Grupa kilkunastu parlamentarzystów opuściła w środę Polskę 2050 i ogłosiła powstanie nowego klubu - Centrum. Jest wśród nich Paulina Hennig-Kloska, która pod koniec stycznia przegrała II turę wyborów na przewodniczącą partii. Deklaracje przystąpienia do niego złożyło 15 posłów i 3 senatorów dotychczasowego klubu Polski 2050. Oznacza to, że w klubie Polski 2050 pozostanie 15 posłów - minimalna liczba wymagana do dalszego funkcjonowania klubu parlamentarnego.
Przewodnicząca klubu Lewicy Anna Maria Żukowska była pytana w czwartek w "Rozmowie Piaseckiego" w TVN24, czy za jakiś czas Polska 2050 mogłaby sprzymierzyć się z Lewicą. - Nie wiem, nie wykluczam tego - odpowiedziała. - Z drugiej strony, uświadomiłam to sobie właśnie, że nie znam poglądów na prawa człowieka pani przewodniczącej [Katarzyny] Pełczyńskiej-Nałęcz, na związki partnerskie, na prawo do przerwania ciąży - dodała.
Żukowska powiedziała, że szefowa Polski 2050 "nigdy tego nie ujawniła". - A też część tej strony, która z nią została, wiem, że jest bardziej konserwatywna niż ta, która odeszła z panią Pauliną Hennig-Kloską - zaznaczyła.
Na uwagę, że część pomysłów Pełczyńskiej-Nałęcz w sferze gospodarczej miało nieco wymiar lewicowy, więc coś Polskę 2050 z Lewicą łączy, Żukowska odparła: - Niewykluczone. Łączą nas pewne rzeczy progresywne także z Platformą Obywatelską.
- Są te miejsca styku, inaczej by ten rząd nie powstał, bo też powstał na fundamencie przecież ideowym - stwierdziła.
Żukowska: nie odczuwam takiego zagrożenia
Szefowa klubu Lewicy została zapytana, czy w związku z rozpadem Polski 2050 koalicja rządząca w którymś momencie stanie w obliczu tego, że straci większość parlamentarną i trzeba będzie rządzić koalicją mniejszościową.
- Nie odczuwam takiego zagrożenia. Nie wydaje mi się to prawdopodobne - odpowiedziała. - Nie wiem, czy to się nie wydarzy. Na ten moment oceniam, że to ryzyko jest niewielkie, dlatego że gdzie by te osoby miały pójść? Skąd by miały w przyszłości startować? Z jakiej listy, skoro też nie mają partii?
Potrzebna nowa umowa koalicyjna?
Żukowska była też pytana, czy potrzebne jest spisanie nowej umowy koalicyjnej w związku z powstaniem nowego klubu. - Nie mamy partii politycznej, tylko mamy klub, więc to jest trochę inny podmiot i byłoby to trochę utrudnione, bo znowu zaczęłyby się negocjacje. Znowu zaczęlibyśmy też stawiać oczekiwania, jeżeli byłaby ta renegocjacja - oceniła.
Dodała, że Lewica stawiałaby oczekiwania na przykład dotyczące służby zdrowia. - Ale zakopalibyśmy się w tym, a do końca kadencji jest dwa lata. To nie jest dużo, więc naprawdę nie powinniśmy się zajmować sobą. Nie tego od nas oczekują Polki i Polacy - podkreśliła.
Odniosła się do słów Pełczyńskiej-Nałęcz o wycofaniu rekomendacji ministrom i wiceministrom, którzy odeszli z Polski 2050. Oceniła, że premier Donald Tusk "ma na pewno kłopot".
- Z tego, co pamiętam, to też ideą pana premiera przy rekonstrukcji było takie trochę odpolitycznienie przynajmniej części rządu, na przykład Ministerstwa Zdrowia. I wydaje mi się, że jeżeli chciałby być konsekwentny, to nie wchodziłby w to, czy ktoś już ma rekomendacje, miał rekomendacje, będzie miał rekomendacje, tylko oceniał pracę konkretnego ministra czy wiceministra i rozliczał go z wyników - powiedziała szefowa klubu Lewicy.
Pytana, czy należałoby w związku z tym pozostawić Katarzynę Pełczyńską-Nałęcz, Paulinę Hennig-Kloskę, Martę Cienkowską, odparła: - Nie moja decyzja na szczęście.
Autorka/Autor: Justyna Sochacka
Źródło: TVN24
Źródło zdjęcia głównego: PAP/Leszek Szymański