Sfingowane wypadki, upozorowane kradzieże, okaleczenia. Jak Polacy wyłudzają odszkodowania?

Cwaniactwo ubezpieczeniowe
Cwaniactwo ubezpieczeniowe
tvn24
tvn24W Legnicy dwaj mężczyźni jeździli po parkingu hipermarketu i czyhali na nieuwagę innych kierowców

Jeśli okaże się, że Dariusz P. z Jastrzębia-Zdroju dla pieniędzy podpalił dom i w ten sposób zamordował rodzinę, będzie to wyjątkowo bezwzględny, makabryczny przykład wyłudzenia odszkodowania w Polsce. Ale takie przypadki, w których są niewinni poszkodowani, zdarzają się. Najczęściej jednak - jak sprawdził reporter programu "Czarno na Białym" - wyłudzane są pieniądze za upozorowane kradzieże samochodów lub sfingowane wypadki.

W Legnicy dwaj mężczyźni jeździli po parkingu hipermarketu i czyhali na nieuwagę innych kierowców. Kiedy nadarzyła się okazja, wykorzystywali to, że ktoś nie ustąpił im pierwszeństwa i przyspieszali prowokując stłuczkę. Wpadli dzięki kamerom monitoringu. Zamiast odszkodowania obaj panowie dostali karę więzienia.

Pewien mężczyzna postanowił natomiast co jakiś czas odcinać sobie palec u ręki. Umowa ubezpieczeniowa przewidywała kilka tysięcy odszkodowania za tego rodzaju uszczerbek na zdrowiu. Jednak już przy drugiej próbie wyłudzenia sprawa wydała się podejrzana. - Są też przypadki, że dochodzi do okaleczenia drugiej osoby. Co więcej za jej zgodą - mówi Marcin Tarczyński z Polskiej Izby Ubezpieczeń.

Miliardy do wyłudzenia

Sytuacje, które pchają ludzi do próby wyłudzenia są różne. Motywacja zawsze jednak jest ta sama. Pieniądze. W Polsce działa 31 firm ubezpieczeniowych. Pieniądze, jakimi obracają są olbrzymie. Z tytułu składek na ubezpieczenia komunikacyjne, na konta tych firm trafia 13,5 miliarda złotych rocznie. Ubezpieczenia majątkowe to kolejne 13 miliardów. Te na życie to ponad 31 miliardów. W sumie niemal 60 miliardów. Dla porównania liczba wypłaconych odszkodowań to prawie 31 miliardów złotych. Najwięcej prób wyłudzenia odszkodowania dotyczy szkód komunikacyjnych. Jednak w każdej firmie ubezpieczeniowej działają specjalne biura bezpieczeństwa. Pracują w nich policjanci, detektywi i analitycy, którzy bez pomocy organów ścigania są w stanie namierzyć oszusta. - Czynią to na tyle skutecznie, że w ciągu ostatniego roku byliśmy w stanie zahamować wypływ ok. 200 mln. zł, które w sposób ewidentny były zawłaszczane naszym klientom - mówi Robert Dąbrowski, dyrektor Biura Bezpieczeństwa PZU.

Wspólna baza danych ograniczy proceder?

By być jeszcze bardziej skutecznym, Polska Izba Ubezpieczeń we współpracy z Ubezpieczeniowym Funduszem Gwarancyjnym tworzą wspólną bazę danych. Ma ona ustrzec od wypłacania kilkakrotnych odszkodowań za tę samą szkodę, albo monitorować podejrzane umowy. Według Marcina Tarczyńskiego może to oznaczać zaoszczędzenie nawet kilkunastu milionów złotych rocznie.

Autor: ktom//tka / Źródło: tvn24

Źródło zdjęcia głównego: tvn24

Pozostałe wiadomości