie wierzy, powiedzcie mi, czy to, co ja czuję, to, co ja myślę o tej sytuacji, to jest w ogóle prawda, bo sprawca mówi: to jest nieprawda, ty sobie coś wymyślasz, to jest twoja interpretacja tej rzeczywistości, a otoczenie często mówi: ty się zastanów, bo może ty się przyczyniasz do tego, że on się tak zachowuje" - relacjonowała Durda.

Kobiety skarżą się także telefonicznie, że wzywały policję, ale nic się za tym nie działo.

- Czasami ludzie mówią, że coś się zadziało, czyli została wszczęta procedura Niebieskiej Karty, ale to się ciągnie, a sprawca dalej przebywa ze mną w tym samym mieszkaniu, tylko jest jeszcze bardziej rozwścieczony tym, że ktoś zaczął zwracać uwagę na to, że ktoś mu patrzy na ręce - powiedziała.

- Duża grupa osób to są osoby rozczarowane kontaktem z wymiarem sprawiedliwości, czyli to, że zgłoszenia do prokuratury są umarzane. A jeśli sprawa trafia już do sądu i jest wyrok, to ten wyrok w przeważającej większości to był wyrok w tak zwanych zawiasach, czyli kara pozbawienia wolności na niedługi czas i ta kara była w zawieszeniu. Teraz to trochę się zmienia, ale nadal ponad 70 procent kar to są kary w zawieszeniu. Ta kara z Bydgoszczy jest jakimś ewenementem. Świetnie, gdyby to był wzór dla innych sędziów - oceniła Durda.

Autor: kb//kg//kwoj / Źródło: tvn24

Źródło zdjęcia głównego: tvn24