Raport ws. Szczekocin: winni dyżurni. Nowak: Nie wrzucać wszystkich do jednego worka

Polska

tvn24W zderzenia dwóch pociągów pod Szczekocinami zginęło 16 osób

Minister transportu Sławomir Nowak skomentował raport ws. katastrofy pod Szczekocinami, opublikowany na stronach jego resortu. - Nie można wszystkich wrzucać do jednego worka. Nie zgadzam się na obarczanie winą wszystkich dyżurnych ruchu, którzy rzetelnie i profesjonalnie wykonują codziennie swoje obowiązki - powiedział Nowak. Z raportu wynika, że to błąd dyżurnych ruchu był bezpośrednią przyczyną zderzenia pociągów w marcu ubiegłego roku.

Nowak podkreślał na konferencji prasowej, że codziennie blisko 2 tys. dyżurnych ruchu "profesjonalnie, z oddaniem i z zaangażowaniem" wyprawia na szlaki blisko 6 tys. pociągów.

- Będę bronił etosu kolejarza, ale jednocześnie z żelazną determinacją walczył ze wszystkimi nieprawidłowościami, naciąganiem procedur i zamiataniem spraw pod dywan. Liczę na to - i są liczne przykłady tego - że ten proceder, który przez wiele lat miał miejsce na kolei - zamiatania, ukrywania różnych incydentów pod dywan - że to się skończyło - powiedział minister.

Nowak przypomniał, że po katastrofie wyciągnięto wnioski również personalne. - Według posiadanej przeze mnie informacji, w związku z ustaleniami raportu zarząd PKP PLK podjął decyzję o odsunięciu od pracy w zakładzie w Kielcach już ośmiu osób - powiedział.

Dodał, że prowadzone jest postępowanie kontrolne, niewykluczone są też dalsze wnioski, również do prokuratury. - Liczę na konsekwentne i z żelazną determinacją działanie władz PLK w stosunku do zaniedbań. Bo gdyby zadziałały wszystkie procedury, gdyby wszyscy ludzie zastosowali się do istniejących procedur, również w zakładzie w Kielcach, prawdopodobnie by do tego zdarzenia z 3 marca 2012 r. nie doszło - zaznaczył szef resortu transportu.

Komisja: Winni dyżurni

W czwartek wieczorem na stronie ministerstwa transportu opublikowano raport Państwowej Komisji Badania Wypadków Kolejowych. Wynika z niego, że to błąd dyżurnych ruchu z posterunków Starzyny i Sprowa był bezpośrednią przyczyną katastrofy. Dyżurny ze Starzyn wyprawił pociąg Interregio "Jan Matejko" na tor w kierunku przeciwnym do zasadniczego (tor zasadniczy to ten, po którym prowadzony jest ruch, na linii dwutorowej najczęściej to prawy tor). Natomiast dyżurna z posterunku Sprowa - jak napisano w raporcie - wyprawiła pociąg TLK "Brzechwa" na zajęty tor szlakowy. W raporcie wskazano także na błędy maszynistów prowadzących oba pociągi - określono je jako "przyczyny pośrednie" katastrofy. Prowadzący pociąg "Matejko" miał wjechać na tor w kierunku przeciwnym do zasadniczego, choć na semaforze nie wyświetlał się sygnał uprawniający do takiej jazdy. TLK "Brzechwa" natomiast pojechał na tor właściwy (prawy), chociaż semafor pozwalał na jazdę po torze lewym. Inną pośrednią przyczyną wskazaną przez autorów raportu jest to, że praca posterunków ruchu i drużyn pociągowych nie była należycie nadzorowana. W raporcie wytknięto również, że odpowiedniego nadzoru nie było także nad procesem modernizacji infrastruktury kolejowej oraz jej stanem.

Autor: MAC/ŁUD/k / Źródło: TVN24, PAP

Źródło zdjęcia głównego: TVN24