Polska

Rodzice skazani za molestowanie. "Pani Agnieszka powiedziała, że to byli źli ludzie", potem biła

Polska

Rodzice zastępczy oskarżeni za znęcanie się nad dziećmi
Rodzice zastępczy oskarżeni za znęcanie się nad dziećmiUWAGA! TVN
wideo 2/3

Pani Agnieszka skleiła mi ręce i nogi, kazała leżeć w wannie. A później, jak wróciła, przyłożyła mi nóż do brody i ją rozcięła - tak 13-letni Olek relacjonuje to, czego doświadczył wraz z rodzeństwem w zawodowej rodzinie zastępczej. Matka zastępcza została oskarżona o znęcanie się psychiczne i fizyczne nad dziećmi. Teraz rodzeństwo twierdzi, że zostało przez nią zmuszone do bezpodstawnego oskarżenia rodziców biologicznych o molestowanie seksualne. Sprawę bada prokuratura. Materiał "Uwagi" TVN.

16-letnia Patrycja oraz 13-letnie bliźniaki Ola i Olek mieszkają teraz w domu Gabrieli i Adama Kamińskich. W ramach rodziny zastępczej dołączył do nich starszy brat - 17-letni Adam.

- Próbowano mnie od tej adopcji odwieść. Mówiono, że dzieci są po wykorzystaniu seksualnym, że będą krzywdziły innych; że to są dzieci, które nie są w stanie normalnie zafunkcjonować - mówi Gabriela Kamińska w rozmowie z reporterką "Uwagi" TVN. Dodaje, że wiedziała, iż biologiczni rodzice zostali skazani za molestowanie seksualne dzieci.

- Powiedziałam, że mimo tego podjęliśmy z mężem decyzję, żeby pomóc tym dzieciom. Jeżeli coś się będzie działo, to będziemy szukać specjalistów w tej dziedzinie - mówi.

Rodzeństwo trafiło do rodziny Kamińskich z domu dziecka. Wcześniej w latach 2007 – 2012 dzieci przebywały w zawodowej rodzinie zastępczej pod Rybnikiem. Nowym rodzicom zwierzyły się, że w domu małżeństwa N. doświadczały przemocy.

"Zamykali nas w łazience, klęczałam na klatce schodowej"

- Był taki moment, że Patrycja zaczęła robić się taka buńczuczna. Wyczułam od niej zapach papierosów. Ona wtedy - co mnie zaszokowało - powiedziała: to możesz teraz mnie uderzyć, teraz możesz mnie zbić - opowiada Gabriela Kamińska.

Jak mówi, Patrycja poprosiła ją o rozmowę. - Poszłam do niej do pokoju. Pamiętam, że leżałyśmy i ona mi mówi: wiesz mamo, bo ja byłam bita w rodzinie zastępczej. Zaczęła bardzo płakać. Powiedziała, że nikomu tego nie mówiła, że jest jej wstyd, że była bardzo źle traktowana - wspomina kobieta.

Skonfrontowała relację Patrycji z opowieściami Oli i Olka. - Pamiętam, że Ola zaczęła mówić drastyczne rzeczy, które dla mnie były szokujące - przyznaje.

- Zamykali nas w łazience, mnie raz zamknęli w garażu, Olka i Patrycję na balkonie. Niekiedy po szkole byliśmy zamykani w klatce dla psa. Bili nas. Ta pani [pani Agnieszka, matka zastępcza - red.] najczęściej, no i ten pan - relacjonuje reporterce "Uwagi TVN" 13-letnia Ola.

- Za włosy nas szarpała. Biła nas takimi gumowymi linijkami albo kapciem, albo uderzała nas o ścianę. Była taka sytuacja, że klęczałam na klatce schodowej z rękoma podniesionymi do góry. Trzymałam ważący kilka kilo nawóz do kwiatów. Trzymałam go z pół dnia, może nawet więcej - dodaje 16-letnia Patrycja.

Przyznaje, że rodzeństwo robiło wszystko, czego chciała matka zastępcza. - Przynosiliśmy jej kapcie, sprzątaliśmy za nią. Wszystko. Tak jakbyśmy byli poddanymi – mówi Patrycja.

- Pani Agnieszka często się denerwowała, jak ktoś jej patrzył w oczy, bo mówiła, że my na to nie zasługujemy, żeby jej w oczy patrzeć, tylko mamy patrzeć na ziemię - opowiada.

"Skleiła ręce i nogi, kazała leżeć w wannie"

Według relacji 16-latki, kobieta wyłączała im wodę w łazience. - Tydzień wody nie mieliśmy, czasami nawet dłużej - mówi. - Była sytuacja, gdzie toaleta się zapchała, bo nie przyszła [matka zastępcza - red.]. Musiałam tę toaletę ręką przepchać – dodaje.

- Pani Agnieszka skleiła mi ręce i nogi i kazała leżeć w wannie. A później, jak wróciła, przyłożyła mi nóż do brody i ją rozcięła. Kazała mi wyjść. I zszedłem z tym nożem przyłożonym do brody na pierwsze piętro - opowiada reporterce 13-letni Olek. Przyznaje, że bał się, iż kobieta "coś mu zrobi nożem".

- Wzięła mnie, moją głowę i o poręcz uderzyła moją głową. Miałem ucho rozcięte. Powiedziała mi, że mam w szkole powiedzieć, że się uderzyłem o biurko - relacjonuje 17-letni Adam.

"Cały czas chodziliśmy głodni"

Przyznaje, że "cały czas chodzili głodni". - Czasami coś robiliśmy, to były takie kary, że nie dostawaliśmy kolacji albo obiadu - mówi.

Na to, że dzieci często były głodne, zwróciła uwagę matka ich szkolnej koleżanki. Dzieci przychodziły do domu pani Renaty, by bawić się z jej córką.

- Łapczywie jadły. Jedzenie praktycznie znikało w jednym momencie. W ogóle dużo posiłków u nas jadły - wspomina Renata Mikołajczuk.

"Co nimi mogło kierować?"

- Nie potrafię tego zrozumieć. Naprawdę. Co nimi mogło kierować, żeby bezbronnym dzieciom robić takie rzeczy? Krzywda, która im się stała, jest nie do pomyślenia dla dorosłego człowieka - mówi reporterce "Uwagi" TVN Adam Kamiński, obecny ojciec adopcyjny dzieci.

Przyznaje, że nie potrafi sobie nawet tego wyobrazić, "co Olek czuł, jak został związany, rzucony do wanny, miał zaklejoną twarz". - Opowiadał mi: Tato, ja się nie mogłem nawet obrócić. Leżał w ciemnej wannie, w zamkniętej łazience kupę godzin - dodaje Kamiński.

W sądzie toczy się sprawa matki zastępczej Agnieszki N. Została oskarżona o znęcanie się psychiczne i fizyczne nad dziećmi. Podobne zarzuty usłyszał jej mąż. Agnieszka N. nie zgodziła się na rozmowę z "Uwagą" TVN. Arkadiusz Andrzejewski, dyrektor ośrodka Rodzinnej Pieczy Zastępczej w Rybniku, przyznaje reporterce "Uwagi" TVN, że nikt nie przypuszczał, że w tej rodzinie może dojść do jakiejkolwiek nieprawidłowości. - Kiedy rozmawiam dzisiaj z psychologami, którzy przeprowadzali diagnozę na ten temat, mówią mi, że są pewne zaburzenia, które absolutnie nie wyjdą na etapie procedury kwalifikacyjnej - mówi Andrzejewski.

ZOBACZ PIERWSZĄ CZĘŚĆ REPORTAŻU NA STRONIE "UWAGI" TVN

"Mamo, my tak musieliśmy mówić"

Rodzice biologiczni rodzeństwa od dziewięciu lat przebywają w więzieniu, gdzie trafili skazani prawomocnie na 12 lat więzienia. Obecna adopcyjna matka dzieci postanowiła poznać akta ich sprawy karnej. - Poszłam z nastawieniem, że po prostu zobaczę drastyczne rzeczy. Najpierw otworzyłam album, który był dołączony. To był album ze zdjęciami rodzinnymi, który dołączyła babcia. Powiem szczerze, że dostałam gęsiej skóry, jak to zobaczyłam. Widziałam dzieci, które się przytulają do rodziców, które się uśmiechają, które są wtulone w ojca, wtulone w matkę - relacjonuje Gabriela Kamińska w rozmowie z reporterką "Uwagi" TVN.

Dodaje, że z akt wynikało, iż małżeństwo zostało skazane na podstawie zeznań dzieci oraz Agnieszki N. - Jej zeznania również były wzięte jako wiarygodne, bo ona miała bezpośredni kontakt - tak było w uzasadnieniu. Zaznawała historie takie, że dzieci były ustawiane, że matka wykonywała zdjęcia nagim dzieciom, że zdjęcia były rozpowszechnianie - mówi Kamińska.

- Ja te akta przeczytałem dwa razy. Powiem tak: dzieci zeznają tymi samymi słowami. Nie trzeba być biegłym, wystarczy mieć dwójkę dzieci w domu. Jak się człowiek spyta o jakiekolwiek zdarzenie na podwórku czy w szkole, to obydwoje będą mówili o tym samym zdarzeniu, ale kompletnie innymi słowami. Nigdy nie jest tak, że dzieci powtarzają te same słowa dokładnie - mówi Adam Kamiński.

Dodaje, że Patrycja zeznawała, że doszło do stosunków między nią a ojcem biologicznym. - Po czym jest badanie dwóch biegłych ginekologów, którzy stwierdzają, że nic nie jest naruszone - mówi.

- Zawołałam dzieci (...) i powiedziałam: chciałam wam powiedzieć, czy wiecie, za co są skazani wasi rodzice biologiczni? Powiedziałam, że nazwę to po imieniu: za molestowanie seksualne was. Pamiętam, że wtedy Ola się odezwała i powiedziała: mamo, my tak musieliśmy mówić, bo tak nam pani Agnieszka kazała. A jak tego nie robiliśmy, jak nie powtarzaliśmy tego, to dostawaliśmy lanie, byliśmy karani - relacjonuje Kamińska.

"Bałem się i to bardzo"

Sprawę rzekomego molestowania seksualnego przez rodziców biologicznych miała wykryć w 2008 roku Agnieszka N. Zeznania składały dzieci, które miały wtedy od 4 do 7 lat.

- Jak mieliśmy iść na jakieś przesłuchanie czy coś, to ona nam mówiła, co mamy powtarzać: że ci rodzice biologiczni nas bili, że niby nas molestowali - mówi reporterce "Uwagi" TVN 13-letnia Ola.

- Nie wiedziałem, o co tak naprawdę była ta sprawa. Pani Agnieszka nam mówiła, że mamy po prostu tak mówić - mówi 13-letni Olek. - To była sytuacja, gdy byliśmy głodzeni. Ona nam powiedziała, że po tym, jak tak powiemy, zabierze nas do McDonald'sa - dodaje.

- Pani Agnieszka powiedziała, że to byli źli ludzie, że zrobili nam bardzo wielką krzywdę. Mówiła, że robili nam zdjęcia, że przebywaliśmy z różnymi mężczyznami, którzy nas krzywdzili, że wsadzali nam palce w różne części ciała. Ona nakręcała to wszystko tak, jakbym miała w to uwierzyć. Ja z takiem niedowierzaniem tego słuchałam, bo wiedziałam, że coś takiego się nie zdarzyło w mojej biologicznej rodzinie i w domu - opowiada Patrycja.

Dodaje, że pamięta "dużo fajnych sytuacji z domu". - Pamiętam też kłótnie, pamiętam alkohol, pamiętam, jak była policja, ale żeby rodzice nam zrobili taką krzywdę, jaką pani Agnieszka mówiła, to nic się takiego nigdy nie zdarzyło - przyznaje 16-latka.

"Bałem się i to bardzo"
"Bałem się i to bardzo"UWAGA! TVN

17-letni Adam, pytany, co by go spotkało, gdyby nie powtórzył oskarżeń, odpowiada: - Wtedy pamiętam tylko, że byliśmy bici i to tak naprawdę. Nie wiem, na co stać tę kobietę jeszcze.

Przyznaje, że bał się Agnieszki N.: - Bałem się i to bardzo. Moje rodzeństwo całe też jej się bało. Byliśmy bezsilni po prostu.

Babcia rodzeństwa przyznaje, że dzieci nie miały odpowiedniej opieki ze strony rodziców biologicznych. Zaprzecza jednak, żeby dzieci miały być molestowane seksualnie. - Może mi pani ręce poobcinać w tej chwili obydwie. Nie było tego. To jest jakiś horror - mówi Anna Zamarska.

"Ja tego nie zrobiłem"

O swoich ustaleniach rodzice adopcyjni poinformowali prokuraturę. Wiarygodność tego, co mówią dziś dzieci, sprawdziła biegła psycholog, która specjalizuje się w sprawach związanych z molestowaniem seksualnym nieletnich.

- W rodzinie zastępczej rzeczywiście dochodziło do przemocy. Dzieci były bite, zastraszane. Natomiast dzieci nie powiedziały nic o tym, żeby rzeczywiście w rodzinie biologicznej dochodziło do przemocy seksualnej. Co więcej, odtwarzają wspomnienia z tej rodziny, natomiast nie pojawia się tam wykorzystywanie seksualne - mówi biegła sądowa Katarzyna Kiwer.

Pytana, dlaczego przy sprawie karnej rodziców biologicznych psycholog, który oceniał wówczas zeznania składane przez dzieci, uznał je za wiarygodne, odpowiada: - Rozmawiając z dziećmi, wiem na pewno, że nie były przygotowane do przesłuchania w sposób prawidłowy, czyli psycholog nie rozpoznał ich aktualnej życiowej sytuacji - tego, jak funkcjonują, jakie mają problemy.

- Z tego, co mówią dzieci, wynika, że w trakcie przesłuchania zadawano im pytania sugerujące. Rodzina zastępcza mówiła im, co mają konkretnie mówić na przesłuchaniach. Stosowano wobec nich przemoc psychiczną i fizyczną. Do tego miały obiecane nagrody za to, że powiedzą to właśnie, co mają powiedzieć - mówi psycholog.

- Ja nie umiem codziennie żyć, myśleć o tym, że molestowałem dzieci, jak tego nie zrobiłem. A mówią mi, że to zrobiłem. Chciałem, żeby mnie na wariograf wzięli, zbadali. Nie chcą mnie nigdzie zabrać - mówi w rozmowie z reporterką "Uwagi" TVN biologiczny ojciec dzieci.

- Byłam nieporadnym rodzicem. Kłóciliśmy się, szarpaliśmy się, biliśmy się. Dzieci były tego świadkiem. Nie były bite czy popychane, czy odrzucane. Absolutnie nie. Ale gdzieś tam rzutowało to na funkcjonowanie naszej rodziny - mówi biologiczna matka.

Przyznaje, że była w szoku, gdy została oskarżona o molestowanie swoich dzieci. - Ja w to nie mogłam uwierzyć, że dzieci o czymś takim mówią - dodaje.

Sprawa w prokuraturze
Sprawa w prokuraturzeUWAGA! TVN

Sprawa w prokuraturze

Prokuratura Okręgowa w Gliwicach sprawdza, czy matka zastępcza wywierała wpływ na zeznania Patrycji, Oli, Olka i Adama, stosując wobec nich przemoc lub groźby. Z kolei Prokuratura Krajowa wciąż analizuje akta sprawy karnej rodziców biologicznych.

- Rodzice adopcyjni małoletnich molestowanych dzieci wnieśli do Prokuratury Krajowej wniosek o sporządzenie kasacji na korzyść biologicznych rodziców małoletnich. Obecnie trwa analiza postępowania. Sprawa jest wielowątkowa, skomplikowana, dosyć zawiła prawniczo. Jedynie prokurator generalny może wywieść kasację w momencie, kiedy w aktach sprawy prokurator stwierdzi bezwzględną przyczynę odwoławczą. Nie każde uchybienie procesowe daje podstawę wywiedzenia kasacji - powiedziała rzeczniczka Prokuratury Krajowej Ewa Bialik.

ZOBACZ DRUGĄ CZĘŚĆ REPORTAŻU NA STRONIE "UWAGI" TVN

Autor: js/mtom / Źródło: Uwaga TVN

Pozostałe wiadomości