Sekrety prezydenckiej limuzyny. Czy specjalna opona mogła tak po prostu pęknąć?

Polska

Fakty TVNOkoliczności incydentu z udziałem prezydenckiej limuzyny bada prokuratura

Dlaczego w aucie wiozącym prezydenta Andrzeja Dudę pękła opona? Czy opancerzony kolos tak po prostu wpada w poślizg? Pytań w tej sprawie jest dużo, odpowiedzi na razie niewiele. Materiał "Faktów" TVN.

Prezydencka limuzyna, specjalnie zbrojone opony, prosta droga i sekundy grozy. W czasie piątkowego przejazdu prezydenckiej kolumny autostradą A4 w okolicach Lewina Brzeskiego w samochodzie prezydenta uszkodzeniu uległa opona. A - co powtarza większość ekspertów - nie powinna.

W autach tego typu wykorzystuje się opony ze specjalnymi systemami. Przy braku powietrza ciężar pojazdu opiera się na elastycznym pierścieniu zamontowanym na obręczy, zapobiegającym jednocześnie zsunięciu się opony.

Specjalne opony

- To są specjalnie wzmocnione opony przygotowane na wypadek przestrzelenia. Samochód na tych oponach powinien przejechać jeszcze kilkanaście kilometrów - przekonuje ppłk. Jarosław Kaczyński, były wiceszef Biura Ochrony Rządu. Samochód znalazł się jednak na poboczu. Jadący z przeciwka kierowca, widząc co się dzieje, przewidywał najgorsze. - Wypadł z kolumny, wjechał na piaszczyste pobocze i zaczęło go obracać. Ustawił się do mnie bokiem i byłem przekonany, że przebije się przez barierki i wpadnie na mnie - relacjonuje przebieg zdarzeń Mirosław Zieliński. Na szczęście dzięki refleksowi i umiejętnościom kierowcy nic takiego się nie stało. Pytanie jednak, jak w ogóle doszło do takiej sytuacji? Bo choć samochód na pierwszy rzut oka wygląda normalnie, to śmiało można go nazwać pancernym kolosem. Kosztuje ponad 2 mln zł, na wyposażeniu ma pancerne blachy i kuloodporne szyby o grubości 6 mm. Ma ponad pięć metrów długości i waży prawie cztery tony. Chroni pasażerów nie tylko przed ostrzałem, ale i przed atakiem chemicznym. W samochodzie pękła tylna prawa opona. - Był wystrzał, wszyscy go słyszeli. Ja siedziałem, nic nie zrobiłem i czekałem co się dalej wydarzy - mówił prezydent.

Dużo szczęścia

Łukasz Byśkiniewicz z TVN Turbo tłumaczy, że prezydent miał dużo szczęścia, bo przy takiej szybkości, gdy samochód jedzie bokiem, do dachowania nie brakuje dużo. Eksperci uważają, że łatwiej byłoby opanować samochód, gdyby miał inny, przystosowany do trudnych warunków napęd. - Ja nie chce ferować wyroków, ale moim zdaniem samochód nie został właściwie dobrany. Powinien to być samochód z napędem na cztery koła. To jest zima i południe Polski - mówi ppłk. Kaczyński. Z kolei gen. Marian Janicki, były szef BOR, zastanawia się, dlaczego ochrona jechała terenowymi samochodami, a prezydent osobowym. Pytań jest tak dużo, że w kilkanaście godzin po zdarzeniu postępowanie wyjaśniające w tej sprawie rozpoczęła prokuratura. WIĘCEJ ZOBACZYSZ NA STRONIE "FAKTÓW" TVN.

Autor: ToL//rzw / Źródło: "Fakty" TVN

Źródło zdjęcia głównego: Fakty TVN