Polska

Skatował córkę, bo płakała? Ruszył proces

Polska

"Skatował córkę, bo płakała". Ruszył proces
TVN24"Skatował córkę, bo płakała". Ruszył proces

Skatował córkę, bo płakała - oceniła prokuratura. Dziś nie miał nic do powiedzenia, milczała także matka dziewczynki, która miała dopuścić do bicia dziecka. Ruszył proces w sprawie śmierci dwuletniej Wiktorii ze Żnina.

Sebastian Sz., ojciec dwuletniej Wiktorii notorycznie i, jak uznała prokuratura, ze szczególnym okrucieństwem znęcał się nad córką. Feralnego dnia tak dotkliwie ją pobił, że dziecko zmarło. Matka Wiktorii nigdy nie zgłosiła policji, że dziecko było katowane. - Nigdy nic nie zauważyłam, nie miałam żadnych podejrzeń. Ja mu ufałam - mówiła wcześniej kobieta.

Podczas dzisiejszego procesu milczała. Milczał też Sebastian Sz.

"Zawinił system"

Sytuacja rodziny była znana policji i opiece społecznej, jednak nikt nie odebrał im dziecka. Lekarze podczas rutynowych badań na ciele dziewczynki zauważyli siniaki, ojciec Wiktorii zaś miał na swoim koncie wyrok za znęcanie się nad dzieckiem z poprzedniego związku. O tych faktach wiedziała policja i prokuratura. Rodzina była też pod stałą obserwacją pracowników opieki społecznej.

- Myślę, że zawinił system. Każdy wypełniał swoje obowiązki, ale nie kontaktowali się ze sobą i jedna służba nie wiedziała o poczynaniach drugiej – uważa Mariola Tuszyńska, Kujawsko-Pomorski Rzecznik Praw Ofiar.

"Standardowe procedury zawsze okażą się niewystarczające"

Dziś ani MOPS, ani prokuratura nie chcą do sprawy wracać. Wszczęto wewnętrzne kontrole, ale żadna instytucja nie ma sobie nic do zarzucenia. - Standardowe procedury zawsze okażą się niewystarczające, jeśli zabraknie jednego czynnika - wrażliwości ludzkiej. Stosowanie litery prawa to za mało zwłaszcza w sytuacjach, kiedy chodzi o dzieci. Dzieci nie potrafią się bronić same, nie potrafią powiedzieć, odwołać się – przypomina psycholog dziecięcy dr Grzegorz Górecki.

Matka Wiktorii także jest oskarżona w tej sprawie. Zarzuca jej się brak jakiejkolwiek reakcji i nieumyślne narażenie na niebezpieczeństwo. Przez najbliższe trzy dni zostanie przesłuchanych 40 świadków i 8 biegłych. Na razie nie wiadomo, kiedy zapadnie wyrok.

Źródło: tvn24

Źródło zdjęcia głównego: TVN24

Pozostałe wiadomości