Polska

Ratownicy wycofani z kopalni. Stężenie gazów wybuchowych było za wysokie

Polska

Aktualizacja:
Ratownicy wycofani z kopalni. Stężenie gazów wybuchowych było za wysokie
tvn24Na miejscu pracuje obecnie 15 zastępów ratowników

W nocy z środy na czwartek ratownicy podjęli próbę przejścia rozlewiska, które jest przeszkodą na drodze do poszukiwanego górnika. Poziom wody okazał się jednak zbyt wysoki. Sięgał aparatów oddechowych. O 5.15 rano zarejestrowano wzrost stężenia gazów wybuchowych, dlatego wszystkie zastępy zostały wycofane ze strefy zagrożenia. 

W kopalni Mysłowice-Wesoła ratownicy nadal prowadzą akcję poszukiwawczą zaginionego górnika. W nocy z środy na czwartek o kolejne 20 m rozbudowali lutniociąg, który dostarcza świeże powietrze, i linię chromatograficzną, za pomocą której można cały czas badać skład atmosfery kopalnianej.

150 m od celu

Jak informuje kierownik działu energomechanicznego w kopalni Grzegorz Standziak, ratownicy dotarli na odległość ok. 150 m od miejsca, w którym powinien znajdować się zaginiony górnik.

Ratownicy wyprzedzili zasięg lutniociągu o 20 m, jednak poziom wody w rozlewisku, które stoi na drodze do zaginionego górnika, okazał się zbyt wysoki. Sięgał aparatów oddechowych. Ponadto weszli znowu w strefę zadymienia, które uniemożliwiało bezpieczne przesuwanie się do przodu.

Ostatecznie o godz. 5.15 rano zarejestrowano wzrost stężenia gazów wybuchowych, dlatego wszystkie zastępy zostały wycofane ze strefy zagrożenia.

Ratownicy będą mogli znów wejść w rejon rozlewiska, gdy wyrazi na to zgodę kierownictwo akcji - nastąpi to po tym, jak stężenie niebezpiecznych gazów spadnie i się ustabilizuje.

Przeszkodą rozlewisko

Rozlewisko w zagłębieniu terenu (tzw. muldzie) wypełnia woda napływająca z górotworu oraz z uszkodzonego wskutek wypadku rurociągu. Ten po wypadku został odcięty.

Ratownicy podjęli próby usuwania przeszkody w poniedziałek, jednak na dobre udało się im rozpocząć pracę we wtorek. W środę rozlewisko miało głębokość około 2 m. W ciągu dnia udało się wypompować ok. 600 m szesc. Ratownicy, by móc wejść głębiej, muszą usunąć tyle wody, by jej poziom utrzymywał się na wysokości około pół metra.

Według ich ocen rozlewisko łączy się z następną muldą, gdzie prawdopodobnie też występuje woda. Ratownicy liczą, że w czwartek uda im się do tej drugiej muldy dotrzeć.

Kolejną niewiadomą jest sytuacja na końcówce chodnika, w miejscu, w którym dochodzi on do ściany.

30 st. C, 80 proc.wilgotności powietrza

Na miejscu działa obecnie 15 zastępów ratowników, którzy pod ziemią pracują tylko w aparatach tlenowych. Temperatura w okolicach rozlewiska wynosi ok. 30 st. C, a wilgotność powietrza to ok. 80 proc.

Ratownicy, posuwając się w chodniku, budują lutniociąg, a także linię chromatograficzną. Dzięki niej na bieżąco badany jest skład atmosfery kopalnianej.

Ten poprawił się po tym, jak w sobotę po południu zamknięto tamę przeciwwybuchową. Odcięto w ten sposób dopływ powietrza do ściany oraz rozpoczęto podawanie tam azotu, co najpewniej spowodowało wygaszanie zarzewi pożaru. Równocześnie tłoczone jest powietrze do lutni, w której może znajdować się zaginiony pracownik.

"Dość biedy się wydarzyło"

W czwartek rano Grzegorz Standziak był m.in. pytany o docierające do mediów sygnały o przekroczeniach czasu pracy biorących udział w akcji ratowników, a także o ich skargach na niewystarczające zabezpieczenie.

Inżynier zaznaczył, że nad czasem pracy czuwa m.in. cały czas pracujący pod ziemią lekarz.

- Nie przypuszczam, by do takich przypadków dochodziło. Są to, myślę, kompetentni, odpowiedzialni ludzie. Dość biedy wydarzyło się, by prowokować następne takie wydarzenie - skomentował Standziak. Dodał, że maksymalny teoretyczny czas pracy ratowników ogranicza do czterech godzin konstrukcja aparatów oddechowych, w których ratownicy pracują. Rzeczywisty czas określany jest na miejscu, przede wszystkim na podstawie warunków klimatycznych.

W poniedziałek minął tydzień

W poniedziałek wieczorem minął tydzień od katastrofy w mysłowickiej kopalni. Na poziomie 665 m doszło prawdopodobnie do zapalenia bądź wybuchu metanu. W strefie zagrożenia znajdowało się wówczas 37 górników. 36 wyjechało na powierzchnię, 31 trafiło pierwotnie do szpitali. 42-letniego kombajnisty dotąd nie odnaleziono. W poniedziałek rano w Centrum Leczenia Oparzeń w Siemianowicach Śląskich zmarł jeden z najciężej rannych, 26-letni górnik.

Autor: jl/kka / Źródło: tvn24

Raporty:
Pozostałe wiadomości