Polska

Gdy zaszła w ciążę, lekarzy to przerosło. "Nawet się do mnie nie zwracali, tylko do mojego partnera"

Polska

pis-wilcza.jpgtvn24
wideo 2/22

Niepełnosprawne kobiety, które urodziły dzieci, muszą liczyć przede wszystkim na siebie. Ma to zmienić program "Dostępność plus", który zakłada przydzielanie takim osobom odpowiedniego asystenta. - Osoby niepełnosprawne ogólnie nie są postrzegane jako potencjalni rodzice - mówi w programie "Polska i świat" Magdalena Sikorska, chorująca na zanik mięśni mama siedmioletniego Felka.

Zaczęło się tak, jak u innych. Od miłości dwojga ludzi. Magdalena Sikorska o byciu matką wcześniej za dużo nie myślała. Nie była pewna, czy to w ogóle możliwe, czy jej wypada, czy ma do tego prawo.

"Jak pan mógł do tego doprowadzić"

Od urodzenia cierpi na rdzeniowy zanik mięśni. Gdy okazało się, że jest w ciąży, lekarzy z jej rejonu to przerosło.

- Osoby niepełnosprawne ogólnie nie są postrzegane jako osoby płciowe, jako potencjalni rodzice - mówi reporterce "Polski i świata".

- Jeden z ginekologów miał taki fantastyczny pomysł, że jedynym miejscem, które widzi dla mojej żony byłaby forma jakiego hospicjum - opowiada mąż Magdaleny, Adam.

Jak dodaje mama Felka, lekarze na początku w ogóle nie zwracali się do niej osobiście.

- Tylko do mojego partnera: jak pan mógł do tego doprowadzić - wyjaśnia.

Sikorskim pomocy udzielił dopiero Szpital im. księżnej Anny Mazowieckiej w Warszawie. Właśnie tam, siedem lat temu na świat przyszedł ich syn, Felek.

"Okazuje się, że nie"

- Pielęgniarka laktacyjna uczyniła cuda, to znaczy przystawiła syna mi do piersi w pozycji niemal do góry nogami - wspomina Sikorska.

Po jej wyjściu ze szpitala większość obowiązków przejął Adam. To on kąpał Felka, przewijał i ubierał. Wziął roczny, przysługujący nauczycielom, urlop w pracy, by sprostać temu zadaniu.

- Pomyślałam sobie - tak mogę powiedzieć - dosyć naiwnie, że jeżeli będzie do mnie przychodziła pani opiekunka z MOPS, to pomoże mojemu synowi, zrobi mu herbatkę. Nie wiem, podgrzeje na przykład obiad, ale okazuje się, że nie - opowiada Magdalena.

W gminie usłyszała, że opiekunka może zrobić herbatę co najwyżej jej samej, ale nie dziecku. Jak zapewnia ministerstwo rodziny, pracy i polityki społecznej, takiej pomocy miałby w przyszłości udzielać tak zwany asystent osoby niepełnosprawnej.

- Asystent osoby niepełnosprawnej ma ją wspierać w wypełnieniu funkcji życiowych, tych zwykłych, związanych z opieką nad dzieckiem z wychowaniem dziecka, ale również pomagających w relacjach z pracodawcami i otoczeniem - tłumaczy w rozmowie z TVN24 Mirosław Przewoźnik, dyrektor biura pełnomocnika rządu do spraw osób niepełnosprawnych.

To część opracowywanego właśnie programu "Dostępność plus".

"Nie jestem w stanie zasunąć zamka dziecku"

Dla paraolimpijki Katarzyny Rogowiec i jej partnera od początku było jasne, że pewne rzeczy są po prostu poza jej zasięgiem.

- Jeżeli trzeba wyjść na spacer, to ja - w mieście, przy ruchu ulicznym - szczególnie w pierwszych latach życia nie wyobrażałam sobie wyjść sama z dzieckiem. W porze zimowej, nie jestem w stanie zasunąć zamka dziecku, zasznurować butów - mówiła.

Wózek to "część mamy"

Małgorzata Żbikowska ma silne ręce, więc przewinie, nakarmi i utuli córkę. Bała się spacerów, ale się udało. Na razie nadąża za Julką. Barierą są niektóre place zabaw.

- Piach jest dla mnie ogromną barierą, bo ja po nim wózkiem nie przejadę, koła się zatapiają i nie mam jak się ruszyć - tłumaczyła.

Kiedy poznała swojego męża, decyzja o macierzyństwie była po prostu naturalna. A jej córka - Julka - coraz lepiej w tym modelu funkcjonuje.

- Przystosowuje się do mnie takiej, jaka jestem od urodzenia. I bierze mnie z całym inwentarzem moich ograniczeń. To jest niezwykłe, że dla niej nie ma znaczenia, czy ona się wespnie do mamy po kole, a nie po nodze. Dla niej mój wózek to jest część mamy - skwitowała.

Autor: JZ//kg / Źródło: tvn24

Raporty: