Ziobro "nie miał ambicji, by formułować postulaty względem jego roli w rządzie"

Polska

Izabela Leszczyna i Sebastian Kaleta w "Kropce nad i"tvn24
wideo 2/36

W dużych strukturach nie zawsze musi panować idealna przyjaźń, natomiast panu premierowi i panu ministrowi dobrze się współpracuje - powiedział w "Kropce nad i" w TVN24 wiceminister sprawiedliwości i poseł Zjednoczonej Prawicy Sebastian Kaleta, komentując sugestie o większej liczbie rządowych stanowisk dla polityków Solidarnej Polski Zbigniewa Ziobry. Wraz z drugim gościem programu - posłanką Koalicji Obywatelskiej Izabelą Leszczyną - dyskutowali także o protestach wyborczych złożonych przez PiS.

W wyniku wyborów parlamentarnych Zjednoczona Prawica uzyskała w nowo wybranym Sejmie 235 mandatów. Solidarna Polska Zbigniewa Ziobry i Porozumienie Jarosława Gowina wprowadziły do Sejmu po 18 posłów.

W poprzedniej kadencji Solidarna Polska i Porozumienie miały w Sejmie odpowiednio 8 i 12 przedstawicieli. Jak twierdzą komentatorzy, w ślad za wzmocnieniem tych frakcji pójdzie zapewne wzrost pozycji Gowina i Ziobry w strukturach władzy.

Sebastian Kaleta - jeden z bliskich współpracowników ministra sprawiedliwości - zapytany w "Kropce nad i", czy istnieje konflikt pomiędzy Mateuszem Morawieckim a Zbigniewem Ziobrą, zaprzeczył. - W dużych strukturach nie zawsze musi panować idealna przyjaźń, natomiast panu premierowi i panu ministrowi dobrze się współpracuje, o czym świadczą dobre efekty naszych rządów - powiedział Kaleta.

Dodał, że "różne spekulacje można włożyć między bajki".

Dopytywany o stanowiska, o które mogą ubiegać się członkowie Solidarnej Polski, przekonywał, że "Solidarna Polska nie walczy o ministerstwa", tylko razem z Prawem i Sprawiedliwością i Porozumieniem rozmawiają "o tym, jak ułożyć nowy rząd, żeby skutecznie i sprawnie zrealizować program wyborczy". - Pan minister nie miał oczekiwań ani ambicji, by formułować postulaty względem jego roli w rządzie. Niewątpliwie ministrowi zależy na tym, żeby kontynuować reformę wymiaru sprawiedliwości i tutaj akurat nie ma najmniejszych wątpliwości, że akces do tych spraw konsekwentnie zgłasza - mówił Kaleta.

Kaleta: skorzystaliśmy z dopuszczalnych prawem środków

Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych Sądu Najwyższego pozostawiła bez dalszego biegu pierwszy z protestów wyborczych złożonych przez komitet wyborczy Prawo i Sprawiedliwość.

Protest dotyczył senackiego okręgu numer 75, który obejmuje miasta Tychy i Mysłowice oraz powiat bieruńsko-lędziński.

W okręgu zwyciężyła wiceprezeska partii Wiosna, kandydatka z listy SLD Gabriela Morawska-Stanecka zdobyła 50,93 procent głosów poparcia, a jej kontrkandydat Czesław Ryszka - 49,07 procent wyborców. Komitet Wyborczy Prawa i Sprawiedliwości domagał się tam ponownego przeliczenia głosów.

CAŁE POSTANOWIENIE SĄDU NAJWYŻSZEGO - Miało nie być wyborów, miały być wybory sfałszowane, a na koniec miały sądy pomóc Prawu i Sprawiedliwości wygrać wybory. Nie ma tematu - skomentował tę decyzję Sebastian Kaleta. - Skorzystaliśmy z dopuszczalnych prawem środków. Prawo i Sprawiedliwość nie jest jedynym komitetem wyborczym, który złożył protesty, ale te wszystkie strachy, które były rozpościerane przez lata, okazały się być pustymi - ocenił.

Kaleta: skorzystaliśmy z dopuszczalnych prawem środkówtvn24

Leszczyna: złożyliście protesty wszędzie tam, gdzie przegraliście wybory

Izabela Leszczyna w odpowiedzi tłumaczyła, że "Sąd Najwyższy powiedział wyraźnie: że nie można składać protestu wyborczego dlatego, że jest się ciekawym i dlatego, że się myśli, że głosy nieważne są jednak na mojego kandydata". - Trzeba mieć podstawę prawną - zaznaczyła. - Wy złożyliście (protesty) wszędzie tam, gdzie przegraliście wybory i doszliście do wniosku, że różnica jest na tyle mała, że może nieważne głosy mogą przejść na PiS. To paranoja - powiedziała Leszczyna, zwracając się do Kalety. Kaleta, odnosząc się następnie do treści jednego z wniosków, przyznał, że nie czytał go, a jedynie zapoznawał z doniesieniami medialnymi. Przypomniał, że Prawo i Sprawiedliwość skorzystało z prawa, które przysługuje każdemu komitetowi. - Warto z niego korzystać, bo dzięki rozstrzyganiu takich spraw przez Sąd Najwyższy, zwiększa się legitymizacja i pewność wyborów - dodał.

- Tylko się cieszyć, że znowu w Polsce wygrała demokracja - podsumował.

Leszczyna: doszliście do wniosku, że może nieważne głosy mogą przejść na PiStvn24

Komisja śledcza w sprawie Mariana Banasia "jest konieczna"

"Rzeczpospolita" napisała w piątek, że jeden z najbliższych współpracowników obecnego prezesa NIK Mariana Banasia z czasów jego pracy w Ministerstwie Finansów miał kierować mafią VAT-owską i pod takim zarzutem przebywa w areszcie.

Wyjaśnienia kwestii współpracowników Banasia z czasów jego pracy w resorcie finansów zażądali tego samego dnia od premiera posłowie Platformy Obywatelskiej-Koalicji Obywatelskiej. Zapowiedzieli, że w razie braku takiej informacji, będą domagać się komisji śledczej.

- Z pewnością taka komisja śledcza jest konieczna i niezbędna. Nie mamy wątpliwości, że taka komisja jednak w tym Sejmie nie powstanie - powiedziała Leszczyna, dodając, że rola Mariana Banasia "w tej grupie przestępczej jest do dzisiaj niewyjaśniona".

- Gdyby w PiS-ie panowały takie same zasady, jak w Platformie Obywatelskiej, to nie wysłalibyście Banasia na urlop - powiedziała, zwracając się do Kalety.

Poseł z kolei ocenił, że w tym wypadku "państwo działa sprawnie, bo mafie VAT-owskie są w odwrocie". - Kwestie, które podnoszą media w sprawie Mariana Banasia, musi on sam wyjaśnić jako ważna osoba w życiu publicznym - wskazał.

Leszczyna, odpowiadając Kalecie stwierdziła, że "Marian Banaś zniszczył kontrolę skarbową". - Luka VAT-owska to nie są mafie VAT-owskie. To, że (Banaś) walczył z mafiami VAT-owskimi to propagandowa opowiastka PiS - dodała.

Autor: akw//kg / Źródło: tvn24

Źródło zdjęcia głównego: tvn24

Magazyny:
Raporty: